Wolność

Wczoraj nadeszła wolność. Ostatni dzień w hotelu. Dostałam normalną listę, 19 pokoi. Oczywiście ostatni był z dwoma łóżkami! Spakowałam jeszcze ładnie trolla i wyszłam. Wykreśliłam się z grafiku, bo oczywiście menager mimo moich próśb tego nie zrobił. Kluczyk wrzuciłam do skrzynki przy drzwiach ochrony. Trzasnęłam drzwiami i wyszłam. Oczywiście szef wiedział, że się zwalniam, ale wszyscy superwizorzy chyba nie. Powiedziałam też housemanowi (człowiek od brudnej/czystej pościeli) bo to Polak, on powiedział takiemu Dragowi, Rumunowi, któremu się chyba podobam i to tyle. Reszcie nie mówiłam, bo musiałabym się tłumaczyć, a chciałam uniknąć setek pytań czemu i dlaczego. Wychodziłam z tego hotelu inaczej niż poprzednio, jak z fabryki, bez emocji. Poprzednio było inaczej, czułam się bardziej związana. Byłam tam jak u siebie, chociaż oczywiście mam świadomość, że to złudne, bo traktowali nas dokładnie tak samo. Jak ludzi do wynajęcia, niewolników na plantacji bez własnego życia.

 

Oczywiście wykreślenie się z grafiku nie pomogło, bo jak się obudziłam to na telefonie znalazłam nieodebrane połączenia z hotelu. To jednak ich problem. Ja powiedziałam, że odchodzę, szef pokiwał głową. Przejęłam się jednak, bo ja zawsze się przejmuję…

Dodaj komentarz