Nawet nie wiem od czego zacząć, ale dzieje się. W uczuciach bez zmian: Wiatrak jest jaki jest, czasem mnie wkurza, lubi sobie porządzić, a czasami jak do rany przyłóż.
W pracy za to orka. Pracuję w sklepie online. Nie oznacza, że to ja pracuję online- przychodzę do pracy jak najbardziej fizycznie. Zamówienia spływają, my wysyłamy, kupujemy, przyjmujemy towar na magazyn, układamy na półki. Troszkę pracy przy komputerze, ale bardzo dużo chodzenia i pakowania. Oraz dźwigania. Niektóre paczki dochodzą do 30 kilogramów… ostatnio sprzedaż się zwiększyła, wysyłek jest więcej, ale ja już nie daję rady zwiększyć tempa. Zaczęłam być zmęczona i częściej się mylić, co jest mi ostatnio wypominane. Żeby było śmieszniej- nie przez szefową, a przez kolegę pracę, który ma zncznie większe doświadczenie w branży i wydaje mu się, że jest moim szefem. Odezwały się moje problemy z nogą i kolanem, doszeł bół nadgarstka i właściwie od sierpnia jest tylko gorzej.

Oczywiście wszystko za najniższą, bez jakiejś premii i z najniższą z możliwych liczbą dni wolnych. Ostatnio tak bardzo mam dość, że postanowiłam nie przedłużać umowy, która wygasa mi 10 maja. Na początku chciałam po prostu znaleźć coś nowego, powiedzieć, że odchodzę i zakończyć współpracę. Okazało się to nie takie proste, bo znalezienie nowej pracy, która spełnia jakiejś moje minimum nie jest takie szybkie, a mój pogarszający się stan fizyczny uniemożliwia mi przejście tak od razu do nowej firmy.
Wiatrak mi zasugerował więc, a ja po konsultacjach z chatem gtp i jego siostrą, specjalistką HR, pójść na chorobowe. Jutro idę na 5 ostatnich dni do pracy, potem tydzień urlopu, a potem zgłaszam nieobecność. I tu naprawdę bez ściemniania, bo już nie śpię po nocach: z bólu i stresu. Po 10 maja moje chorobowe przejmuje urząd, który zajmuje się zasiłkami czyli UVW i mogę tak chorować do roku, choć nie planuję tego aż tak długo. Zobaczę co powie specjalista, do którego zamierzam się udać. Fizjoterapeuta zasugerował, że to może być artroza czyli zwyrodnienie biodra. W najgorszym przypadku czeka mnie operacja… A dźwiganie 30 kilogramowych paczek w pracy naprawdę nie pomaga.
Jedyny plus tej całej sytuacji to, że od stycznia schudłam przeszło 7 kilogramów… Wyłącznie przez pracę. Jeszcze 2 miesiące i byłabym modelką, ale chyba wolę więcej nie ryzykować mojego zdrowia. Także tego psychicznego….


W tym tygodniu skończyłam 50 lat. Dacie wiarę? Nie myślałam o tym, kiedy zakładałam bloga trzydziestka tuż tuż. żałuję, że przepadł wraz z opcją blogowania na gazeta.pl, ale czas leci nieubłaganie.
Przyszła do nas na kolację wczoraj siostra Artura. Relacje z nią są daleko lepsze niż z mamą, ale nie zostałyśmy jakimiś bliskimi przyjaciółkami. Pracuje jako specjalista HR w urzędzie gminy, skończyła jakieś ciężkie studia zakonczone egzaminem i zna się na tym co robi.
rozkładu posiłków dostosowałam. Rano jem śniadanie, zabieram coś ze sobą na drugie i lunch oraz popołudniową przekąskę. Potem jem kolację na ciepło, bo w polskiej porze obiadowej to ja jestem w pracy, wracam późnym popołudniem to bez sensu gotować jakieś zupy i ziemniaki.
Byliśmy w poprzednim tygodniu w Polsce, po raz pierwszy odkąd jesteśmy razem. Wiem, że to dziwne, ale to tylko określa temperaturę naszego związku. Średnią mocno. Bez komentarza to zostawiam.