Jak mam na imię?

Właśnie odkryłam, że mam jakieś nieprzeczytane wiadomości tutaj. Zupełnie o tej opcji zapomniałam. Jedna z wiadomości brzmiała, że ktoś mnie czyta jeszcze od bloga Trzydziestka tuż tuż i nie wie jak mam na imię.

Zdradzę Wam więc ten sekret: mam na imię Monika 🙂 Imię to pochodzi z języka greckiego. Słowo monos oznacza: jedyny, wyjątkowy. Tak jak ja: jedyna i niepowtarzalna .

Zwyrodnienie biodra

Napisałam wczoraj uprzejmego maila do agencji, że 21 października byłam gotowa do pracy, stawiłam się w firmie, ale odesłano mnie do domu i co w związku z tym, bo zostałam bez dochodów. Na razie czekam na odpowiedź, a tymczasem dostałam automatycznego maila z prośbą o ocenę satysfakcji… z mojej umowy. To mogłoby być nawet zabawne, gdyby nie było wkurzające. C zy oni nie mają tam jakiegoś jednego systemu? Jak myślicie, jaka ocenę powinnam im wystawić?

Padło tu pytanie o mój stan zdrowia i diagnozę z kwietnia. Otóż po prześwietleniu nogi okazało się, że cierpię na zwyrodnienie biodra w stopniu lekkim. Zalecono fizjoterapię. Oprócz tego miałam niedobór witaminy D3 i wapnia. Brałam suplementy, ale w sumie chyba bym musiała zrobić ponownie te badania, aby sprawdzić, czy to się już jakoś wyrównało. Fizjoterapia trochę pomogła, ale najbardziej poskutkował po prostu odpoczynek. Natomiast zdaję sobie sprawę, że nie jestem w najlepszym stanie fizycznym, bo nawet najprostsze ćwiczenia sprawiaja mi trudność. Sztywna jestem jak kołek, a tu jeszcze cały ten stres dokłada swoje. Boli mnie też kolano, czasami pachwina, czasami samo biodro, nie mogłam na tym chorym boku spać, trochę ulgi daje specjalna poduszka do spania, którą wkłada sie między nogi. Koleżanka zasugerowała mi zrobienie tomografu, bo w prześwietleniu RTG nie wszystko widać, ale watpliwe, abym tu takie skierowanie dostała, więc rozważam zrobienie tego prywatnie w Polsce.

Praca bez pracy

Podpisałam umowę z agencją we wtorek, jakoś tuż przed 17. Początek pracy miał być następnego dnia. Wstałam o wpół do szóstej, chociaż nie spałam już od czwartej. Zjadłam śniadanie, umalowałam oko, wzięłam buty i bluzę na zmianę oraz kanapki na lunch. Przejazd był bezproblemowy, żadnych opóźnień czy strajków. Na miejsce przyjechałam przed ósmą i zgłosiłam się do recepcji. Bardzo miła pani dała druk do podpisu, wpisałam kogo powiadomić w razie czego, sprawdziła dowód osobisty i wydała identyfikator. Po czym przyszedł jakiś facet z tego archiwum i zaczął mruczeć pod nosem, że to jakieś „nieporozumienie”

Okazało się, że doszło do jakiegoś niedopowiedzenia na linii agencja- pracodawca i projekt jeszcze nie ruszył. Pracownicy z firmy docelowej dopiero się zaczęli przygotowywać, choć w ogłoszeniu była mowa, że to ma ruszyć w końcu września i byłam przekonana, że już ktoś zaczął tam pracować. Powiedzieli mi, że nie, może od poniedziałku. Wróciłam do domu z rozczarowaniem i poczuciem, że to ja coś pomieszałam. Rekruter przy mnie przecież podkreślił datę rozpoczęcia i taka widnieje też w systemach agencji. Natomiast okazuje się, że to jest data umowy tylko. Ponieważ projekt się nie rozpoczął, to te 36 godzin nie są gwarancją, a tylko umowną liczbą godzin. Faktyczna jest obliczana na podstawie cotygodniowej deklaracji, a ta na podstawie faktycznej liczby godzin.

I tak: mam umowę o pracę, ale nie mam godzin i w związku z tym wypłaty. W UWV zgłosiłam już, że czuję się lepiej i mój zasiłek chorobowy wygasł. Zostałam bez dochodów. Zgłosiłam się w takim razie na zasiłek dla bezrobotnych: decyzja w ciągu 5 tygodni. Bosko po prostu. Gdyby tak dzisiaj ktoś do mnie zadzwonił dziś i powiedział, że ma pracę od zaraz to bym chyba rzuciła to archiwum i poszła nawet przebierać jabłka za najniższą.

To się nazywa kontrakt zero godzin i jest standardem w umowach agencyjnych, choć nie myślałam, że to mnie de facto spotka jeszcze. Pracowałam wcześniej przez agencję i zawsze było tak, że początek umowy: początek pracy, ewentualnie w międzyczasie mogło być mniej zajęć np. w hotelu obłożenie jest różne czasami.

Kawę przynajmniej mają dobrą….Ale czy to ja muszę mieć takiego pecha?

Oferta pracy w archiwum

Zdecydowałam się przyjąć pracę w tym archiwum. Znana holenderska instytucja. Wprawdzie praca tylko do grudnia, ale jak już tam zacznę pracować to kto wie co sie zdarzy? W każdym razie ładny wpis w CV, praca w zawodzie, bardzo dobra kasa, zwrot kosztów dojazdu. Musiałam tylko wystąpić o VOG czyli zaświadczenie o niekaralności, które przyszło nawet dosyć szybko. No i weryfikacja tożsamości online: musiałam zrobić zdjęcie dowodu osobistego, potem swoje, a na koniec okazało się, że potrzebne jest potwierdzenie holenderskiego numeru dokumentacji podatkowej. Oni tu nie mają peselów tylko ten numer, ponoć widnieje na holenderskich dowodach osobistych, czy prawie jazdy. Prawa jazdy nie mam. Musiałam wygrzebać starą decyzję z 2017 o przyznaniu tego numeru (BSN). Całe szczęście, że niczego nie wyrzucam…. Teraz czekam na umowę, według maila od rekrutera data rozpoczęcia to 21 października czyli jutro, ale jest już 12:50 a umowy, ani widu ani słuchu. Mam mam nadzieję, że nie rozmyślili się, bo już się znajomym pochwaliłam…

Dojazd będzie mi zajmował godzinkę z przesiadką, ale to przynajmniej będę miała czas poczytać sobie w spokoju. I praca będzie w stałym zespole, a nie przy obsłudze klienta, więc łatwiej też będzie się oswoić z językiem.

W każdym razie dobrze będzie w końcu wyjść z domu. Nie stracę też wsparcia doradcy zawodowego z UWV, bo praca jest czasowa. Generalnie oceniam wsparcie państwa holenderskiego w tym zakresie na dużo lepsze niż w Polsce.

Zasiłek chorobowy

Od kwietnia nie pracuję, jestem na zasiłku chorobowym. Wypłaca mi urząd, a ja w tym czasie wysyłam CV. Ze względu na stan zdrowia nie mogę już wykonywać pracy fizycznej, zwłaszcza takiej, w której musiałabym coś dźwigać, czy chodzić i dźwigać. Szukałam więc innej pracy: lżejszej fizycznie, ale jakoś mi się nie udało trafić. Pomyślałam więc, że wrócę do pracy administracyjnej, ale ostatnie moje doświadczenia w tym zakresie pochodzą z Polski, sprzed 9 lat. Ja wysyłałam CV, oni mnie odrzucali już na tym wstępnym etapie. Kilka razy dopytałam się rekrutera co jest przyczyną, choć domyślałam się co: brak ostatniego, odpowiedniego doświadczenia. Tak o to koło się zamyka. Niby pracy pełno, ale jak się przegląda ogłoszenia to już nie jest tak kolorowo. Od ręki to można dostać pracę za najniższą płacę, na trzy zmiany i najcięższą. Poza tym zauważyłam, że niektóre ogłoszenia pojawiają się co jakiś czas na nowo. O ile jestem w stanie zrozumieć dwukrotne pojawienie się ogłoszenia, bo za pierwszym razem coś nie kliknęło albo kandydat zrezygnował. Niektóre firmy jednak szukają na okrągło. I to nawet na stanowiska administracyjne. Niemożliwe przecież, aby od kilku miesięcy nie móc znaleźć jednego dobrego kandydata? Rozumiem, że nikt nie chce 50-letniej Polki bez świeżego doświadczenia w administracji, ale przecież na pewno są inni kandydaci, młodzi, pełni zapału. Jeśli ktoś szuka na okrągło pracownika to coś jednak musi być nie tak z firmą. Ewentualnie są to fałszywe ogłoszenia mające sprawiać wrażenie, że firma się rozwija, skoro ciągle oferuje pracę.

Dostałam ostatnio ofertę pracy i może nawet coś z tego wyjdzie, ale to praca tylko do końca grudnia. Projekt dotyczy uporządkowania archiwum pewnej instytucji i wiąże się niestety z dźwiganiem ciężkich pudeł. Trudno jednak utrzymać się z zasiłku wynoszącego 70% ostatniej pensji, która w moim przypadku była najniższa. Gdyby nie to, że w Polsce wcale nie jest łatwiej to dawno bym tam wróciła…

Nieprzedłużenie umowy

Moja sytuacja zawodowa wygląda tak, że pojechałam na urlop, a po powrocie zgłosiłam, że jestem chora. Zrobiłam badania, które przed urlopem zlecił mi lekarz. Powiadomiłam też w piątek bezpośrednią przełożoną, że w najbliższym tygodniu nadal mnie nie będzie. Późnym dostałam wieczorem dostałam w nagrodę maila, że firma nie przedłuża ze mną umowy, ewentualnie szef jest otwarty na inną współpracę. Nie za bardzo rozumiem tego, bo skoro nie chcą mnie w jednej firmie, to co mi chcą zaproponować w innej? Wyczuwam tu haczyk, bo jak odpiszę, że jestem zainteresowania to będzie można podważyć moją chorobę.

Trochę się, że tak powiem, zdziwiłam obrotem sprawy, bo zastanawiałam się jak tu lojalnie dać znać, że raczej powinni kogoś na moje miejsce poszukać, bez mówienia wprost, że ja raczej nie wrócę. Myślałam, że się nie domyślą i będą w kłopocie. Cóż ja naiwna. Dadzą sobie radę beze mnie, nie jestem niezastapiona.

Na moje szczęście szef spóźnił się z tą informacją dokładnie o tydzień. Wg holenderskiego prawa pracy bowiem musi to zrobić miesiąc przed zakończeniem umowy. Wyczytałam, że w takiej sytuacji należy mi się odszkodowanie za ten tydzień. Plus odprawa. Wpadnie więc parę groszy. Nie zmienia się natomiast fakt, że mogę udać się na zasiłek chorobowy i zostać na nim nawet 2 lata. Nie planuję aż takiego długiego terminu, ale kto wie, co życie przyniesie… Muszę się przyznać, że wyczułam w dole brzucha spore zgrubienie i teraz zastanawiam się, czy to mięśniaki odrosły, czy to coś gorszego. Przyznałam się tylko kuzynce, poza tym nikt nie wie. Mam zamiar w poniedziałek zadzwonić do przychodni, może już są wyniki i umówić się na badania. obawiam się, że potrzebna będzie konsultacja ginekologiczna. Czyżby znowu operacja? Jeśli tak, to najlepiej jak najszybciej, aby mogła dojść do siebie i poszukać nowej pracy.

W każdym razie dobrze, że dostałam tę informację mailem, bo w razie czego mam na piśmie. Ściągnęłam sobie też wszystkie paski wypłaty. Muszę jeszcze poszukać umowy o pracę, choć tu może być kłopot, bo pracowałam 1,5 roku czyli powinnam mieć trzy 6-miesięczne, ale dostałam tylko dwie. O pierwszą się nie mogłam doprosić, wprawdzie w Holandii umowa ustna też obowiązuje, ale co na papierze to na papierze. To była jedna z czerwonych flag, które zignorowałam i przez to zmarnowałam 1,5 roku.

Cóż człowiek uczy się na błędach.

Orka i granice

Nawet nie wiem od czego zacząć, ale dzieje się. W uczuciach bez zmian: Wiatrak jest jaki jest, czasem mnie wkurza, lubi sobie porządzić, a czasami jak do rany przyłóż.

W pracy za to orka. Pracuję w sklepie online. Nie oznacza, że to ja pracuję online- przychodzę do pracy jak najbardziej fizycznie. Zamówienia spływają, my wysyłamy, kupujemy, przyjmujemy towar na magazyn, układamy na półki. Troszkę pracy przy komputerze, ale bardzo dużo chodzenia i pakowania. Oraz dźwigania. Niektóre paczki dochodzą do 30 kilogramów… ostatnio sprzedaż się zwiększyła, wysyłek jest więcej, ale ja już nie daję rady zwiększyć tempa. Zaczęłam być zmęczona i częściej się mylić, co jest mi ostatnio wypominane. Żeby było śmieszniej- nie przez szefową, a przez kolegę pracę, który ma zncznie większe doświadczenie w branży i wydaje mu się, że jest moim szefem. Odezwały się moje problemy z nogą i kolanem, doszeł bół nadgarstka i właściwie od sierpnia jest tylko gorzej.

Oczywiście wszystko za najniższą, bez jakiejś premii i z najniższą z możliwych liczbą dni wolnych. Ostatnio tak bardzo mam dość, że postanowiłam nie przedłużać umowy, która wygasa mi 10 maja. Na początku chciałam po prostu znaleźć coś nowego, powiedzieć, że odchodzę i zakończyć współpracę. Okazało się to nie takie proste, bo znalezienie nowej pracy, która spełnia jakiejś moje minimum nie jest takie szybkie, a mój pogarszający się stan fizyczny uniemożliwia mi przejście tak od razu do nowej firmy.

Wiatrak mi zasugerował więc, a ja po konsultacjach z chatem gtp i jego siostrą, specjalistką HR, pójść na chorobowe. Jutro idę na 5 ostatnich dni do pracy, potem tydzień urlopu, a potem zgłaszam nieobecność. I tu naprawdę bez ściemniania, bo już nie śpię po nocach: z bólu i stresu. Po 10 maja moje chorobowe przejmuje urząd, który zajmuje się zasiłkami czyli UVW i mogę tak chorować do roku, choć nie planuję tego aż tak długo. Zobaczę co powie specjalista, do którego zamierzam się udać. Fizjoterapeuta zasugerował, że to może być artroza czyli zwyrodnienie biodra. W najgorszym przypadku czeka mnie operacja… A dźwiganie 30 kilogramowych paczek w pracy naprawdę nie pomaga.

Jedyny plus tej całej sytuacji to, że od stycznia schudłam przeszło 7 kilogramów… Wyłącznie przez pracę. Jeszcze 2 miesiące i byłabym modelką, ale chyba wolę więcej nie ryzykować mojego zdrowia. Także tego psychicznego….

Minusy mieszkania w małej miejscowości

Koszty. Dużo większe niż w mieście. O tym mało kto myśli, ale rzeczywiste koszty utrzymania na wsi mogą być o wiele wyższe niż w mieście. Co z tego, że mieszkanie było dwa razy tańsze? Policz koszty czynszu, usług, ceny w najbliższych dostępnych sklepach, a może się okazać, że wcale nie zaoszczędziłeś, kupując tańsze mieszkanie.

Transport. O ile nie dysponujesz własnym samochodem na wyłączność, problematyczne może być nawet wyjście na piwo ze znajomymi. Jak jesteś biedną studentką bez samochodu, to pierwsze, co rozważasz po zaproszeniu na imprezę, to: jak wrócę do domu?

Po trzecie: wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą. Pół biedy, jeśli to jakaś tam „prawda”, że jesteś piękna, młoda i bogata — niech zazdroszczą. Co jednak, jeśli są to fakty całkowicie zmyślone na twój temat?

Moja mama, będąc dyrektorką małej wiejskiej szkoły, usłyszała od pani w autobusie, że „puszcza się”. Ta opinia była wysnuta oczywiście wyłącznie na podstawie tego, że mama mieszkała sama, bez męża. Osoba w autobusie nie wiedziała, do kogo mówi.

Nowy Rok 2026

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2026!

Sylwester spędziłam na kanapie i poszłam spać 23.30. Miałam jechać do koleżanki, która mieszka na południu Polski, ale perspektywa spędzenia 5 godzin w pociągu po to, aby zaraz rano wracać do siebie nie była zbyt zachęcająca. Mój brat o 19 już chrapał więc wieczór był niezwykle ekscytujący. nawet nie chciało mi się na Stinga czekać, zresztą nie przepadałam nigdy za muzyczną oprawą tych sylwestrowych wieczorów.

Zdjęcie autorstwa Emilio Sánchez Hernández na Pexels.com

A jutro już muszę wyjeżdżać. Zawsze mam ochotę zostać, ale co bym tu robiła? Z pracą w Polsce słyszę ciężko, a ja mam 50 lat- wiek wykluczający kobiety z życia zawodowego. jedyne co tu mam to udział w mieszkaniu, na razie 1/3, ale starszy brat mi chce swoją część przepisać, więc tak jakbym miała większą część mieszkania. Może uda mi się oszczędzić tyle, aby spłacić drugiego brata.

Mam zamiar tu kiedyś wrócić, ale co przyniesie życie nie wiem. Mimo, że nie żyje mi się źle w Holandii to w Polsce jestem po prostu u siebie.

Wesołego po świętach

Przepraszam, że nie odezwałam się wcześniej. Życzę Wam wszystkiego najlepszego po Świętach. Mam nadzieję, że nie przytyliście za bardzo? Ja się na wszelki wypadek nie ważyłam, zwłaszcza że ta waga, co jest u brata to staroć i na pewno przekłamuje.

Zdjęcie autorstwa Toni Cuenca na Pexels.com

Jestem akurat w Polsce, Artur w Afryce. Z prezentów dostałam od niego podręczniki do holenderskiego i 30 euro, a od jego siostry kosmetyki i książkę. Brat nie uznaje prezentów, ale powiedzmy, że w większej części poniósł koszty kolacji wigilijnej. A u was jak z prezentami?

Jeszcze mam tydzień wakacji, odlatuję 3 stycznia. W międzyczasie mam zamiar się spotkać z koleżanką, z którą znam się od czasu studiów, koleżanką z byłej pracy i kuzynką. Koleżanka z pracy przez Święta nie odezwała się, ona ma jakieś tam problemy zdrowotne, muszę do niej zadzwonić. Kuzynka ma męża i rodzinę, akurat to rozumiem, choć tak na co dzień mąż w delegacjach na co ona bardzo narzeka. Mam jeszcze znajomą na południu Polski, która odezwała się do mnie po latach, zastanawiam się, czy wpaść do niej na Sylwestra, ale to kilka godzin drogi, nie wiem czy mi się po prostu chce. Czasami mam wrażenie, że to ja bardziej zabiegam o ten kontakt i to mi zależy. Kupuję prezenty, zapraszam, dopytuję się. Może powinnam odpuścić i utrzymywać kontakt tylko z tymi co chcą mieć relację? Nic na siłę.

Kuzynka powinna bardziej żałować, bo kupiłam jej zestaw do włosów firmy Kerastase. Jak nie będzie się chciała spotkać, to po prostu to sprzedam i tyle. Ona sama nigdy pewnie by sobie czegoś takiego w życiu nie kupiła.

Ja czasami tak mam, że daję więcej niż otrzymuję. Chyba nie warto.