Upały ciąg dalszy

Do Holandii właśnie wróciły upały. Ratuje mnie tylko szprycer skoro piwa nie mogę oraz siesta. Na moje szczęście część klientów wyjechała na wakacje, więc pracuję na pół gwizdka. W przyszłym tygodniu upały mają minąć, ale klienci nie wrócą jeszcze… Trochę tracę na tym finansowo, muszę na przyszły rok też zaplanować urlop w lato, a nie we wrześniu, jak w tym roku.

W przyszłym tygodniu jadę na ślub znajomych, więc też praca na pół gwizdka. Znajomi to dwóch ich, więc jak kogoś to uraża to wypraszam stanowczo 😉

W związku z ślubem też wydatki, bo jakoś trzeba wyglądać i do koperty parę euro wrzucić. Wyjątkowo nie kupiłam żadnej kiecki, bo odpowiednia wisi nienoszona w szafie, ale za to kupiłam dwie pary butów: do urzędu i na garden party.

Wrzesień z kolei to mój urlop i też praca na pół gwizdka. Następny tłusty miesiąc to może październik. Miałam zamiar pojechać do domu na 1 listopada, bo od paru lat nie byłam, ale sama nie wiem, czy dam radę. Potem na pewno na święta, już sprawdzałam ceny biletów samolotowych, już bym musiała kupić tylko nie wiem za co…

Na szczęście tutejszy urząd skarbowy mi wisi 530 euro, tylko muszę im dosłać zaświadczenie z Polski. Polski urząd skarbowy wysyła na adres polskiego zameldowania, więc jest z tym trochę zachodu. Będzie jednak na załatanie dziury wrześniowej…

Paznokcie

Jakiś czas temu kupiłam na aukcji dla zwierząt lampę do paznokci. Nie żebym była wielką fanką, ale potraktowałam to jako wkład w charytatywność. Leżała, leżała, co się miała tak kurzyć? Dokupiłam do nich specjalne lakiery, nie powiem tanie nie były i w zeszłą niedzielę zabawiłam się w manikiurzystkę. Wyszło powiedzmy nieźle jak na pierwszy raz. Po paru dniach zaczęły jednak odpadać przy początkach i wycierać się na końcach, nie wytrzymały nawet tygodnia, więc stwierdziłam, że zdejmę i nałożę na nowo. W końcu ćwiczenie czyni mistrza…

I tu zaczęły się schody, bo po owinięciu paznokci wacikami z acetonem i folią aluminiową lakier wcale nie zszedł. No troszeczkę. Reszta została sprawiając bardzo nieestetyczne wrażenie. Kupiłam specjalne gotowe folie z wacikami i nałożyłam ponownie, ale znowu zeszło troszeczkę. Nie wiem, czy aceton był zwietrzały, czy lakier trzymałam za długo czy dałam za grube warstwy, ale resztę musiałam spiłować, niszcząc w ten sposób tak pracowicie wyhodowaną płytkę.

Na razie odechciało mi się wszelkich eksperymentów i zastanawiam się co z całością zrobić, może sprzedać? Jak mi się zachce hybryd pójdę następnym razem do profesjonalistki.

A chciałam zaoszczędzić, ale czasami nie warto…

Praca 24 na dobę?

Dostałam wiadomość od klientki na Whatsuppie. Nie odczytałam, ale domyślam się, że pytała czy mam czas dla jej znajomej, bo potem ta znajoma napisała. Po polsku czyli Polka.

Teraz nie wiem, czy nie przesadziłam, ale nie odczytałam tych wiadomości i nie zamieram tego zrobić do jutra. Po pierwsze mam wolne, a jest niedziela, a nie czwartek. Nie jestem lekarzem na dyżurze, ani policjantem ścigającym seryjnego zabójcę. Spokojnie to mogło poczekać do poiedziałku. Dzisiaj chcę się odprężyć i nie myśleć o pracy, przynajmniej się staram.

Postanowiłam, że nie ma mnie od 12 w soboty kiedy to kończę pracę do 8 rana w poniedziałek, kiedy to zaczynam nową. A w tygodniu, nie wiem od 18? Chyba trzeba coś rozgraniczyć, w końcu nie prowadzę międzynarodowej korporacji. Nie chcę być dostępna 24 na dobę.

Mam rację, czy przesadzam? A poza tym nie chcę być niemiła, ale nie chcę pracować dla Polaków. Osobiście wolę Holendrów.

Nakarmić kota

Już nawet mój ulubiony supermarket wie o tym, że się odchudzam i przysłał mi maila w tej sprawie. Że jak chcę schudnąć nie muszę się głodzić, ale wystarczy pić dużo wody, jeść warzywa i owoce, ruszać się oraz oczywiście skorzystać z ich wspaniałej oferty. Możesz zamówić zakupy do domu, dla 2 albo 4 osób i gotować sobie zdrowe kolacje. Tu się nie je obiadów tylko lunche, za to kolacje są jakby naszymi obiadami. Sama się na taki system przestawiłam. Staram zabierać ze sobą jakąś sałatkę na lunch, a na kolację gotuję coś ciepłego.

Dziś byłam znowu na siłowni. zrobiłam swoje nie oglądając się na innych, ale całą godzinę myślałam tylko o tym, czy dobrze zaszyfrowałam kłódkę do szafki. Nie umiałam się odprężyć i nawet puls mi skoczył. Jak się nie przejmować takimi głupotami? Zajmuje to umysł i przeszkadza. Znam ludzi, którzy mają taką naturalną skłonność, aby nie przejmować się nawet poważnymi rzeczami. Jak się tego nauczyć i mieć wszystko gdzieś?

Poza tym dostałam wiadomość od klientów, u których jestem co 2 tygodnie, czy bym nie karmiła ich kota, podczas ich nieobecności. Jadą na wakacje, a dziewczyna która zwykle to robiła nie może. Płacą 10 euro dziennie. Mogę jeździć, bo to blisko nawet. Rowerem 15 minutek najwyżej. Kota lubię, bo fajny. Zawsze rozczarowany, że nie przyszłam tylko i wyłącznie dla niego 😉

Sukces i porażka

Schudłam 2 kilo. Dokładnie 2 kilo i 300 gram. Koleżanka mnie wprawdzie pocieszyła, że to tylko woda, ale nie zamierzam się przejmować złośliwościami i uznałam, że naprawdę schudłam. Pojechałam dzisiaj znowu na siłownię, ale nie byłam tak zmęczona, jak za pierwszym razem trenerem. To dobrze, czy źle? Powinnam być spocona i wychodzić na czworakach? Sama już nie wiem.

Wróciłam z siłowni i dostałam wiadomość od klientki. Zrezygnowała, była niezadowolona ze sprzątania. Bywa. Zrobiło mi się trochę przykro, ale to tylko biznes. Ona ma do tego prawo. Mam wrażenie, że niektórzy oczekują zbyt dużo. Może powinnam z góry mówić, że przepraszam bardzo, ale 3 godziny to za mało? Oczekują potem bóg wie czego…

Przytulę się do misia, co zrobić, taki dzień… 😦

Siłownia

Myślałam, że nie dam rady, ale poszłam na tę siłownię dziś. Do 12 miałam klienta, wpadłam do domu, zjadłam lunch, wstawiłam pranie, posprzątałam u siebie, zebrałam zabawki i pojechałam. Zrobiłam wszystkie ćwiczenia jakie mi pokazał trener, po trzy serie, ale z mniejszym obciążeniem. I pewnie nie tak intensywnie jak wtedy. Co z tego, że dałam radę skoro potem 3 dni dochodziłam do siebie? Zwiększę sobie obciążenia za jakiś czas, zobaczymy.

Zauważyłam przy okazji, że część przychodzi do siłowni towarzysko. A to posiedzą przy stoliku, a to poleżą na matach, a to poćwiczą, ale tak jakby się po plecach drapali. Inni za to prawie leżą na tych przyrządach albo ćwiczą tak intensywnie jakby świat się miał skończyć. jednak taki trener od czasu do czasu się przydaje, aby nie błąkać się bez celu albo ćwiczyć bez sensu.

W dodatku przychodzą już przebrani, często nie zmieniają nawet obuwia i potem tacy spoceni, bez prysznica wychodzą. Nie wyobrażam sobie ubierać się z powrotem w moje ciuchy, wystarczy że bielizna przepocona. Muszę chyba gacie na zmianę brać i kupić sobie osobny, sportowy stanik. Wprawdzie mój biust jest mały, nie robię jakiś podskoków i nie biegam, ale jednak w takim zwykłym nie czuję się komfortowo.

Wzięłam prysznic, przynajmniej dziadek zaoszczędzi na wodzie, przebrałam się i pojechałam do domu. W weekendy czynne tylko do 16, szkoda że nie trochę dłużej. I tak byłam tylko 45 minut, nie chcę przesadzić.

Faceci bez jaj

Przyszłam z pracy i na 3 godziny ja i moje zakwasy rzuciliśmy się na łóżko. Już znacznie lepiej, może jutro pójdę poćwiczyć, ale może dopiero w niedzielę. Jak już zdecydowałam się wstać poszłam do sklepu, bo zapas zdrowych rzeczy mi się skończył. Tak naprawdę z łóżka podniosła mnie wizja pyszniutkich, chrupiących chipsów. Oparłam się pokusie i nie kupiłam. W nagrodę nabyłam sobie róże, białe i pomarańczowe. Okazało się, że to róże bez kolców. I niepachnące. Ot taki supermarketowy wyrób, ma dobrze wyglądać.

Tak ta Holandia: róże bez kolców, wino bez korków i faceci bez jaj 😉

Być jak Jennifer Lopez

Drugi dzień było gorzej niż dzień po. Mam problemy z poruszaniem się, wszystko mnie boli, z trudem schodzę ze schodów. Przypomniało mi się na szczęście, że mam maść Bengay, która już raz uratowała mi tyłek, jak przeholowałam z wysiłkiem w górach, ale pomogło tylko troszkę. Niestety moja praca nie polega już na siedzeniu za biurkiem, więc dzisiaj trochę cierpiałam. Wanny nie mam, sauny na tej siłowni nie ma.

Zdecydowałam się, że dzisiaj jednak jeszcze odpuszczę. Wprawdzie koleżanka biegaczka poradziła, że mam jednak iść i te zakwasy rozćwiczyć, bo się rozchodzi kwas mlekowy, ale poczytałam sobie i najnowsze artykuły twierdzą, że to nie kwas mlekowy tylko uszkodzenia mięśni. Mikro, ale jednak uszkodzenia. I żeby przy zakwasach dać sobie czas na regenerację. Zobaczę, może dam radę w sobotę. Raczej wątpliwe…

Okazało się poza tym, że trener nie ma jednak dla mnie czasu. Najpierw kusił osobistą opieką, dietą i wskazówkami, wstępnie przysłał nawet ofertę cenową i stwierdziłam, że jeden klient więcej i dam radę. Jak przyszło co do czego to zachował się jak każdy facet i stwierdził, że nie ma czasu. Polecił kolegę, ale kolega teraz też nie ma czasu, potem jedzie na urlop i może potem. A już myślałam, że zostanę drugą Jennifer Lopez, która ma własną wizażystkę, własną stylistkę paznokci i osobistego trenera. Wizażystka mi niepotrzebna, paznokci do stylizowania nie mam, bo mi się ciągle łamią, to pomyślałam, że chociaż ten trener. Co zrobić jak odstraszam wszystkich facetów płci męskiej, nawet trenerów?

Co jest, że nie mam szczęścia do tych mężczyzn? Pech jakiś, urok ktoś rzucił, czy co??

Dzień po

Zawsze najgorszy jest dzień po. Po zakrapianej imprezie, na której to świetnie się bawiłaś,. Kiedy jednak budzisz się rano z bólem głowy i ścianami, które się ruszają, myślisz: na co mi to było? Obiecujesz sobie, że nigdy, ale to przenigdy więcej pochylając się nad muszlą klozetową.

Po tym wieczorze w pubie, gdzie to się tak świetnie z tym przystojniakiem. Kiedy rano się budzisz u niego w łóżku, patrzysz na obcą twarz i zastanawiasz się: jak to tego doszło? Umykając cichaczem obiecujesz sobie, że nigdy więcej…

Nie inaczej jest po dniu spędzonym na siłowni. Następnego dnia stwierdzasz, że posiadasz mięśnie, których istnienia nawet nie podejrzewałaś. W dodatku owe mięśnie informują cię z wielkim krzykiem, że protestują. Czasami protest jest tak wielki, że z trudem wstajesz z łóżka, myśląc sobie: na co mi to było. I nigdy więcej 😉

Na szczęście nie było aż tak źle. Pośladki mnie bolą i miałam lekkie problemy ze schodzeniem ze schodów. Ręce mnie bolą, bo trener stwierdził, że daję radę i kazał robić przysiady z obciążeniem. Trzymałam w ręku 12-kilowy ciężarek, a on mówił, że dam radę. Dałam.

I wiecie co? Obiecałam sobie, że będzie więcej!

Siłownia

Poszłam dzisiaj w końcu na tę siłownię i tylko dlatego, że miałam opłacone i umówione spotkanie z trenerem osobistym. Inaczej znowu bym sobie powiedziała, że może jutro. Poszłam i musiałam się upomnieć o darmową torbę w promocji. Przyda się pewnie także i na inne okazje. Kupiłam sobie kłódkę do szafki, bo trzeba mieć własną, ale oczywiście nie umiałam sobie wbić kodu i musiał mi ktoś pomóc.

Trener się trochę spóźnił, bo coś mu tam się obsunęło. Przyszedł i dobrze, bo już mnie kusiło, żeby dać nogę. Całkiem przyjemny młody człowiek, zbudowany, ale bez przesady. Spędziliśmy całkiem przyjemne 45 minut. Przyjemne dla niego, bo ja się pociłam. Na początku dawał mi jakieś łatwe ćwiczenia, ale powiedzmy sobie, że 2 lata w housekeepingu dały mi zaprawę. Zwiększał mi tę ciężary i zwiększał. Nasłuchałam się pochwał, bo ponoć niektórym trzeba po kilka razy powtarzać zanim zrobią coś prawidłowo. Ciało mi się ładnie rusza czy coś takiego. Trochę ćwiczyłam w domu, więc taka znowu zielona nie jestem, choć na siłowni byłam ostatnio dobrych parę lat temu. Mogę wiele osiągnąć. Też tak myślę 🙂

Dostałam propozycję indywidualnych treningów, najlepiej zacząć od pół godziny w tygodniu. Rozgrzewkę sobie bym zrobiła sama, potem ćwiczenia, potem też ewentualnie sama. Może mi też ułożyć plan żywieniowy. Teraz mam zagwozdkę, bo to osobno płatne oczywiście. Pytał się, czy mam jakieś problemy zdrowotne, więc przyznałam się, że mam problem z lewą nogą. Tak mi dobrał ćwiczenia, że nic mnie nie boli. W razie czego jest tam fizjoterapeuta także.

W każdym razie jestem zadowolona, że w końcu pognałam mojego lenia.