Wolny weekend

Groźba podziałała i B wpłacił aż 50 euro w piątek rano. Reszta miała być po południu ale się nie doczekałam. Dostałam za to kolejne usprawiedliwienia, jaki to on biedaczek zajęty i dlatego nie miał czasu mi oddać. Dobre i te 50 euro, zawsze coś

Poza tym zaprosiłam koleżanki z hotelu na kolację, bo dziadek wyjechał gdzieś na weekend i miałam chatę wolną. Wprawdzie ostatnio była u mnie koleżanka, zjadłyśmy coś i posiedziałyśmy w salonie, ale to taka niekomfortowa sytuacja. Oczywiście nie przyszły, a dziś jedna dzwoniła, pewnie w hotelu było bardzo busy. Mogły napisać chociaż: tak będziemy, nie nie będziemy, bo ja zrobiłam zakupy i całkiem niepotrzebnie okazuje się. Nic się oczywiście nie zmarnuje, sałatkę zje dziadek jak wróci dzisiaj. Jednak to nie było nic przyjemnego tak być olaną. Ciekawe jakby to było w drugą stronę, jakby to ja nie przyszła i nie dała znać? Postanowiłam, że się obrażę, bo zwykle mówi,ę: rozumiem nic się nie stało, ok byłaś bardzo zmęczona i takie tam. Nawet na piwo z okazji moich imienin nie poszły, bo praca…ale wtedy przynajmniej uprzedziły wcześniej.

Doszłam do wniosku, że jak się sama nie szanujesz to inni cię nie szanują też.

Groźba

Zaczęłam odmawiać klientom. Mam miejsce na tylko jednego, w ściśle określonym czasie i rejonie, tak aby mi dojazd pasował. Poza tym jestem pełna, no chyba że wieczorami, ale zamierzam jednak żyć. Mam około 40 godzin i to mi wystarcza. Nie wiem jak koleżanka zdołała wepchnąć w grafik 54 godziny. Trzeba liczyć przecież czas dojazdu. Zjeść coś trzeba w międzyczasie. Odpocząć. Kasa ważna, ale są jakieś granice.

Zagroziłam koledze postem na FB, myślicie, że pomoże? Już nie chcę słuchać tłumaczeń. Akurat nabrałam oddechu i ta kasa nie jest mi pilnie potrzebna, ale nie zamierzam podarować. Wątpię, aby coś to pomogło, ale nie zaszkodzi spróbować.

Teraz marzę o niedzieli, bo wolna. Dziadek sobie wyjeżdża na weekend, chatę mam wolną, ale gachów brak, a znajomi w hotelach pracują i pewnie będę sama siedzieć. Co nie jest takie złe…

Majówka

Niedziela minęła jak z bicza trzasł. Sobota to tylko pół wolnego. Taka była moja Majówka. Nie żałuję jednak- mięsa i tak nie jem, a piwa się mogę napić w każdej chwili, nie muszę czekać na jakieś okazje. Miałam wolne w Święta i to wystarczy, bo muszę teraz popracować, aby zarobić.

Mój grafik jest prawie pełen- mam miejsce na jeszcze dwóch klientów. Jedno już jest zarezerwowane dla rodziny klientki, która czeka aż mąż wróci do pracy. Ponoć zdecydowanie nie sprawdził się w roli gosposia domowego. Drugie dla kogoś w pobliżu, jeszcze nie wiem dla kogo. Na pewno nie dla Hindusów. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem rasistką, nie uważam ich za coś gorszego. Po prostu mają bardzo tłustą kuchnię, odmiennie podejście do codziennego utrzymywania porządku i bardzo wysokie wymagania. W połączeniu z nieukrywaną pogardą dla osób mojego pokroju, czyli w ich mniemaniu służących, oznacza to, że nie bardzo się chce dla nich pracować.

Planuję weekend w Polsce w lipcu, sprawdziłam sobie bilety lotnicze i są tańsze niż bus. Polecę, odpocznę i wrócę. Nigdy więcej busa, to droga dla wytrwałych. Plusem jest, że można zabrać bez dodatkowej opłaty różne produkty żywnościowe, alkoholowe i papierośnicze. Co się jednak człowiek namęczy przez drogę to nie da się opowiedzieć…

Wróciłam

wróciłam, oczywiście, że wróciłam. W czwartek. Walizka ciągle leży nierozpakowana, bo nastąpił ciąg zdarzeń uniemożliwiający jej rozpakowanie. Po prostu albo jestem strasznie zajęta albo strasznie zmęczona. Mam trzech nowych klientów, praca wre, a ja wyglądam jakbym wcale nie była na urlopie. W dodatku brat mi się śnił, że miał straszny wypadek i sąsiad był w tym śnie, choć już nie mieszka, bo się wyprowadził. Obudziłam się o trzeciej w nocy i przez chwilę żałowałam, że nie ma mnie kto pocieszyć, że to byl tylko zły sen. Potem sobie przypomniałam, że przecież wszyscy faceci to dupki. Znajomej jeden taki całą imprezę zawracał gitarę, aby powiedziała ile ma lat. Powiedziała. Ma więcej od niego. Natychmiast zaczął udawać, że jej nie zna. B. ciągle obiecuje że na pewno zapłaci. Ostatnio to miało być wczoraj. Nie zapłacił. Dlatego zmęczona jestem, biorę zlecenia jak się klienci sypią. Dzisiaj pracowałam 10 godzin.

Wesołych Świąt

Przyjechałam busem do domu i znowu obiecywałam sobie, że to ostatni raz. Tym razem droga przez Niemcy była bezproblemowa, ale po przekroczeniu Świecka zrobiły się korki i tak prawie do końca. Potem kierowca przywiózł mnie na ulicę o tej samej nazwie, ale w innej miejscowości… Następnym razem, chyba jednak polecę. Może trochę drożej, ale za to szybciej.

Nie opłacało się kłaść spać, poleżałam trochę na kanapie. Posprzątałam u siebie, nie będą pewna co do okien. Okazało się, że słusznie, bo brat umył. W ogóle nasze relacje się mocno poprawiły, chociaż nadal mu wiszę kasę. Macie rację, jak dostanę zwrot podatku to oczywiście najpierw oddam mu dług. Rower i inne przyjemności mogą poczekać. Wprawdzie rower by się pilnie przydał, bo mój zaczyna przerywać. Obawiam się, że długo nie pociągnie…

Największe rozczarowanie przeżyłam w łazience. Marzyłam bowiem o długiej gorącej kąpieli w wannie. W Holandii mam tylko prysznic. Wchodzę do łazienki a tam… remont był. Piękne kafelki, ściany pomalowane i nowa piękna …kabina prysznicowa…No tak oszczędności na wodzie oczywiste….

W każdym razie życzę Wam Wesołych Świąt!

Kwartał

Księgowy bardzo mnie ucieszył rano informacją, że pierwszy kwartał mam rozliczony na 0. Oznacza, to że nie dostanę żadnego zwrotu, ale na szczęście nie muszę nic dopłacać. Do nieszczęść finansowych jakie mi się ostatnio przytrafiły, doszła świadomość, że przecież rozliczenie kwartału oznacza, że muszę zapłacić podatek od dochodu. Dochód wydaję na bieżąco, nic nie odkładałam, bo też i nie miałam za bardzo co odkładać. Na szczęście miałam jakieś koszty i udało mi się uniknąć koszmaru holenderskiego komornika.

Jadę do domu na święta i już nie mogę się doczekać, aż przytulę się do swojej własnej poduszki i wejdę do własnej wanny. Tutaj mam niestety tylko prysznic. Marzę o długiej, gorącej i bardzo niezdrowej kąpieli w wannie.

Jak wrócę muszę pilnie znaleźć ze 2, 3 nowych klientów, aby przestali mi się śnić komornicy po nocach…

Wieści

Dużo się zdarzyło ostatnio i winna Wam jestem co najmniej trzy posty, ale jakoś nie miałam ochoty pisać. Po pierwsze w zeszłą niedzielę byłam w Keukenhof. To taki ogród botaniczny, holenderska atrakcja dla turystów czynny od marca do maja. Wyguglujcie sobie jak jesteście ciekawi szczegółów. Bilet wstępu kosztuje 17 euro, a co roku odwiedza to miejsce 3 miliony turystów. Pogoda była piękna, kwiaty cudnie, a w ogrodzie tłumy. Najgorzej było z wyjazdem, bo wszyscy chcieli jednocześnie.

Po drugie w moim byłym hotelu wybuchła afera i to natury, której w życiu się bym nie spodziewała. Otóż okazało się, że jeden z moich byłych kolegów, którego też zapraszałam do siebie i nawet lubiłam (chociaż inni oskarżali go o pazerność) okazał się księdzem karanym za pedofilię. Byłym księdzem… Przeżyłam szok, bo o wszystko bym go podejrzewała, ale nie o to. Wprawdzie był po 50tce i stary kawaler, ale mój starszy brat też nie miał nigdy żony… Hotel mu od razu podziękował…

Po trzecie w sobotę byłam na paradzie kwietnych samochodów. Zmarzłam jak cholera, bo ubrana byłam w lekkie sportowe buciki, a pogoda gwałtownie zmieniła kurs i z 22 stopni w Keukenhof spadła do jakichś pięciu. Tylko cytrynówka uratowała mi życie. Niedzielę przeleżałam do południa w łóżku. Byłam padnięta, bo w sobotę wstałam o siódmej rano, by w domu wylądować przed północą. To był intensywny dzień, a ja stara już jestem…

Po czwarte jadę na Święta do domu i już się nie mogę doczekać, aż się przytulę do mojego własnego łóżeczka 🙂

Ekspres akt ostatni

Sprawa zgłoszonej szkody ekspresowej skończyła się w ten sposób, że ponieważ Ubezpieczalnia nie dostała od klienta odpowiedzi i nie mogli się do niego dodzwonić, to wypłacili mu kasę za fakturę, którą im przesłałam. Czyli jakby facet się trochę wysilił i wysłał im parę słów wyjaśnienia, znalazł fakturę za maszynę to ja bym nie musiała płacić.

Wzięłam to ubezpieczenie na firmę od 1 kwietnia i teraz zamierzam wszystkim klientom mówić, że w razie szkód albo współpracują z moją ubezpieczalnią albo bye bye. Koleżanka bardziej doświadczona biznesowo poradziła, abym przygotowała sobie formatkę dla nowych klientów, w której zgadzają się oni na takie rozwiązanie. Nie zamierzam więcej dopłacać.

Zwłaszcza, że nie mam z czego, bo B mi ciągle wisi kasę i nie chce zapłacić. Ostatnio zaproponował, żebym się z nim umówiła, a on mi zwróci w gotówce. Znaczy miałam się z nim przespać, a on mi za to zapłaci? Jeszcze tak nisko nie upadłam. Odmówiłam. Po dwóch dniach wysłałam mu żądanie zapłaty na tę kwotę (wysyłasz znajomemu linka z wygenerowaną formatką, on to musi tylko zaakceptować) ale oczywiście wiedziałam, że nie zapłaci. Jednak rację mają ci, którzy uważają, że nikt cię tak nie oszuka jak ukochany rodak na obczyźnie…

Urodziny

Poszłam wczoraj na imprezę urodzinową do znajomej. Znamy się jeszcze w z hotelu. Było parę osób tylko, no i taka para która z nimi mieszka. On o 22 poszedł spać, ona została. Piła whisky, paliła, robiła zdjęcia, z cichej myszki rozkręciła się na maxa. Zaczęła nam się zwierzać ze swojego życia, problemów finansowych, zdrowotnych i z facetem. W końcu jednak trzeba iść spać. Ja nauczona doświadczeniem ostatniej imprezy wypiłam dwa drinki, więcej coli niż whisky i właściwie byłam całkiem trzeźwa. Ona jednak siedziała u nas, potem pokłóciła się ze swoim facetem i się zaczęło…trzaskała drzwiami, to leciała na dół, to na górę, były krzyki i już się zastanawiałam, czy czasami policji by nie trzeba było wzywać. Potem on zapukał do nas do pokoju, bo dziewczyna straciła przytomność. Nie mają ubezpieczenia, więc za przyjazd pogotowia by musieli zapłacić. Okazało się, że wbiła sobie nóż, już przedtem zresztą mówiła, że się cięła. Udało się ją docucić, ale zrobiła się czwarta rano… On nas potem przepraszał, mówił że ją chciał uspokoić, ale wpadła w taki szał i trans, że nie dało się z nią dojść do porozumienia.

Nie wiem jakim cudem ona rano wstała, trzasnęła drzwiami i poszła do pracy. On nie był w stanie, a myśmy wstały niewyspane…

Sprawa ekspresowa

Niestety sprawa ekspresu nie zakończyła się dla mnie pomyślnie. Poczekałam przyjazdu klienta do domu i stwierdzenia faktu, że ekspres jednak nie działa. Posiadam ubezpieczenie OC w razie ajkabym coś komuś uszkodziła, ale prywatnie. Zgłosiłam więc szkodę informując klienta, że nie wspomniałam o sprzątaniu. Niestety sprawa rozbiła się nie o ubezpieczyciela a o klienta właśnie. Ja opisałam co i jak, dostałam maila z prośbą o dodatkowe informacje, ale podobny mail poszedł też do klienta. Ten mi napisał, że on nie ma czasu, bo dużo podróżuje i nie ma zamiaru odpisywać im na tego maila. A w ogóle to myślał, że ja to napisałam, że to mi się w domu stało. Ręce mi z gaciami opadły. Faktura od elektryka była na niego, zresztą nie posiadam takiego ubezpieczenia jakie on miał na myśli, czyli ubezpieczenia domu. Nawet gdyby to przecież ubezpieczyciel też by zażądał faktury za sprzęt oraz wyjaśnien dlaczego uważam, że to się nie da naprawić. Brak kooperacji ze strony faceta niestety skutkuje tym, że to ja zapłacę za wszystko, tylko że zgodził się on na tańszy ekspres oraz płatność w ratach. Na odpisywanie na maila mojemu ubezpieczycielowi nie miał czasu, ale na pisanie mi wiadomości a potem długiego maila to jednak czas miał.

Suma sumarum mam nauczkę: od 1 kwietnia biorę ubezpieczenie firmowe. Przy spotkaniu z klientem informuję, że pracuję legalnie, posiadam ubezpieczenie zdrowotne i płatności dokonuje się wyłącznie na konto. Poza tym posiadam ubezpieczenie OC i w razie ew szkód proszę o współpracę z moim ubezpieczycielem. Jeśli ktoś odmówi współpracy ja nie będę płacić z prywatnej kieszeni. Ten jeden raz wystarczy