Perspektywy finansowe rysują mi się dwojako: te krótkoterminowe niezbyt różowo. Kolega nie oddał jednak tych 260 euro i już pewnie tego nie odzyskam. Klientka, która mnie zwolniła w trakcie prasowania jej gaci nie zapłacila za ostatnie sprzątanie, a to jest 60 euro… Wysłałam jej sms, dzisiaj wiadomość na Whatsuppie, ale w razie czego przejdę się, bo przecież adres znam. Na tym moje pomysły się kończą, ew mogę wysłać żadanie zapłaty, postraszyć komornikiem (koszty komornicze mogą ty wynieść 2500 euro, wiem bo mnie z kolei straszyła tym ubezpieczalnia…) Nie pójdę do sądu przecież po 60 euro…
Długoterminowe
perspektywy zapowiadają się obiecująco. Spłaciłam w tym miesiącu dwie
chwilówki. Księgowy mnie ucieszył informacją, że należy mi się zwrot
podatku za 2018: 530 euro. Sama z kolei sobie zawnioskowałam o
dofinansowanie do wspomnianego wyżej ubezpieczenia i mam dostać 1139
euro. Razem robi się okrągła sumka, ale zapłacą pewnie za 3 miesiące.
Zastanawiam się co zrobić z taką kasą: spłacić jakieś długi np braci,
odłożyć na fundusz awaryjny czy może kupić rower elektryczny, bo mój
rupieć powoli odmawia posłuszeństwa?