Pojechałam wczoraj do ostatnich klientów w tym roku. Klienci mieli w pokoju wagę. Przerwałam na chwilę odkurzanie i zważyłam się. To był błąd. Wprawdzie czułam, że spodnie przyciasne i życzliwe koleżanki czule zauważyły, że przytyłam, ale co innego domyślać się, a co innego wiedzieć. Niestety okazało się, że przytyłam. 5 kilo od ostatniego razu, ale w sumie 6/7od mojej najniższej wagi. Ostatnio ważyłam się we wrześniu jak byłam w Polsce. Nie wiem więc dokładnie kiedy to się stało.
Mszczą się niestety te pizze i piwo z dziadkiem, a ostatni miesiąc nie pracuję już tak ciężko jak poprzednio. Trzeba będzie od stycznia przejść na dietę, inaczej wrócę do mojej pierwotnej wagi. Z drugiej strony nie można powiedzieć, że nie mam ruchu, bo mam tych klientów porozrzucanych po okolicy, do części jadę rowerem. Widać to za mało, jak się ma tendencje do tycia.
Powinnam się może zapisać na siłownię, ale na początek może wrócę do ćwiczeń w domu, skoro juz nawet matę kupiłam.
No ale nic dziwnego, że mnie faceci rzucają…. z taką wagą… 😉