Wolność

Wczoraj nadeszła wolność. Ostatni dzień w hotelu. Dostałam normalną listę, 19 pokoi. Oczywiście ostatni był z dwoma łóżkami! Spakowałam jeszcze ładnie trolla i wyszłam. Wykreśliłam się z grafiku, bo oczywiście menager mimo moich próśb tego nie zrobił. Kluczyk wrzuciłam do skrzynki przy drzwiach ochrony. Trzasnęłam drzwiami i wyszłam. Oczywiście szef wiedział, że się zwalniam, ale wszyscy superwizorzy chyba nie. Powiedziałam też housemanowi (człowiek od brudnej/czystej pościeli) bo to Polak, on powiedział takiemu Dragowi, Rumunowi, któremu się chyba podobam i to tyle. Reszcie nie mówiłam, bo musiałabym się tłumaczyć, a chciałam uniknąć setek pytań czemu i dlaczego. Wychodziłam z tego hotelu inaczej niż poprzednio, jak z fabryki, bez emocji. Poprzednio było inaczej, czułam się bardziej związana. Byłam tam jak u siebie, chociaż oczywiście mam świadomość, że to złudne, bo traktowali nas dokładnie tak samo. Jak ludzi do wynajęcia, niewolników na plantacji bez własnego życia.

 

Oczywiście wykreślenie się z grafiku nie pomogło, bo jak się obudziłam to na telefonie znalazłam nieodebrane połączenia z hotelu. To jednak ich problem. Ja powiedziałam, że odchodzę, szef pokiwał głową. Przejęłam się jednak, bo ja zawsze się przejmuję…

Myjcie się dziewczyny…

..bo nie znacie dnia ani godziny. Było po dziesiątej jakoś. Błąkałam się w szlafroku nigdzie się nie spiesząc. Bułki się piekły, kawa dopiero miała robić. Nastawiłam pranie, miałam zamiar wziąć prysznic i umyć głowę, bo wczoraj zrobiłam sobie dzień brudasa. Zadzwonił telefon, znowu numer ukryty, To jakaś paranoja tutaj. Zadzwonił klient zainteresowany moim ogłoszeniem w internecie. Jest pilotem, właśnie jedzie z lotniska do domu i czy może mnie odebrać, bo akurat jest w drodze. Znaczy ja taka nieumyta, nieuczesana i nieumalowana? Śniadanie się dopiero robi, bo pal licho pranie. Powiedziałam, żeby podał raczej adres, bo ja potrzebuję godziny, świadoma faktu, że z lotniska do mnie samochodem jest co najwyżej kwadrans. Umówiliśmy się, że przyjadę jednak pociągiem i on mnie odbierze.


No i mam klienta numer dwa, umówiliśmy się na środy. Niestety jak się prowadzi biznes to trzeba wstawać chyba o siódmej, nawet jak akurat się nie ma nic w planie. Może się akurat okazać, że dzwoni jakaś twoja szansa, a ty w proszku.

 

Nie wiem, co przeważyło. Moje oczy bo mu się spodobały (tak bezerotycznie), czy buty. Buty założyłam na szpilce, polskie, bo tu można dostać głównie trepy w różnych wersjach. Oczy mam jako atut znaczy się i obuwie, bo tutejsze za karę można nosić. Holenderki lubują się w takim praktycznym obuwiu, na rower raczej. Oczów sobie przecież nie wydrapię. Co zrobić, że to jedno akurat mam ładne?

3 godziny

Dostałam wczoraj wypłatę. O 3 dniówki za małą, jakieś 240 euro. Napisałam od razu o agencji, kobieta obiecała sprawdzić. Wczoraj dzwoniła jakaś inna, pewnie od księgowości, obiecała wyjaśnić. Nie oddzwoniła, muszę ją rano pomolestować. Trzy dni to nie trzy godziny, tyle kasy piechotą nie chodzi. W hotelu nawet nie mam kogo zapytać, bo ten cały menager w ogóle na nasze meetingi nie przychodzi, na lunche chodzi w innych godzinach i spotkałam go właściwie w hotelu tylko kilka razy przypadkiem. w mojej obecnej sytuacji finansowej nie mogę sobie pozwolić, aby mi to odpuścili. Jutro mam wolne, znowu tego nie wyjaśnię. Wprawdzie mam numer komórki do menagera, ale jak się zwalniałam to na mojego smsa nie odpisał a telefonu nie odebrał i nie wiedziałam, czy ten fakt przyjął do wiadomości. Dopiero jak go osobiście przypadkiem spotkałam to się okazało, że tak. Grafiku nie zmienił jednak i nadal figuruję w weekend, choć umowa mi się kończy w piątek. Wyłączę telefon i niech się martwią sami 😉


Doszłam do wniosku, że jednak dobrze robię opuszczając ten hotel. Organizacja pracy fatalna, zespół skłócony i oszukują na godzinach.

Czy ja dobrze zrobiłam?

Umowa mi się kończy 30 listopada. Na razie mam jednego klienta. Muszę w czwartek i sobotę roznieść drugą połowę ulotek. Mam jeszcze 2 wypłaty do odebrania w grudniu, ale godzin mało, więc i pieniądze nie są jakieś rewelacyjne. A będę mieć wydatki: grudzień to podróż do Polski, święta, muszę opłacić ubezpieczenie i księgowego, znaleźć kasę na czynsz, mieć na jedzenie. Zastanawiałam się nad obniżeniem ceny, ale ulotki są już wydrukowane. Pomyślałam o promocji: jak ktoś zapłaci z góry za miesiąc to obniżę cenę. Ale nikt nie dzwoni, nie pyta więc nie mam komu zaproponować tej obniżki.


Ucieszyłam się jak zdobyłam pierwsze zlecenie, a potem może trochę osiadłam na laurach. Nie mogę sobie pozwolić na przeczekanie, bo mam za dużo wydatków…


Zastanawiam się, czy w końcu nie będę musiała wrócić do jakiegoś hotelu…Zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam, że zrezygnowałam z mojego pierwszego hotelu i wynajęłam pokój. Kokosów nie było, ale nie musiałam się martwić co to będzie. Myślałam jednak, że czas się usamodzielnić, stanąć na nogi, pójść inną drogą i zaryzykowałam. Trochę spotkanie Marcela mnie do tego zdopingowało, bo pomyślałam, że nie mogę przecież ciągle pracować w hotelu. On się jednak wypiął na mnie, a ja zostałam na lodzie.

 

Może trzeba było zostać tam gdzie byłam i się nie wychylać?

25 euro za godzinę

Znowu mnie odwołali w hotelu czyli w tym tygodniu przepracowałam 2 dni, nawet niepełne jeśli policzyć pokoje, które posprzątałam. Dobrze zrobiłam, że zrezygnowałam, bo tak czy siak jest poza sezonem i pierwszeństwo mają te na kontrakcie z hotelem. Reszta dostaje ochłapy. W poprzednim hotelu też zdarzały się gorsze tygodnie, choć nie przypominam sobie tygodnia, w którym przepracowałam tylko 2 dni. Wszystkie byłyśmy przez agencję i traktowano nas tak samo. 

 

Szykowałam sobie właśnie śniadanko, kiedy zadzwonił telefon. Numer prywatny, ale mój pierwszy klient też z takiego zadzwonił, odebrałam. Klient. Połamał się biedaczek i ma uszkodzoną głowę. Jest w trakcie rekonwalescencji i potrzebuje pomocy 3 razy w tygodniu przez półtora miesiąca. Super okazja, prawa? Po chwili dodał, że potrzebuje pomocy w kąpieli, aby się nie poślizgnął. Odmówiłam. Podwyższył cenę do 20 euro na godzinę. Dodał, że trzeba go umyć. Ja przepraszam, ale głowę może ma potłuczoną, ale ręce chyba sprawne? Podniósł cenę do 25 euro. Powiedziałam, że nie czułabym się komfortowo. Jestem sprzątaczką, a nie pielęgniarką. Nie ma rodziny, niech go mamusia kąpie 😉

 

I tak straciłam okazję zarobku, ale wcale nie żałuję. Lepiej nie zarobić niż wpakować się w jakieś kłopoty.

Co dalej

Rozdałam już prawie połowę z 1000 ulotek, ale wielkiego odzewu nie ma. Nie zdecydowałam się jednak przyjąć tego drugiego zlecenia. Dojazd albo rowerem godzinę w jedną stronę albo autobusem z trzema przesiadkami za 6 euro w jedną stronę.

 

Założyłam też sobie stronę na FB i zastanawiam się ad wykupieniem reklamy. Zawsze to szansa dotarcia do parę osób więcej


Mam jeszcze drugą połowę ulotek, rozdam je w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję że się coś ruszy inaczej zmuszona będę albo brać co się da albo obniżyć cenę. Jednak chyba wolałabym mniej godzin, a porządny zarobek niż zacharować się za byle jakie pieniądze. Zbliża się grudzień i święta, chciałabym pojechać do domu, więc pomyślałam sobie, że zobaczę, czy nie szukają gdzieś do pracy dorywczej, zanim to sprzątanie się rozwinie.


Mogę oczywiści domówić tych ulotek, następne 1000 stuk rozdać. W końcu 1000 stuk to nie jest jakaś oszałamiająca liczba. Muszę podjąć intensywne kroki, bo 30 listopada kończy mi się umowa, a hotel co chwilę mnie odwołuje, więc za dużo tam nie zarobię.

Spotkanie numer 2

Poszłam, posprzątałam i zarobiłam pierwsze 30 euro. Nie chcieli faktury. W sumie było bardzo przyjemnie, 2 godziny relaksu w porównaniu z harówką w hotelu. A dzisiaj rano dostałam serdecznego sms-a z podziękowaniem. Jutro jadę na następne spotkanie, 15 km stąd. To moje początki, nie mogę sobie pozwolić na wybrzydzanie jeśli chodzi o klientów. Potem się będzie przebierać.


Niestety w hotelu znowu mnie odwołali. To zawse jakaś kasa, mniej albo więcej pewna. Ponieważ odchodzę pewnie jestem pierwsza na liście do ostrzału. A myślałam, że sobie jeszcze tam zarobię przed odejściem. Z 5 dni pracujących nagle zrobiły się 3 i to jeszcze nie są pewne…

Pierwsze koty za płoty

Miałam dzisiaj wolne to poroznosiłam te ulotki. Nie chciało mi się, bo zimo dzisiaj i wieje. Jutro zapowiadają śnieg. Skoro jednak zdecydowałam się na ten biznes, a z nieba spadło mi to wolne to poszłam. Roznosiłam trochę ponad godzinę, w okolicy parę minut rowerem od mojego domu. Myślałam cały czas, czy to ma sens, czy nie życzę sobie za drogo, czy w ogóle będzie zainteresowanie. O 16 zadzwonił pierwszy klient. Nagrał się na pocztę głosową, bo bałam się odebrać, o ja głupia. Oddzwoniłam jak nabrałam trochę pewności siebie i przygotowałam sobie scenariusz. O 17 miałam pierwsze spotkanie. Rezultat jest taki, że jutro idę na pierwsze godziny do swojej własnej pracy. On jest emerytowanym policjantem, a żona choruje na raka i nie ogarnia chłop wszystkiego. W dodatku mają córkę i może też będzie zainteresowana. 2 psy mają i kota znaczy dobrzy ludzie.

 

Czuję, że będzie bardzo dobrze 🙂

Pieniądze nie rosną na drzewach

Wczoraj zadzwonili z hotelu i nagrali mi się na pocztę głosową, abym nie przychodziła do pracy, bo nie ma busy. Po półgodzinie zadzwonili znowu, czy bym jednak nie przyszła na 10 pokojów. Dostałam 15. Dzisiaj zadzwonili ponownie, że mam wolne. Tym razem tylko raz. Z jednej strony niedobrze, bo nie będę mieć godzin, ale z drugiej dobrze, bo będę miała czas z tymi ulotkami pochodzić. Podjadę do centrum handlowego blisko mojego dawnego mieszkania, tam są tablice ogłoszeniowe to tam się wywieszę. Nie ma więc tego złego co by na dobre nie wyszło. Może trafi się jakiś pierwszy klient?


W izbie handlowej dostałam ulotkę z ofertą bezpłatnego serwisu księgowego do 15 miesięcy. Wprawdzie mam księgowego, ale on będzie mi składał rozliczenia do urzędu skarbowego, a nie wystawiał faktury klientom i pilnował płatności. A ten serwis jest po holendersku, ale za to oprócz wystawiania faktur można sobie robić raporty i zestawienia, wysyłać klientom powiadomienia i takie tam. I to zgodne z holenderskimi wymogami.


Muszę się te ubezpieczyć, bo od października jestem bez ubezpieczenia zdrowotnego, które w Holandii płacisz sobie sam. Poprzednio miałam grupowe w pracy, w tej nie było czegoś takiego, ale jak się dopytałam, to mi coś znaleźli, ale niedawno, jak już zdecydowałam się odejść, więc bez sensu. Jak weszłam na holenderską stronę z ubezpieczeniami to koszt 131 euro w zakresie, który mnie interesuje, czyli z dentystą i zabiegami fizjologicznymi. Zęby mam w stanie wymagającym leczenia, a zabiegi mogą się okazać potrzebne na tę moją lewą nogę.  Bez tych wszystkich dodatków koszt 108 euro. Ale muszę spłacić od tego października więc potrzebuje około 400 euro. Niestety pieniądze nie rosną mi na drzewie. A tu zbliżają się święta i chciałabym pojechać do domu…

Co to będzie?

Miałam po pracy poroznosić trochę ulotek, ale stwierdziłam, że jest już zbyt późno i zbyt ciemno. Po ciemku łatwo się tu zgubić, bo wszystko takie podobne, domki jak robione maszynowo. Mam doświadczenie w gubieniu się, bo zgubiłam się pierwszego dnia pracy w Holandii. Musiałam wziąć w końcu taksówkę, bo autobus mi uciekł i przyjemność ta kosztowała mnie chyba ze 20 euro. Zgubiłam się też w drodze na nowe mieszkanie, z koleżanką, której się chciałam pochwalić. Poza tym chcę to zrobić za dnia, aby wybrać bardziej zadbane i ładne domy. Generalnie tu wszyscy dbają o swoje posesje, ale niektóre widać, że należą do bogatszych ludzi, a przecież na takich mi zależy. Może jutro mi się uda skończyć wcześniej…


Wykupiłam też za kilka euro ogłoszenie na takim miejscowym portalu ogłoszeniowym, ale na razie nikt nie dzwonił. Zastanawiam się co to będzie, jak ten cały misterny plan nie wypali?