Przeprowadzka

Przeprowadziłam się dzisiaj. ja mam wolny dzień, a kolega, który dysponuje samochodem wolne przedpołudnie. Wstałam więc o ósmej rano, mimo że poprzedniego dnia miałam popołudniową zmianę i do domu wróciłam przed 23. Umyłam głowę, zjadłam śniadanie i zaczęłam się pakować. Duża walizka, średnia walizka i mała walizka. Dwie torby podróżne. Duża torba z jedzeniem. Kuferek z kosmetykami. Siatka z jedzeniem numer 2. Ogórki się niestety w niej otworzyły i zaczęły przeciekać. Poduszka i kołdry. Zapakowany cały bagażnik oraz tył. A i tak musiałam pojechać po następną walizkę- znaczy wypakowałam dużą, wsiadłam w autobus i zapakowałam ją znowu ciuchami i kosmetykami. Tudzież zapakowałam zawartość zamrażarki i różne pierdolety. I tak zostało trochę gadżetów, m.in szklanki do soków, kufle do piwa, kufle na grzane wino i moje kapcie.


I pomyśleć, że przyjechałam tutaj z jedną dużą walizką, torbą podróżną, torebką i siatką z żarciem. I wszystko się zmieściło, łącznie ze śpiworem i laptopem. Jak się będę stąd wyprowadzać trzeba będzie chyba tira zamówić 😉

Google Map wyprowadza na manowce

Byłam umówiona na 9.30 na rozmowę w sprawie pracy, ale nie dotarłam. Nie, nie zaspałam. Wyjechałam z domu 8.15 przekonana, że to wystarczy, bo firma miała się mieścić w pobliżu mojego hotelu. Okazało się, że to co na mapie google było proste to w rzeczywistości nie było. W tym miejscu jest pierdylion różnych firm. Na budynkach z rzadka są loga firm. Objechałam tere rowerem, ale nijak nie mogłam znaleźć opisywanego budynku, ani nawet ulicy. Zrezygnowałam więc ze spotkania, bo docieranie tam rowerem okazuje się jednak niemożliwe- pełno samochodów i tirów, ścieżek rowerowych jak na lekarstwo. Uznałam, że nie warto się aż tak męczyć za taką stawkę, w dodatku tylko 24 godzin w tygodniu. Poczytałam sobie wczoraj co wymagają i tak jest to ukończenie szkoły średniej (mam tylko polski dyplom, musiałabym go przetłumaczyć), kartę ubezpieczenia zdrowotnego (jeszcze nie mam, ubezpieczyłam się od 1 października, do tej pory robiła to za mnie agencja). Po 2 tygodniach trzeba złożyć wniosek o zaświadczenie o niekaralności. Grafik się sprawdza online i może tak być, że jesteś tylko pod telefonem albo jesteś rezerwą albo przyjeżdżasz i nie ma dla ciebie pracy, ale płacą łaskawcy za 3 godziny. Poza tym same restrykcje odnośnie wyglądu, preferowana postawa: przyjdę ekstra oczywiście. Już to przerabiałam w hotelu. Jednak poszukam innej pracy, tak jak planowałam: stabilna praca, stałe godziny, stała stawka i żadnych weekendów/wieczorów/nocek. Od czasu  do czasu mogę zrobić jakieś nadgodziny, byle nie za dużo. Wołem roboczym już byłam.


No i tylko Wam się mogę przyznać, że nie poszłam na tę rozmowę, a tylko zmokłam i zmarzłam na rowerze, bo leje trzeci dzień tutaj. Stwierdziłam, że mogę dojeżdżać gdzieś autobusem zamiast męczyć się na rowerze. Prawo jazdy oczywiście zrobię, ale tutaj to kosztuje 2000 euro…

Pakowanie

Spakowałam pierwszą walizkę. Akurat zmieściły się w niej cztery jesienno-zimowe kurtki i płaszcze oraz trzy pary grubszych butów. Coś czuję, że część rzeczy będę musiała wyrzucić, bo i tak nie używam, a tam się nie zmieszczę ze wszystkimi gadżetami, które nazbierałam od początku pobytu tutaj. To będzie dobra okazja, aby przewietrzyć trochę szafy.


Po drugie złożyłam CV do Randstad i oddzwonili do mnie po godzinie. Zaoferowali mi pracę… w pobliżu mojego hotelu, w firmie medialnej. Jakieś pakowanie i tego typu prace, stawka ciut większa, ale za to tylko 24 godziny tygodniowo. Od razu zaznaczyłam, że jestem zainteresowana pracą pełnowymiarową, jakieś szanse na to są. Jak nic innego się nie trafi to wezmę tę pracę, w międzyczasie będę oglądać się za inną albo dodatkową. Najważniejsze, że praca jest od poniedziałku do piątku, start 7 rano, czyli tak jak chciałam wieczory i weekendy wolne.


Jakoś nabrałam optymizmu i wierzę, że teraz nareszcie się wszystko ułoży…

Interview

Przyjechałam do Holandii wczoraj wieczorem, a dziś rano wyruszyłam w miasto, aby pozałatwiać sprawy. Miałam umówione spotkanie w sprawie pracy, a potem z właścicielem mieszkania na wynajęcie pokoju. Niestety interview nie poszło. Jak dotarłam to się okazało, że po pierwsze zaszło nieporozumienie co do godziny spotkania i przyjęła mnie inna osoba, a po drugie stanowisko, na które aplikowałam już jest obsadzone. Innych ofert nie byli mi w stanie zaproponować, tylko wzięli wszystkie dane i obiecali się kontaktować. Przyjechałam więc na darmo.


Lepiej poszło z pokojem. Na wszelki wypadek wzięłam koleżankę z hotelu, ale dziadek w sumie okazał się nieszkodliwy. W zeszłym roku zmarła mu żona po 43 latach małżeństwa i chyba czuje się samotny. Poczęstował nas kawą i wszystko dokładnie pokazał. W pokoju jest nawet pościel, a w łazience do mojego użytku ręczniki. W mieszkaniu jest zmywarka, pralka i suszarka, mój pokój ma balkon, a rzut beretem jest centrum handlowe, w tym dwa duże sklepy spożywcze. Podpisaliśmy umowę, wpłaciłam kasę i od jutra mogę się przenosić, bo dostałam klucze, a on wyjeżdża na urlop. Formalnie umowa jest od 1 października, ale powoli się będę przeprowadzać.


Poszło więc gładko, ale odwrotnie myślałam, bo mieszkanie znaleźć tu trudno, a pracę łatwo. Tymczasem mieszkać gdzie mam, a pracy jeszcze nie mam. Wysyłam więc CV nadal, Marcel obiecał odświeżyć swoje holenderskie kontakty, pytam kogo się da i mam nadzieję, że coś znajdę.

 

Z Marcelem tymczasem jakoś się ułożyło. Doszłam do wniosku, że niepotrzebnie wpadam w histerię. Muszę nabrać dystansu, bo będzie co ma być. Rozmawiałam z nim i przyznał, że może być mi ciężko z powodu dystansu i wyraził nadzieję, że prędko się zobaczymy. Muszę zaakceptować fakt, że on podróżuje i czekać aż coś się wyklaruje z jego mieszkaniem tutaj oraz przeniesieniem siedziby biura do Holandii.

Dwie porażki

Nie wytrzymałam. Minęły trzy doby i napisałam do niego niezobowiązująco, tak jak ktoś mi poradził, co słychać. Odpisał. Znaczy, że żyje i nie umarł. Napisał, że miał ciężki tydzień (jak zwykle), jest w Bułgarii, a w ogóle to jak mi mija urlop i że sprawdził grafik. Nie przyjedzie do Holandii w tym tygodniu.


Odpisałam mu, że by się mną nie przejmował, ja sobie dam radę. Po czym usunęłam profil na tym Tinderze, usunęłam go z kontaktów i postanowiłam nie pisać więcej. Pasujemy do siebie i nie pasujemy jednocześnie. On z innego świata, podróżuje sobie, a ja zastanawiam się, czy mogę sobie pozwolić na jeden weekend. On nie ma czasu, aby przez 3 dni napisać, znaczy nie odczuwał tego braku. Może się z kimś spotyka, kto go tam wie, ale podejrzewam, że jego kochanką jest praca. Nie przeszkadzałoby mi tak bardzo jakby odzywał się codziennie. Skoro nie możemy się często widywać to chociaż chciałam, aby ten kontakt był codzienny. Tak sobie zażyczyłam w rozmowie. Widać zapomniał. Jakikolwiek ciężki nie był tydzień to rano przy  śniadaniu można jednego smsa wysłać, nie?


Nie wiem, czy on świadomy jest tego zerwania, bo jak usunęłam profil to i wszystkie nasze rozmowy się skasowały automatycznie. Nie można ich zarchiwizować, tak jest Tinder skonstruowany. Niestety, bo bym miała pamiątkę. Albo na szczęście, bo po co rozpamiętywać coś co się nawet nie rozwinęło?


On chyba rzeczywiście potrzebuje kogoś lepszego niż ja. Choć mam wrażenie, że tak naprawdę nie jest mu potrzebna kobieta. Do paru randek w miesiącu? Bez tego się można obyć. Widać nie umiałam go na tyle zainteresować, aby chciał czegoś więcej.


Na razie dam sobie spokój z facetami, dwóch w tym roku i dwie porażki, to za dużo jak na moje biedne serce…

 

Co ja robię nie tak, że mi to nie wychodzi?

Z facetami źle, bez nich jeszcze gorzej

Z facetami źle, z nimi jeszcze gorzej. Akurat bez, bo Marcel się od środy nie odzywa. Konkretnie od późnego wieczora, kiedy to siedział w taksówce i jechał do hotelu. Potem cisza. Cisza zapadła dlatego, że to ja przestałam wychodzić z inicjatywą i pisać pierwsza. Ostatnio bowiem nie mogłam się powstrzymać i zawsze się odzywałam ja, a on odpisywał. Najpierw uzupełnił swój profil na Tinderze, potem jakoś tak przestał pisać, że za mną tęskni i myśli tylko o mnie i o żadnej innej. Pewnie mam schizy, nie musi mnie przecież o tym codziennie zapewniać. Chciałam sprawdzić więc, kiedy napisze do mnie sam z siebie. Dzisiaj mija trzeci dzień. Konkretnie mija wieczorem. Rozumiem, że czwartek i piątek był zapracowany, a w sobotę mógł spać do południa, ale jest 18. Poznał kogoś, zapomniał o mnie albo mu się znudziłam. Nie wiem, która ewentualność gorsza. Może mnie testuje?


Siedzę więc trzeci dzień, gryzę palce i się powstrzymuję od pisania. Tudzież żałuję, że nie mam żadnego alkoholu. Dzisiaj uprałam firanki i umyłam okna, ale lżej się od tego mi nie zrobiło. Chwyciłam więc za książkę, jako jedyną znaną mi metodę zapominania. Pomaga na chwilę, a potem boli jak cholera na nowo…


Poznałam faceta w pracy. Nie wypaliło.  Facet poznany w aplikacji też nie wypalił. Samotność chyba jednak lepsza. Nie przeżywasz wzlotów, ale i upadków też nie…

Pokój

Znalazłam pokój , napisałam do gościa na Whatsuppie i tu zaczęły się problemy. Owszem wysłał mi zdjęcia kuchni, bloku z zewnątrz i opisał szczegółowo co jest w kuchni i z czego mogę korzystać. Zaczął jednak pisać do mnie za często i w innych sprawach. Wspomniałam więc, że mam chłopaka. To on mnie będzie uczył niemieckiego. Wysyłał mi nawet jakieś dziwne niemieckie piosenki. Nie mam ważnego paszportu? Nie szkodzi, może być stary, zawiezie mnie do ambasady wyrobić nowy. Pisał o polityce, że jest przeciwko islamowi i popiera polski rząd. I tak na okrągło. Staram się odpisywać bardzo oszczędnie, stricte o tym pokoju. Za ambasadę podziękowałam, napisałam, że Marcel mnie zawiezie.


Zaczęłam się czuć niekomfortowo i zwierzyłam się Marcelowi. Postara się przyjechać do Holandii i pójść ze mną do dziadka. jak się nie uda mam pójść z jakimś kolegą. Może być trudno, bo to środek dnia i każdy w pracy.


Marcel wprawdzie pisał mi ostatnio, że szuka mieszkania w Holandii, ale znamy się zbyt krótko, aby myśleć o wspólnym zamieszkaniu. Trudno powiedzieć nawet, że jesteśmy parą. Na to wszystko potrzeba czasu. Jak się jednak przeniesie do Holandii będę się czuć bezpiecznie, bo ie wiem co ten dziadek sobie wyobraża. Nie chcę się z nim zaprzyjaźniać tylko wynająć pokój i po pracy spokojnie odpocząć.


Zaczęłam szukać innego pokoju, ale to nie takie proste. najchętniej bym facetowi napisała wprost: dziękuję za te wszystkie propozycje, ale interesuje mnie tylko wynajęcie pokoju, dzień dobry i do widzenia i chcę mieć święty spokój. Boję się jednak, że się zrazi i mi nie wynajmie. Nie mam teraz specjalnie wyboru, bo już wypowiedzenie złożyłam i muszę się wyprowadzić.

Zaproszenie na rozmowę

Zaczęłam wysyłać w niedzielę CV. Czas już chyba rozglądnąć się za pracą. Marcel mi napisał, że też rozmawiał ze swoimi kontaktami w Holandii. Coś się więc znajdzie. Na początek pewnie praca fizyczna, nie mam złudzeń.


I dzisiaj dostałam pierwsze zaproszenie na rozmowę. Do Amsterdamu, ale praca będzie w moim pobliżu, będę sobie mogła jeździć rowerem jak dotąd. Dostałam e-mail z potwierdzeniem godziny i będę musiała przesunąć spotkanie z właścicielem mieszkania, bo nie zdążę wrócić. W mailu też była lista wymagań co mam zabrać: CV, bo dostali tylko takie portalowe, dowód osobisty, kartę bankomatową, referencje od 2 pracodawców.


I tu jest problem. Mam referencje od przedostatniego szefa w Polsce, pisemne, nie wiem czy on mówi po angielsku, aby je potwierdzić? Napisałam do managerki w hotelu, ona mi napisze bez problemu, chociaż nie jest przecież moim pracodawcą, bo zatrudnia mnie agencja. Dobrze jednak żyć ze wszystkimi w zgodzie.


Poprosiłam kolegę, który mnie uczy angielskiego, aby jedną z lekcji poświęcił na przygotowanie pod kątem interview. Wracam w przyszły wtorek, w środę rozmowa w sprawie pracy, rozmowa w sprawie mieszkania. To jakoś się za pięknie toczy. W dodatku Marcel napisał, że się spotkamy, bo nie ma na razie podróży służbowych do Holandii, ale przyjedzie dla innych powodów.

Życie jest piękne, czy może to wszystko złudzenie? Wszystko się jakoś dziwnie gładko układa…

Metoo

spotkałam się wczoraj na piwie z koleżanką z byłej firmy. Było nawet zabawnie, bo z drugą widziałam się osobno. I każda kazała nie mówić, że spotkałam się z tą drugą. Ta wczorajsza mówiła o tamtej drugiej per „suka”. Bo poszło o jakiś urlop. Jak ja się cieszę, że mnie korporacja przestała wykorzystywać i wyciągnąć ze mnie samo zło.

 

Rozmawiałyśmy o Marcelu, pracy, wspominałyśmy, ona opowiadała co tam u nich. I było fajnie dopóki nie dosiadł się do nas znajomy. Też z pracy. Akurat przechodził z żoną. Agent. Na przywitanie usiłował mi wsadzić język do ust. Owszem mam go w znajomych na FB, ciągle mi wysyła jakieś śmieszne obrazki, ale starałam się ignorować. A teraz takie coś! Przy żonie. Nie umiałam powiedzieć nie, taka byłam zaskoczona i sparaliżowana. Od razu mi się przypomniały te wszystkie sceny z przeszłości, kiedy też nie zareagowałam. Starszy kolega ze szkoły, który wsadził mi rękę w majtki. Miałam góra 10 lat. Te wszystkie niechciane uściski i zbyt gorące powitania. Fuj.

 

Kolega w ogóle nie byl zainteresowany co u mnie słychać, zignorował uwagę, że mam kogoś. Tak całować może mnie tylko Marcel. On ma takie ładne usta, takie namiętne. Nie jestem zainteresowana całowaniem zwiędłego podstarzałego żonatego dziada. Potem usiłował to powtórzyć drugi raz, do zdjęcia, niby dla zabawy. I jego żona to toleruje? Dawno bym go kopnęła w zadek na jej miejscu.

 

Niestety nie mam gwarancji, że następnym razem jak to się powtórzy to zareaguję odpowiednio. Dlatego ja wierzę tym wszystkim kobietom. To się niestety zdarza. O scenie z ręką w majtkach nie powiedziałam nikomu. Nawet mamie.

Znalazłam pokój

Znalazłam sobie pokój. Całkiem sama. W dodatku na odległość. Jest taki portal kamernet.nl. Ogłoszenia można sobie przeglądać za darmo, ale żeby napisać trzeba zapłacić abonament. Wysupłałam 21 euro i napisałam. Pierwszy strzał nieudany. Pokój w centrum, blisko wszędzie i tylko 300 euro. Malutki, bo 10 metrów, ale więcej nie trzeba. Na zdjęciach nie dostrzegłam za to szafy. Napisałam, ale okazało się, że już wynajęty. Drugi pokój był bez zdjęć, ale postanowiłam zaryzykować. Okazało się, że to strzał w 10. Wynajmujący to 73 letni wdowiec. Pokój kosztuje 350, ale 400 jak z pralką i suszarką. Stwierdziłam, że nie będę w misce prać i wzięłam z pralką. Wymieniliśmy parę maili i gość zgodził się pokój zarezerwować dla mnie mimo, że mnie widział tylko na zdjęciu, ale stwierdził, że woli pracującą dziewczynę od studentów. Na pewno nie bez znaczenia był fakt, że w czerwcu był w Krakowie i bardzo mu się Polska i Polacy spodobali. Jak dobrze, że nie trafił na przykład na warszawską Pragę…


Na koniec jak już byliśmy ugadani przysłał zdjęcia. Okazało się, że były zbyt duże, aby je wgrać na portal i stąd ich brak w ogłoszeniu. I bardzo dobrze, bo pokój piękny. Zabytkowa toaletka i szafa, regulowane łóżko i druga szafa. Ta pierwsza pewnie ozdobna. W pokoju jest telewizor i radio, w mieszkaniu dostęp do internetu, a tak w ogóle to mam balkon. Pokój nie jest wprawdzie w centrum, ale jak to w Holandii w pobliżu jest małe centrum handlowe. Stosunkowo blisko do dawnego domku, więc mogę wpadać w odwiedziny.

 

W dodatku zgodził się mi dać klucze wcześniej, bo on wyjeżdża na urlop i nie będzie go do 2 października, a ja 1 muszę się wyprowadzić z dotychczasowego mieszkania. Będę miała dosyć czasu by swobodnie się przenieść.


To się nazywa mieć szczęście. Pokonałam 35 konkurentów do tego pokoju! Teraz praca.