Przeprowadziłam się dzisiaj. ja mam wolny dzień, a kolega, który dysponuje samochodem wolne przedpołudnie. Wstałam więc o ósmej rano, mimo że poprzedniego dnia miałam popołudniową zmianę i do domu wróciłam przed 23. Umyłam głowę, zjadłam śniadanie i zaczęłam się pakować. Duża walizka, średnia walizka i mała walizka. Dwie torby podróżne. Duża torba z jedzeniem. Kuferek z kosmetykami. Siatka z jedzeniem numer 2. Ogórki się niestety w niej otworzyły i zaczęły przeciekać. Poduszka i kołdry. Zapakowany cały bagażnik oraz tył. A i tak musiałam pojechać po następną walizkę- znaczy wypakowałam dużą, wsiadłam w autobus i zapakowałam ją znowu ciuchami i kosmetykami. Tudzież zapakowałam zawartość zamrażarki i różne pierdolety. I tak zostało trochę gadżetów, m.in szklanki do soków, kufle do piwa, kufle na grzane wino i moje kapcie.
I pomyśleć, że przyjechałam tutaj z jedną dużą walizką, torbą podróżną, torebką i siatką z żarciem. I wszystko się zmieściło, łącznie ze śpiworem i laptopem. Jak się będę stąd wyprowadzać trzeba będzie chyba tira zamówić 😉