W domu

Dotarłam do domu. Ostatni raz chyba jadę Sindbadem. Chciałam zaoszczędzić, bo za bilet zapłaciłam tylko 45 euro, ale za to jedzie się dłużej, przesiadka w Świecku, a do domu dotarłam z zepsutą walizką, bo po drodze odpadły mi kółka i zepsuła się rączka. Dojechałam więc bez walizki i zmęczona okrutnie.


Niestety nie ma lotów bezpośrednich, bo już jestem gotowa wracać samolotem. Będę wracać busem chyba. Albo może bla bla carem…


Zaczęłam się rozglądać za pokojem i jest jakieś światełko w tunelu. Zapłaciłam abonament na stronie kamernet.nl i znalazłam nawet dwie oferty. Pracę też na pewno znajdę. Pewnie będę musiała zacząć od niskich posad, bo jak przejrzałam oferty dla asystentek, to wymagają niestety biegłej znajomości dwóch języków. Bez znajomości holenderskiego może być ciężko, ale nie jest to niemożliwe.


Ten rok może być przełomowy. Nowe mieszkanie, nowa praca, nowy facet?

Urlop

Przedwczoraj miałam urodziny. Czterdzieste trzecie. Była bardzo przyjemna impreza w bardzo ograniczonym gronie, bo tamten pracuje, ten pracuje, a ten nie może. Nie miałam kaca, ani nie byłam specjalnie zmęczona, bo rozstałyśmy się przed 23, tylko że teraz gardło mnie boli, bo jednak drinki z lodem to nie jest dobry pomysł.


Na szczęście dzisiaj zaczynam 3-tygodniowy urlop, więc będę miałam czas się wykurować. W domu. Bez kota niestety, bo zdechł… Miałam w planach zrobić przez ten czas prawo jazdy, ale chyba nic z tego nie wyjdzie, bo nie bardzo mam kasę, a poza tym zanim załatwię te numerki, lekarzy i inne takie to minie połowa urlopu.


Będę miała czas przemyśleć swoje życie zawodowe i prywatne. Poszukać na spokojnie pracy tutaj. Albo w Polsce. Ciągle się zastanawiam, czy nie wrócić do Polski na stałe. Tu się bardzo przyjemnie żyje, ale to taki tymczas. Nic nie jest własne, wszystko tylko na pewien czas. Zarabiam w euro, ale pieniądze to nie wszystko, to jednak nie do końca jest mój kraj. W Polsce mam znajomych, przyjaciół, jakąś tam rodzinę i jestem u siebie.


Tu poznałam Marcela, ale powiedzmy sobie szczerze: spotkaliśmy się 3 razy. Wymieniliśmy dziesiątki wiadomości przez Tindera, rozmawialiśmy kilka razy. Nie wiem kiedy spotkamy się następnym razem, on nie proponuje, ja nie naciskam. Może już w ogóle? Zauważyłam, że uzupełnił swój profil na Tinderze o informacje, że pali i ma dziecko. Ja to już wiem, więc to informacja dla pozostałych użytkowników. Powiedział wprawdzie, że używa tej aplikacji już tylko po to, żeby pisać ze mną i patrzeć na moje zdjęcie, ale gdzieś w tyle zapaliła się mi lampka. Poza tym nawet jeśli przyjąć, że on mnie naprawdę lubi i teraz myśli tylko o mnie to, tak na odległość na dłuższą metę nie ma sensu.


Może jestem w gorącej wodzie kąpana i powinnam po prostu poczekać? Przecież on nie planował mnie, ma swoje poukładane życie zawodowe i prywatne, nie będzie ot tak rzucał wszystkiego tylko dla mnie.  Może chce się upewnić, że to jest to? Żadne z nas nie ma nastu lat. Zapewnia mnie, że o mnie myśli, że tęskni, że chce się spotkać wkrótce. Jestem jedyną kobieta w jego głowie i takie tam. Nie mam powodu mu nie wierzyć.


Gdybym wróciła do Polski to z Marcelem na pewno by się urwało, a ja wróciłabym do punktu wyjścia: długów wprawdzie miej, ale znowu byłoby to mieszkanie z pijącym bratem, na wsi, gdzie wszyscy się znają i marna praca za marne grosze bez szans na rozwój. i ci polscy faceci… przepraszam, ale jesteście beznadziejni. Zbiorowo. Pojedyńcze przypadki może są inne, ale generalnie to polski facet nie jest specjalnie pociągający 😛

Wszystko zmierza ku lepszemu

Złożyłam wczoraj wypowiedzenie w mojej agencji. Wahałam się do ostatniej chwili, ale ulżyło mi jak to już zrobiłam. Odwrotu nie ma. Dzisiaj rano powiedziałam menadżerce w moim hotelu. Pogratulowała mi, bo jak się okazuje też odchodzi. Wiem, że dziewczyny nie zrozumieją. Dla nich to dobra praca, dla mnie już nie. Uwiera mnie i jest tu za ciasno. Chcę czegoś więcej. Nie mówiąc o tym, że chcę normalnej pracy od poniedziałku do piątku, w normalnych godzinach. Może większej pensji.

 

Bałam się tylko nie o znalezienie nowej pracy, bo o to się nie boję, a o mieszkanie. Koszty wynajęcia są tu bardzo wysokie, a na każdy pokój nawet jest masa chętnych. Wprawdzie Marcel obiecał, że mi pomoże, ale o ile może mi pomóc znaleźć pracę, to przecież nie będzie mi płacił za mieszkanie.

 

Dzisiaj na szczęście przyszedł zwrot dodatku ubezpieczeniowego z tutejszego Urzędu Skarbowego, blisko 1000 euro. Czekałam od marca, zaczęłam się nawet trochę niecierpliwić. Przedtem już miałam to rozplanowane: jedna karta, druga karta, brat, może starczy na Kindle. teraz wszystko idzie na potencjalny pokoik.

 

Wszystko więc zmierza ku lepszemu: nowy facet, nowa praca, nowe życie?



Euro daj daj

Zapytałam go po prostu wczoraj o tę separację. Napisał, że to długa sprawa w Niemczech nawet jeśli się nie było małżeństwem. Mają dom i dziecko. No i jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze…Będzie jej musiał zapłacić za prawa rodzicielskie do swojego syna. Prawo rodzinne tam jest bowiem tak skonstruowane, że jak nie byłeś mężem możesz nie mieć praw rodzicielskich o ile matka się nie zgodzi.


Mówił mi że są w dobrych relacjach, że opiekuje się jego domem (znaczy ich wspólnym z tego wynika) kiedy go nie ma. Kupił jej dom 15 minut od siebie, pewnie bardziej ze względu na syna. Ona sobie pożycza jego prywatny samochód, bo swój ma malutki. Dobre relacje jednak kończą się jak chodzi o kasę. Domyślam się, że chce to uregulować teraz, ze względu na plany przeprowadzki tutaj, może ze względu na mnie?


Przy okazji wspomniałam wczoraj, że jestem zmęczona już tą pracę i chcę zmienić od października. Jak nie znajdę od października to wracam do Polski. Wypytał mnie o wszystko i powiedział, że może coś będzie dla mnie miał, musi tylko się wyspać i pomyśleć. O mieszkaniu też pomyśli…


Tytułem wyjaśnienia: on nie pracuje od 8 do 16. Jest managerem stopnia międzynarodowego, w tygodniu ciągle podróżuje, w weekendy odsypia albo spotyka się z synem. Wcale nie powiedział, że nie chce się ze mną spotykać w weekendy, ten Paryż po prostu za późno wyszedł.


Postanowiłam nie wpadać w histerię i zobaczyć jak to się rozwinie…W każdym razie stać go na prawnika, u nas to by się para żarła latami, a dziecko by cierpiało. Tutaj wystarcz sypnąć eurem. A potem mówi się, że kobiety lecą na kasę…

Separacja

Napisał do mnie wczoraj, a właściwie to już dzisiaj, bo była pierwsza w nocy. Czekałam od niedzieli. Nie nie był zajęty, ani w podróży, miał tylko dużo różnych rzeczy do załatwienia. Na przykład spotkanie z prawnikiem w sprawie separacji. A poza tym jak mi minął dzień i myśli o mnie.


Separacja? Prawnik? Na pierwszym spotkaniu powiedział mi, że nie brał ślubu z matką swojego dziecka, a po jakimś czasie rozstali się. Ostatnio powiedział, że po prostu przestali się kochać.


Zapomniał tylko dodać, że są w separacji, a separacja kojarzy mi się ze ślubem.


Cóż: to wy mieliście rację, a ja jak zwykle mieliście rację. Nawet sobie nie mogę popłakać, bo czujna współlokatorka krąży.


Całe szczęście, że to nie zaszło za daleko…


Chcę do domu, do własnej kołdry, własnego kota i własnych czterech ścian…

Koniec z randkami

Dobrze przekonaliście mnie. Jestem tak beznadziejna, że facet spotkał się ze mną trzy razy, bo już brzydszej w okolicy nie było. Za trzecim razem nadrobił drogi, nie po to by się ze mną spotkać, ale mu się po prostu nudziło. Kto by tam się ze mną chciał spotykać. Jest podejrzany, na pewno chciał mnie zamordować w ciemnym zaułku. Może ograbić z ostatniego grosza, którego nie mam. Przyjeżdżał po mnie samochodem i odwoził, bo miał w tym ukryty cel. Jest podejrzany, bo był miły i płacił za mnie w restauracjach. Nie chciał mnie nawet wykorzystać w zamian, taka jestem paskudna. Ma służbowy laptop, samochód i komórkę, bo chce oszukiwać i wystawiać do wiatru.


Bardzo dziękuję za wsparcie, wiedziałam, że mogę na Was liczyć.

 

OK. Wygraliście. To nie ONI są beznadziejni to ja. Koniec z randkami.

Nie lecę!

Zdecydowałam, że nie lecę. Trochę szkoda, ale skoro i tak Marcel nie może, a samotna kobieta w Paryżu to kuszenie losu to poczekam, aż się trafi dogodny termin. Z tym, że tańszy okazał się zakup nowego biletu (ok 90 euro) zamiast zmiany terminu starego (dopłata 140 euro). Szkoda, że nie ma opcji zwrotu biletu. Miejsce się zmarnuje. Niechbym odzyskała chociaż z połowę ceny, zawsze coś.


Wczoraj minął miesiąc od naszego pierwszego spotkania. 3 randki, dziesiątki wiadomości, trochę smsów i telefonów. Skype nie mogłam się niestety doprosić, bo to służbowy laptop, IT musiało mnie sprawdzić. Ponoć dało zielone światło, ale głupio mi się upominać trzeci raz.


Mało to to ten miesiąc czy dużo? Na razie trochę mało mam miejsca w jego życiu, ciągle się poznajemy. Nie wiem co to będzie dalej, może nic. On to jednak naprawdę pracoholik, ale zarabia tyle, że sama bym mogła zostać takim pracoholikiem. Sam przyznał, że towarzysko jest ograniczony, bo nie ma za dużo znajomych. Rodzina mieszka w innym mieście, a w ogóle to pochodzi z innych stron, więc nie ma za dużo jakiś przyjaciół z dzieciństwa, czy szkoły.


Dziwne mi się wydaje, że muszę z jego grafikiem uzgadniać, kiedy się mamy spotkać. OK, nie planował Mnie. Musi swoje życie przeorganizować, a jest ostrożny, bo co będzie jak ja się rozmyślę? Tak mi powiedział, kiedy stwierdził, że gadał z szefem odnośnie przeniesienia biura do Holandii i z synem odnośnie tego, że ma inną kobietę. On tu się przeprowadzi, a ja mu powiem bye. Co do uzgadniania grafików to ja jednak  przecież też to muszę to zaplanować wcześniej, a jak pokazała historia paryska to może nie wypalić. Każdy jakoś tam pracuje, nie ma randek na zawołanie. Ok to jestem w stanie strawić.


Za tydzień jadę do domu na urlop. 3 tygodnie. Chciałam zacząć prawo jazdy robić, ale nie wiem czy dam radę… On będzie w tym czasie w Polsce, ale ma napięty terminarz, spotkanie i kolacja z klientami, a o piątej rano następnego dnia leci dalej. W związku z tym, że znowu nasze spotkanie się odsuwa to mam poczekać na ruch z jego strony, czy coś samej zaproponować? Proponowałam 2 razy i nie wyszło, może ja mu się narzucam?

 

Poza tym przyznał mi się, że on już 2 lata bez kobiety… Tak można? Nie chciał przelotnego seksu z kobietami poznanymi gdzieś w barach w różnych krajach. Zdarzyło mu się, że kobieta była agresywna, jak jej odmówił. Hmmm Myślałam, że faceci o niczym innym nie myślą i wykorzystają każdą okazję??

Paryż oddala się

Nie wiem co zrobić. Nie dostałam wolnego na przyszły weekend. Paryż oddalił się szybkim krokiem. Wiem, że popełniłam błąd najpierw robiąc rezerwację, a dopiero potem starając się o wolne. urlopu już mi nie dali, zgłosiłam żądanie do grafiku.


Mam teraz 3 wyjścia:

Nie lecieć. Przepada 118 euro.

Zgłosić sicka i lecieć.

Zmienić termin lotu co się wiąże z kosztem około 140 euro.

 

Zależało mi na tym, aby lecieć na moje urodziny. Nie chce ich spędzać na pokojach. Rozumiem, że szefowa nie miała wyjścia, ale liczyłam na wyrozumiałość. Jak zgłoszę sicka, to będzie wiadomo w jakim celu. Będę się głupio czuła. I tak myślałam o zmianie pracy, ale nie jestem finansowo przygotowana na zmianę. Z drugiej strony chciałam lecieć z Marcelem. Zmienić termin? Dopłacić tą kasę i móc spędzić nieurodziny w innym terminie? A potem szukać nowej pracy skoro i tak agencja kończy współpracę, a ja miałam powoli dość?


Sama nie wiem, co robić…

Randka numer 3

Randka numer trzy za nami. Specjalnie dla mnie zboczył z trasy, aby przyjechać do mnie pod Amsterdam zamiast pojechać prosto do Kolonii, gdzie jutro ma spotkanie i gdzie czeka na niego jego szef. Ja rozumiem, że generalnie jest zajęty i trudno mu znaleźć czas. Lepsze to chyba od wymuszonych spotkań, bo nie ma się nic innego do roboty jak z Danielem?

 

Zwłaszcza, że on się zarejestrował nie dla randek, ale głównie, aby poznać jakichś „lokalsów”. Tak mu ktoś doradził. Ciągle w podróży, więc dobrze wiedzieć, gdzie pójść, a może poznać kogoś miłego. Z kim można spędzić trochę czasu, bez podtekstu. Tak to np w Warszawie poznał jakąś parę, z którą zwiedzał puby ukryte przed turystami.Dla mnie to cokolwek dziwne, że ludzie w takim celu mogą rejestrować się w serwisach randkowych. Rozumiem, że jak ktoś jest jednak w obcym mieście czasami musi się zdać na opinię kogoś kto tam mieszka na stałe.

 

Randka ze mną mu wyszła trochę jakby więc niechcący, nie planował tego, że pozna kogoś na poważnie. Dlatego staram się zrozumieć, że on zajęty i docenić, że myśli o mnie poważnie. Może powinnam umówić się z kilkunastoma następnymi, ale nie mam ochoty na razie. Skoro powiedział mi, że o używa teraz tego medium tylko po to, aby popatrzeć na moje zdjęcie i ze mną porozmawiać, to szczerze mówiąc: wolę poczekać te 2 tygodnie. Szkoda, że Paryż nie wyszedł. Może wyjdzie co innego.

 

Doprowadzam go do szaleństwa. Ale na razie ograniczyliśmy się do pieszczot. W końcu dopiero 3 randki za nami, znamy sie miesiąc czasu, piszemy trochę dłużej, to trochę mało?

Jestem tylko sprzątaczką

Czasami życie podejmuje za nas ważne decyzje. Od dawna myślałam o zmianie pracy, sprzątanie przestało mi wystarczać już dawno. Zarobić tu też można więcej. Myślałam też, czy by nie wrócić do domu po prostu i spróbować tam żyć.


Wczoraj dowiedziałam się, że moja agencja nie przedłuży kontraktu z hotelem. Mam pracę do końca grudnia, potem nie wiem. Mogę zostać po prostu przeniesiona do innego hotelu albo mój obecny może mi zaproponować kontrakt bezpośredni. Szczerze mówiąc to żadna z opcji mi nie odpowiada. Mam przeszło 4 miesiące na zastanowienie się co robić dalej.


Gdyby nie Marcel opcja powrotu do Polski byłaby najszybszym rozwiązaniem. Owszem długów wszystkich nie spłaciłam, ale najgorsze mam za sobą. Owszem nie zarobię tam aż tyle co tutaj, ale za to będę u siebie, wśród swoich, ludzi którzy mnie cenią i znają od dzieciństwa. Mam tam przyjaciół, rodzinę, tam jest mój kraj.


Teraz nie wiem co będzie, bo to wcale nie jest przesądzone, że z Marcelem mi wyjdzie. Do Paryża jednak nie może jechać, sprawdził grafik i ma podróż gdzie indziej w tym czasie. Hmm w weekend? Może z jakąś inną? Potem będzie w Holandii w międzyczasie, ale ja wtedy akurat jestem w Polsce na urlopie. On będzie wprawdzie w Warszawie, ale ja akurat będę jechać do Polski. Chyba, żebym znalazła tani lot i poleciała przez stolicę, ale to raczej mało prawdopodobne.


Następne spotkanie w październiku? Wycofam się lekko, dam mu pole do popisu. Niech coś wymyśli. Jak mu będzie zależeć to znajdzie rozwiązanie. Może nie potrzebnie zaproponowałam ten wspólny weekend w Paryżu?


Pomyślałam, że mam 3 tygodnie urlopu i mógłby mnie po prostu zaprosić na weekend do siebie. Ale nie powiem mu tego. Znamy się jednak słabo, dopiero 2 randki za nami, co z tego, że intensywne?


W końcu jestem tylko sprzątaczką, nie mam co na więcej.