Nie, nie napiszę co było dzisiaj. W każdym razie Daniel odwołał focha, a na koniec usłyszałam, że jestem najlepsza. No ba, lepszej ze świecą szukać. W hotelu niezastąpiona. Piękna. Mądra. Gotować umiem nawet trochę. Komputery lubię, dzieci lubię, zwierzęta kocham i generalnie skłonna jestem w człowieku widzieć dobro, a nie zło. Ktoś może powiedzieć, że to wada, naiwność i że dostaję po tyłku. Dostaję, co zrobić. Jak trzeba kawę zrobię, mecz pozwolę obejrzeć- ba możemy obejrzeć razem. Mogę uprać te gacie, jakoś nie stanowi to dla mnie problemu. Tylko jakoś szczęścia w miłości nie mam. Mam skłonność do chowania głowy w piasek oraz fochów. Chyba jak każda kobieta. I kłamię. Nie wiem czemu, czasami bez powodu kręcę. Z chowania głowy w piasek trochę się oduczyłam. Fochy z Danielem wyćwiczyłam za to do perfekcji. Z kłamaniem gorzej, bo czasami to są banale sprawy. Potem się brnie w te kłamstwa i trzeba pamiętać, co się skłamało na początku. Ponoć czasami DDA tak mają…
Pomijając te drobne wady faktycznie jestem najlepsza. To dlaczego nie układa mi się z facetami? Dlaczego nie umiałam sobie ułożyć życia, mam czterdzieści lat hakiem i ciągle jestem sama, nie do końca z własnego wyboru? DDA? Wysokie ambicje? Brak odpowiednich facetów? Jestem za bardzo na dystans? Gdzie leży problem? Dlaczego on lata za taką tam Kunegundą, a mnie, taką the best ma w pompce?