Zostałam stalkerką, bo mu wysłałam ze 3 sms-y ale oddał mi pieniądze. Dzisiaj zrozumiałam, że to naprawdę koniec. Boli. Bardzo. Ja jednak go naprawdę kochałam. I kocham. To nie jest jakieś tam zauroczenie. Będzie ciężko. bardzo. Nie wiem czy dam radę zaufać? Może już nigdy. Poprzednio jak zaufałam tak naprawdę to długo się nie mogłam otrząsnąć… Czyli następna miłość na blogu Pięćdziesiątka?
Straty
Upokorzyłam się wczoraj i wysłałam sms, że chcę się spotkać. Może jutro? Znaczy dzisiaj, bo ja mam wolne, on chyba też. Chciałam wylać swoje żale, powiedzieć co mnie boli i może podświadomie miałam nadzieję, że się ułoży? Odrzucił mnie jednak brutalnie, mówiąc, że nie mamy o czym rozmawiać. Wszystko przez to oczywiście, że nie odpowiedziałam na jego pozdrowienie. Niezły z niego manipulator, który umie doskonale wzbudzić poczucie winy. Niedojrzały dzieciak, który potrzebuje ciągle nowych podniet i dlatego sięga po nowe zabawki. Alkohol. Papierosy. Narkotyki. Kobiety. Może chce zagłuszyć tę pustkę, a może sam jest pusty? W każdym razie chyba wyobraża sobie, że jest Bóg wie jakim Casanovą. Przecież ja w Polsce bym na takiego dupka nie zwróciła uwagi. Takich Danielów u mnie we wsi jest paru, mogli liczyć najwyżej na to, że łaskawie odpowiem dzień dobry. Nie, żebym była jakąś snobką, o nie. Po prostu znałam swoją wartość. Każdego traktowałam jak człowieka, tego nauczyła mnie mama, która z każdym rozmawiała tak samo, na równi. Czasami mnie to szczerze mówiąc wkurzało tak a propos. Te rozmowy z panią sprzątaczką, godzinne, na wiejskiej drodze. Każdego umiała potraktować z sercem i przegadać pół dnia. Mi się spieszyło do domu, nie umiałam tak rozmawiać z ludźmi. Tylko potem kościół na pogrzebie był pełen obcych właściwie ludzi, bo samej rodziny nie mieliśmy specjalnie dużo.
Tutaj w Holandii zadział mechanizm samotności. Człowiek pozbawiony korzeni, wsparcia, znajomych, rodziny, czy przyjaciół zareagował na dobre słowo i uśmiech. Wpadłam. On jak chce umie być bowiem miły. Pociągała mnie jego tajemniczość i że nie jest taki bardzo kontaktowy. Teraz go widzę jako zimną, obojętną skałę, która czasami dawała się z lekka popieścić. Poza tym na więcej nie mogłam liczyć. Nic mi bowiem nie obiecywał. Same jego wizyty były obietnicą.
Dlatego dzisiaj specjalnie mi się nie chciało wstawać z łóżka. Moja samoocena nie była jakaś wysoka. Po 11 zmotywowałam się jednak do prysznica. Zrobiłam śniadanie i zjadłam, ale jakoś bez większego przekonania. Dojrzałam do ubrania się. Dżinsy i podkoszulek? W życiu! Strój wybrałam zaczynając od sandałków na obcasie, czarnych. Sexi. Różowa kiecka i makijaż. Kurtka dżinsowa dla dodania pieprzu.
Potem były same straty. Poszłam do sklepu i tam okazało się, że nie mam portfela. Wróciłam się do domu, ale nie chciało mi się zdejmować butów, no i chciałam się poczuć jak gwiazda z Hollywood. To był ułamek sekund. Spadłam ze schodów. Na szczęście tylko stłukłam kolanko. Obcas złamany. Serce nadal potłuczone, ale to się zagoi. Dobrze, że nic gorszego się nie stało…
Do sklepu poszłam w balerinkach. Chwilo odechciało mi się być sexi.
Cd nie nastąpi
Widziałam ich wczoraj razem i rzeczywiście coś jest na rzeczy. Dlaczego ja wcześniej tego głupia nie wiedziałam? Zakochana kobieta ślepa jest jednak.
Facet nie zadzwonił jeszcze, ale jak nie zadzwoni to sama się odezwę i przypomnę. Niech wie, że mi zależy na tej pracy. Muszę jednak poznać najpierw szczegóły. No ale mam czas do 17 lipca. Zastanawiałam się, czy aby nie zrobić sobie małych wakacji i zacząć od sierpnia? Obawiam się bowiem, że mój urlop wrześniowy oddala się boleśnie. Wątpię, abym w nowej firmie dostała wolne i to na 3 tygodnie, tak od razu. W hotelu, a już zwłaszcza jak pracujesz przez agencję to jest możliwe… W związku z tym nie wiem, czy zrobię to prawo jazdy w tym roku…
I tak z nim koniec, ciąg dalszy nie nastąpi, ciągle tylko nie wiem, czy gadać z nim, czy nie, wiem, że to nic nie zmieni, ale chciałabym to wyrzucić z siebie i oczyścić. Tylko czy to ma sens?
Pierwszy telefon
Wysłałam kilka CV i od razu wczoraj miałam pierwszy telefon. Oczywiście ktoś zadzwonił, jak ja jechałam na rowerze do pracy. Dostałam potem sms, że jak jestem ciągle zainteresowana to mam odpisać. Odpisałam, żeby zadzwonili dzisiaj przed południem, bo akurat jestem w pracy. Nie chciałam bowiem rozmawiać przy wszystkich, jeszcze nie chcę, aby wiedzieli, że odchodzę. Dzisiaj rano ledwo oczy otworzyłam to dostałam maila, że automayczny system firmy rekrutującej odrzucił moją ofertę, ze względu na niedostateczną znajomość języka angielskiego. Nie wiem jak to ocenili, skoro do rozmowy jeszcze nie doszło, a tam nie było żadego testu tylko jedno pytanie. Widać zaznaczyłam nie tę opcję co potrzeba. Potem facet zadzwonił jak było umówione i stwierdził, że skoro go rozumiem przez telefon to wystarczy do pracy, a on to ręcznie poprawi w systemie.
I tak człowiek wygrał z komputerem 😉
Jutro ma zadzwonić ponownie, bo jeszcze nie znam grafiku na przyszły tydzień i nie wiem, kiedy mam wolne.
Ps: Mam porozmawiać z Danielem, aby usłyszeć na koniec bolesną prawdę? Wczoraj go spotkałam na kantynie, rzucił jak gdyby nigdy nic siema. Nie odezwałam się. On na to: co za foszek. Nic nie zrozumiał oczywiście. Nie mam focha. Jest mi po prostu przykro…
Czas na zmiany
Podjęłam decyzję. Nie mogę tak ciężko pracować jak do tej pory. To po pierwsze. Po drugie potrzebuję wolnych weekendów, a przynajmniej niedziel. Po trzecie zarobki w hotelu nie są już dla mnie satysfakcjonujące. W Holandii można zarobić więcej… Po czwarte… tylko nie krzyczcie, ale już nie mam ochoty oglądać Daniela. Postanowiłam zmienić otoczenie i pracę. Pożyczył ode mnie 70 euro i przestał się odzywać, a wczoraj się dowiedziałam, że z jakąś tam znowu kręci laską od nas. Cóż za głupotę się płaci, tym razem to tylko kasa…
Zmiana hotelu? Mogę trafić z deszczu pod rynnę, bo źle się tu nie pracuje, znam wszystkich, wymogi nie są jakieś straszne. Jednak coraz częściej czuję, że jak zostanę tu dłużej to po prostu wysiądę zdrowotnie i psychicznie, bo oglądanie Go codziennie albo prawie codziennie i obracanie się w tym samym kręgu znajomych nie wpływa dobrze na moje samopoczucie i samoocenę. Wolnych weekendów zapragnęłam, bo koleżanka z hotelu trafiła do firmy produkcyjnej i ma nie tylko lepszą kasę, ale i jest mniej zmęczona no i pracuje od poniedziałku do piątku. Wysłałam nawet CV do tej jej firmy, ale nie wiem, czy akurat do takiej pracy się nadaje, bo ona przez 9 godzin stoi w miejscu, a popołudniowe zmiany trwają do wpół do pierwszej w nocy. Jakoś nie mam ochoty po nocach wracać, a stać w jednym miejscu nie mogę ze względu na kręgosłup. Muszę się trochę ruszać.
Wysłałam CV jeszcze do 2 innych firm. Mam czas do połowy lipca. najgorzej będzie z pokojem, bo jak znajdę pracę bezpośrednio albo przez agencję nie oferującą zakwaterowania to musiałabym znaleźć pokój samodzielnie, ale to może być kosztowne. Z drugiej strony te współlokatorki mi się zmieniają, często mieszkam sama i przyzwyczaiłam się do samotności. Jak znajdę pokój to wreszcie będę naprawdę sama.
Zmienię otoczenie, pracę, poznam nowych ludzi i może wreszcie zapomnę o Danielu? Z drugiej strony to idiota, jakby sprytnie pociągnął temat to byśmy mogli się wozić tak jeszcze długo. A tak dostałam wczoraj kopa. Nawet jak mi nie odda tych 70 euro to i tak mała cena za nauczkę życiową, nie?
Mam jakoś dziwną ochotę naprać mu po pysku. Nigdy tego nie robiłam, zawsze taka opanowana i kulturalna. Dama. Raz mam ochotę nie być damą i spoliczkować go jak na filmie. Tylko nie wiem, czy to dobry pomysł?
Zmęczenie materiału
Po pierwsze funkcjonuję w tym tygodniu tylko dzięki kawie i piwu. Kawie przed i w trakcie pracy, a piwie po.
Po drugie nie mam w tym tygodniu ani jednego dnia wolnego. Po prostu nie ma kto pracować. Dzisiaj omamili mnie wolną niedzielą, a jak nie to dostanę 3 dni w przyszłym tygodniu.
Gdyby nie to, że trzymam się też trochę dzięki Danielowi, który jak mu napisałam, że mi go brakuje to się zjawił, chociaż teraz ma godzinę drogi do mnie dwoma autobusami, a jak się czasami zapomni używa w stosunku do mnie liczby mnogiej, to bym po prostu rzuciła listą, wiaderkiem i ścierką w cholerę. Na kiego grzyba mi to euro jak padnę wcześniej z przemęczenia? Przyjdź wcześniej, weź 2, 4, 6 pokoi ekstra, zostań dłużej, przyjdź w wolny dzień, nie idź do fryzjera, kościoła i na randkę, bo hotel cię potrzebuje. Jak nie ma obłożenia to potrafili powiedzieć, że mamy sobie zadzwonić do agencji, a teraz w tyłek by nas pocałowali…
idę spać. 19:19.
Decyzja
Tak się dzisiaj cały dzień zastanawiałam nad sobą, Danielem, moją pracą tutaj i przyszłością. Doszłam do wniosku, że czas wracać. Popracuję do końca roku i wracam, póki nie jestem tutaj zbyt długo na znalezienie nowej pracy. We wrześniu pojadę na dłuższy urlop i zrobię w międzyczasie kurs prawa jazdy. Bez tego ani rusz jednak w Polsce. To w Holandii można wszędzie dojechać rowerem, w naszym ukochanym kraju jednak to za duże odległości, a i ścieżek rowerowych brak.
Tutaj nie mam przyszłości. Już wiem, że mogę pojechać wszędzie i nic mnie nie ogranicza, ale jak długo można sprzątać pokoje? Mogłabym poszukać jakiejś ciut lepszej pracy, ale to by wiązało się z zostaniem tutaj na stałe. Musiałabym zastanowić się nad nauką języka i wynajmem mieszkania. W pojedynkę to drogie, pary nie mam, a nie chcę mieszkać ze znajomymi czy obcymi ludźmi.
Mogłabym zostać dla Daniela, ale to nie ma przyszłości i nie ma co się łudzić. Możemy zostać przyjaciółmi tylko.
Niestety nie odkułam się tak, jak sądziłam, ale jak zostanę tutaj trzeci rok to utknę tutaj na stałe…Najgorsze zaległości spłaciłam, zamknę jeszcze może dwie karty kredytowe, spłacę pożyczkę ratalną i inną z firmy pożyczkowej i zostaną mi dwie pożyczki, w tym jedna spora, ale jakoś będę sobie musiała poradzić z tym w kraju…
Na pewno zabiorę ze sobą: nową figurę, dużo wspomnień i mój nowy, zielony rower 🙂
Impreza
Mój nowy zielony rumak przyjechał z moim Księciem wprost na imprezę do wspólnych znajomych. Myślałam, że może podrzuci mi go do domu, ale powiedział, żebym na niego nie czekała tylko poszła. Czyli nie dość, że zaoferował się na odebranie roweru, przywiezienie go do mnie to jeszcze nie ukrywał, że robi mi przysługę. Miłe 🙂 W rowerze uszkodzone jest siodełko, ale kupiłam sobie taką plastikowy pokrowiec w wiatraki i na razie wystarczy. Potem może zdecyduję się na nowe siodełko. Jeszcze dzwonek trzeba zamontować i kupić takie sakwy na tylnie koło, które tutaj są bardzo popularne.
Impreza się udała, nawet nie wypiłam tak dużo, ale zgodziłam się na nocowanie poza domem, na materacu na podłodze. To jednak nie dla mnie, ja muszę mieć własne łóżeczko. Daniel odmówił zostania na kanapie i pojechał do domu, bo powiedział, że u siebie się najlepiej wyśpi. Dziwne jednak, że na mojej kanapie jakoś się wyspał… W dodatku zostałam jego doradcą finansowym, bo przelał mi swoje oszczędności (spore, jakoś pół mojej miesięcznej pensji) i powiedział, że to dlatego, aby nie wydał na głupoty. Dziwne to trochę, bo nie wiem, czy akurat ja jestem godna zaufania. Z moimi własnymi długami! On wie jednak o tym, bo rozmawialiśmy na ten temat i mu się przyznałam.
Kasę od razu przelałam na osobne subkonto i zapomniałam.Zaprosiłam go na jutro na kawę. Do tej pory było tak, że on się jakoś sam wkręcał, pytał, czy może wpaść itd.
Spałam niestety tylko 3 godziny, bo jedna koleżanka obudziła się już o piątej i gadała. Ostatni raz zgadzam się na coś takiego. Następnym razem idę do domu, chociażby pieszo. Fajnie jednak było się odstresować i zapomnieć o pracy.
Rower
Od jakiegoś czasu jeżdżę do pracy na rowerze. Dokładnie od czerwca zeszłego roku. Tutaj to możliwe, tutaj wszyscy jeżdżą, a poza tym są ścieżki rowerowe. I tak popylam na rowerku 10 km. Kupiłam jakiegoś rupiecia za 50 euro i jakoś ciągnie. Ale jest mocno pordzewiały, prawy hamulec zepsuł się, a lewy ledwo ciągnie. Biegi też czasami są oporne. Postanowiłam nabyć coś znacznie mniej rupieciowego. Najpierw myślałam o nowym rowerze, ale mam nowy rower w Polsce. Poza tym ceny zaczynają się od 250 euro za zwykłą „holenderkę” bez przerzutek. Potem pomyślałam o używanym, ale jak nowym. Ceny od 160 euro. W końcu znalazłam coś za 50 euro. Właściwie nie ja znalazłam tylko Daniel, bo wyraziłam życzenie, aby rower był zielony. Zanim zdecydowałam się do gościa napisać rower staniał do 40 euro. Miałam go nawet dzisiaj obejrzeć i kupić, ale jak się pracuje w hotelu nie bardzo można coś zaplanować. Zawsze dorzucą ci więcej pokojów… Wróciłam później niż sądziłam i zastanawiałam się, czy może sprzedający da się przekonać o odbiorze w poniedziałek. Jutro mam już bowiem inne plany. Potem pomyślałam, że do poniedziałku ktoś mi go sprzątnie sprzed nosa, ale naprawdę mi się nie chciało po niego jechać o 20 i wracać potem 8 kilometrów. Wtedy napisał do mnie Daniel, czy go już odebrałam. Zaoferował się, że po niego dla mnie pojedzie, żaden problem, jutro ma wolne. Ciągle go nie rozumiem. Stara się, ale udaje, że się nie stara. Jakby to było od niechcenia. Dobrze mieć jednak takiego kumpla. Poza tym wiem, że on się na rowerach zna, obejrzy go przy okazji i przetestuje. Miałam go nawet prosić, czy by ze mną nie pojechał go odebrać, ale uprzedził mnie…
Staż kandydacki
Dziwnie jest. Nie jesteśmy razem, ale teraz spotykamy się częściej i dłużej niż przedtem. Przedtem zresztą przychodził późnym wieczorem, zostawał po kryjomu na noc, a teraz przychodzi często, zostaje długo, ale w dzień, przy świadkach. Znaczy na noc też dwa razy został, ale dlatego, że było już bardzo późno, a on wcześnie rano do pracy, ale nocował na kanapie w salonie. Przynosi pizzę. Albo lody. Dzisiaj było ptasie mleczko i lody. Pisze do mnie co robi i co kupił.Jemy razem obiady albo pijemy kawę. Alkoholu nie chce, hmm. Pyta się kiedy mam wolne i jakie mam plany. Z drugiej strony przytulać się nie chciał. Powiedział, że on to sobie musi wszystko przemyśleć. Nie chce. To ja się mu nie narzucam. Niech myśli. Ja nie czekam. Dzisiaj znowu mi się pyta, kiedy mam wolne.
Jakbym trafiła na staż kandydacki. Pamiętacie ten odcinek z Rancza, kiedy to Wójtowa z Księgową wysłały mężów na kanapę na staż kandydacki, bo ci nie chcieli zapisać ich do partii? Mam wrażenie, że u mnie jest podobnie, ale jakoś nie widzę celu.To wszystko zmierza donikąd.
Z drugiej strony on mi trochę blokuje zawarcie jakiejś znajomości z facetem. Co ja mam takiemu powiedzieć, że co robiłam dzisiaj po południu? Siedziałam z kolegą, który był u mnie od 14 do 20? Że wczoraj też był i jutro też będzie? Kto uwierzy, że to tylko kolega? Sama chyba w to nie wierzę.