Urlop się kończy. We wtorek wracam do Holandii. Już wiem, że będę mieć szkolenie na nowe stanowisko, bo dostałam od kolegi z pracy grafik. W sumie fajnie, przyda się. Ciągle nie wiem, co dalej, ale tak sobie pomyślałam, że przyjadę do Polski w lipcu, tym razem na 3 tygodnie i zrobię kurs prawa jazdy. Już się dowiadywałam i są takie szkoły, które oferują lekcje teoretyczne online, więc przyjechałabym na same jazdy. Czy to ma sens? Prawo jazdy przyda mi się, jeślibym chciała wrócić do kraju i tutaj szukać pracy. Przyda mi się tam, jeślibym chciała szukać lepszego zajęcia. Przyda mi się w ogóle, bo jednak czasami samochód jest niezbędny.
Poza tym Daniel… Myślę o nim ciągle, ale tutaj nabrałam nowej perspektywy. Ludzie, których znam od lat, przyjaciele, znajomi, sąsiedzi, krewni. Ucieszeni na mój widok, pytający jak mi tam jest i czy już wracam. Napisałam artykuł, zrobiłam zakupy kosmetyczno- odzieżowe, poczytałam parę książek i poczułam, że odzyskałam równowagę i odpoczęłam.
Daniel jest tam i chociaż troszkę się ociepliło po imprezie imieninowej, to na FB odrzucił moje zaproszenie. Może niedobrze, że go znowu zaprosiłam, ale ponieważ to ja ostatnio go usunęłam, uznałam, że właściwe jest, abym zrobiła ten gest w jego stronę. Nie chciał, zrobiło mi się nawet przykro, ale odrobinkę.
Potem wymieniliśmy parę sms-ów, z mojej inicjatywy. On broń boże nie chce pewnie, abym sobie coś pomyślała. A tu wczoraj dzwoni. 6.42. Nie spałam, bo obudził mnie nacisk na pęcherz w połączeniu z paskudnymi ptaszkami wyjącymi od świtu i słońcem przedzierającym się przez zbyt przezroczyste zasłonki. Pomyślałam, że pewnie coś tam nacisnął przez pomyłkę. Jednak nie, bo chciał pogadać. Okazało się, że ma problem… A już myślałam, że może tęskni…
Wynajął z kolegą mieszkanie, bo podpisał kontrakt z hotelem i musiał się wyprowadzić z agencyjnego mieszkania. Jednak albo wynajmujący ich chciał oszukać albo kolega, który to załatwiał coś źle zrozumiał i zamiast 1100 euro za wynajem w sumie, muszą płacić 1100, ale od osoby… Dzwonił do mnie z pracy i nie bardzo umiałam mu tak na gorąco pomóc.
Czy ja jestem tą ostatnią deską ratunku, do której dzwoni się w razie problemów? Przejęłam się, bo ja mam jednak dobre serce. Ale nie będę przecież za niego tego rozwiązywać. Powiedziałam, żeby zadzwonił po południu, po pracy to pogadamy, ale nie odezwał się już. Jego wybór. Z drugiej strony, jakbym miała mu pomóc? To jest sprawa dla prawnika…Mogę go tylko wesprzeć…
Ja mam inny problem. Jak się tu jutro spakować z całym majdanem, który tu nabyłam do dwóch walizek???