Po urlopie

Przyjechałam do Holandii, przepracowałam pięć dni z rzędu, ale dopiero teraz znalazłam chwilę czasu, aby coś napisać. Po pierwsze po pracy padałam jak mucha, a po drugie trzy razy odwiedził mnie Daniel. Trochę to dziwne, bo przyszedł tego samego dnia, w którym przyjechałam i siedzieliśmy do 23, a właściwie leżał mi na kolanach. Potem przyszedł następnego dnia i też leżał w moich ramionach. Wczoraj przyszedł też, przyniósł lody, siedział jakoś dziwnie milczący dwie godziny i poszedł. Rozumiecie, że jakoś nie mogłam znaleźć czasu na nic innego. Dziwne jest to, e unika bliskości mimo leżenia na kolanach nie dostałam nawet małego buziaczka w policzek. Nie chce, bo ja sobie ostatnio źle wszystko wytłumaczyłam i to się rozeszło. OK. Podeszłam do tego na luzie. Taką mam przynajmniej nadzieję. W takim razie po co przychodzi? Jako znajomy? No dobrze, będziemy znajomymi. Już mi się tak do niego wszystko nie wyrywa.


Podejrzewam, że z braku laku jak go tamta wymiksowała dobra jestem i ja, aby posłuchać i ponarzekać…


W każdym razie umówiłam się na piwo  kolegą z pracy, Ernestem i właśnie do mnie jedzie. Cóż nie jeden Daniel na świecie…

Ta ostatnia niedziela

Urlop się kończy. We wtorek wracam do Holandii. Już wiem, że będę mieć szkolenie na nowe stanowisko, bo dostałam od kolegi z pracy grafik. W sumie fajnie, przyda się. Ciągle nie wiem, co dalej, ale tak sobie pomyślałam, że przyjadę do Polski w lipcu, tym razem na 3 tygodnie i zrobię kurs prawa jazdy. Już się dowiadywałam i są takie szkoły, które oferują lekcje teoretyczne online, więc przyjechałabym na same jazdy. Czy to ma sens? Prawo jazdy przyda mi się, jeślibym chciała wrócić do kraju i tutaj szukać pracy. Przyda mi się tam, jeślibym chciała szukać lepszego zajęcia. Przyda mi się w ogóle, bo jednak czasami samochód jest niezbędny.


Poza tym Daniel… Myślę o nim ciągle, ale tutaj nabrałam nowej perspektywy. Ludzie, których znam od lat, przyjaciele, znajomi, sąsiedzi, krewni. Ucieszeni na mój widok, pytający jak mi tam jest i czy już wracam. Napisałam artykuł, zrobiłam zakupy kosmetyczno- odzieżowe, poczytałam parę książek i poczułam, że odzyskałam równowagę i odpoczęłam.


Daniel jest tam i chociaż troszkę się ociepliło po imprezie imieninowej, to na FB odrzucił moje zaproszenie. Może niedobrze, że go znowu zaprosiłam, ale ponieważ to ja ostatnio go usunęłam, uznałam, że właściwe jest, abym zrobiła ten gest w jego stronę. Nie chciał, zrobiło mi się nawet przykro, ale odrobinkę.


Potem wymieniliśmy parę sms-ów, z mojej inicjatywy. On broń boże nie chce pewnie, abym sobie coś pomyślała. A tu wczoraj dzwoni. 6.42. Nie spałam, bo obudził mnie nacisk na pęcherz w połączeniu z paskudnymi ptaszkami wyjącymi od świtu i słońcem przedzierającym się przez zbyt przezroczyste zasłonki. Pomyślałam, że pewnie coś tam nacisnął przez pomyłkę. Jednak nie, bo chciał pogadać. Okazało się, że ma problem… A już myślałam, że może tęskni…


Wynajął z kolegą mieszkanie, bo podpisał kontrakt z hotelem i musiał się wyprowadzić z agencyjnego mieszkania. Jednak albo wynajmujący ich chciał oszukać albo kolega, który to załatwiał coś źle zrozumiał i zamiast 1100 euro za wynajem w sumie, muszą płacić 1100, ale od osoby… Dzwonił do mnie z pracy i nie bardzo umiałam mu tak na gorąco pomóc.


Czy ja jestem tą ostatnią deską ratunku, do której dzwoni się w razie problemów? Przejęłam się, bo  ja mam jednak dobre serce. Ale nie będę przecież za niego tego rozwiązywać. Powiedziałam, żeby zadzwonił po południu, po pracy to pogadamy, ale nie odezwał się już. Jego wybór. Z drugiej strony, jakbym miała mu pomóc? To jest sprawa dla prawnika…Mogę go tylko wesprzeć…

 

Ja mam inny problem. Jak się tu jutro spakować z całym majdanem, który tu nabyłam do dwóch walizek???

Plany na przyszłość

Przyjechałam, słoneczko mi zaświeciło i się lenię. Wszyscy pytają mi się, czy to już na stałe. Nawet mój brat. A to tylko urlop. 2 tygodnie. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, o czym myśl od jakiegoś czasu odpychałam: co dalej? Ze względów finansowych na pewno zostanę w Holandii do końca roku. Do tego czasu powinnam spłacić część długów, w tym te wobec brata i trochę odłożyć. Nie na tyle jednak, aby móc wrócić i na spokojnie szukać pracy. Wrócić tutaj do tego co było? Do mieszkania z bratem, codziennych dojazdów do pracy, wolnych weekendów spędzonych na oczekiwaniu, czy może coś się zdarzy, czy mój brat nie pójdzie czasem się upić. Do pracy za 2000 brutto i nudnego życia. Nie po to przecież wyjeżdżałam. Tam czuję, że coś się zmieniło. jednak to nie może dłużej trwać. Praca dla agencji za niską stawkę. Nie najniższą, ale też nie najwyższą. Fizyczna praca dzięki, której schudłam, ale która mnie ogranicza. Mam przecież większe ambicje. Może za wysokie?

 

Przedtem decyzję o zmianie hamował trochę Daniel, muszę to przyznać otwarcie. Mogłam się z nim widywać od czasu do czasu, także w pracy. Jednak jak widać on nie chce mieć ze mną do czynienia. Zresztą podejmowanie decyzji życiowych w oparciu o kogokolwiek to błąd. Czas myśleć o sobie. Tylko o sobie.


Myślałam o tym, aby zostać jednak tam, a tu kupić mieszkanie na kredyt i żeby ten kredyt się spłacał z wynajmu. Tylko kto mi da taki kredyt? Historię kredytową mam nieciekawą. Muszę ją poprawić. Takie mieszkanko to inwestycja, zawsze można je sprzedać. Na starość miałabym zabezpieczenie…

Dar od Boga

Byłam wczoraj w naszej wiejskiej bibliotece. Jestem najrzadszym czytelnikiem na świecie: ostatnio byłam tam w grudniu. Wypożyczyłam parę krwistych kryminałów, a przy okazji podpisałam oświadczenie. RODO. Biblioteka będzie przetwarzać moje dane, ale zobowiązuje się ich nie udostępniać. pod żadnym pozorem na wierzchu nie może leżeć najmniejsza karteczka. Ja bardzo chętnie udostępnię co tam przeczytałam: wszystko poza nowościami. Jeśli jest tam coś czego nie przeczytałam to oznacza primo, że to było jakieś naprawdę nudne nudziarstwo albo secundo już to mam w domu na półce.    


Przypomniało mi się przy okazji, że jak w szkole pytali się w ósmej klasie o to kim chciałbyś zostać ja jedna wyłamałam się z konwencji. Koleżanki i koledzy z klasy mieli przyziemne marzenia: krawcowa albo stolarz. Ja powiedziałam: dziennikarka. A i tak skłamałam. Tak naprawdę chciałam zostać pisarką. I tak potem miałam nielekko, bo wołali za mną: pani redaktor. I zwalali prace  polskiego.


Nieskromnie powiem, że pióro miałam tak charakterystyczne, że moja była polonistka z podstawówki rozpoznała je w wiele lat młodszej pracy mojej sąsiadki z bloku.


Tylko, że oprócz talentu trzeba mieć wytrwałość do ciężkiej pracy, ale jakoś tego zabrakło. Ciągle przede mną jest dzieło mojego życia. Ale w każdej pracy byłam tą od pisania i nawet dzisiaj zwykły wpis na FB potrafię napisać jakoś tak lekko… To mój największy dar od Boga. Oprócz dużych oczu i złotego serca. Ciągle zastanawiam się jak go wykorzystać…

Kobieta zawsze winna

Wróciłam do domu z wizyty u chrześniaka i okazało się, że nieco nie doceniłam rozmiarów 10-latka. Koszula była nieco przyciasna. Zapomniałam, że on w zeszłym roku miał komunię, ale teraz to jest w wieku 9 lat, a teraz już ma 10 (rocznikowo), a poza tym zawsze był dobrze odżywiony, bo wyrósł na pączkach babci. Cóż czas na dietę 😉

 

Wróciłam więc i okazało się, że mój brat pożyczył zakupiony niedawno i świeżo wyremontowany motocykl znajomemu do przejechania się i ten go rozwalił. W związku z tym atmosfera jest lodowa, bo oczywiście natychmiast poczułam się winna, choć rzeczony motor widziałam tylko na zdjęciu. Motocykl nie miał AC… Właściwie to chyba znajomy powinien poczuwać się do naprawy…


Teraz siedzę u siebie i boję się głośno oddychać. Do Daniela nie dzwonię, bo postanowiłam mu dać spokój, a cała reszta świata i tak mnie nie zrozumie. Nic tylko się upić, ale alkohol został  w Holandii…

Shopping

Pojechałam wczoraj do Miasta. Poszłam na manicure, bo paznokcie od ciężkiej pracy mi szybko niszczą i ręce miałam po prostu tragiczne. Miał być japoński, ale okazało się, że miałam wcześniej jakąś odżywkę keratynową czy coś, to się utwardza też lampą i trzeba odczekać 2 tygodnie. Chciałam podpatrzeć jak pani to robi, kupić sobie zestaw na allegro i potem robić samemu. To chyba nie może być takie trudne?


Potem pojechałam do byłej firmy, na kawkę. Pustawo tam u nich. Dyrektor mnie powitał były dobrze, ale ponoć sam jest zagrożony… M zmęczona, bo cały długi weekend zamiast leżeć na kanapie to kosiła, malowała i sprzątała. Syn marnotrawny pojechał sobie na Majówkę, palcem nie kiwając nawet. Ona chyba to lubi…

 

Na koniec z Agatką pojechałam do niej na shopping. Jej znajoma sprowadza ciuchy z Niemiec, okazyjnie. Pisałam już o tym. Przymierzałam i przymierzałam i w końcu wyszłam z torbą ciuchów. Za 1000 złotych. Dużo? Mam za to 2 kurtki, spodnie, bluzki, kiecki, sweterki, staniki, bluzę Big Stara. Najbardziej zajebisty jest i tak dwuczęściowy kostium kąpielowy… Wyobrażacie sobie? Wyglądam dobrze w dwuczęściowym kostiumie kąpielowym! Kiedyś źle było nawet w kiecce do kostek… Czy zapłaciłam za dużo? To jedna moja tygodniówka. A nawet mniej niż tygodniówka, bo ostatnio tych godzin było więcej.

 

Poza tym u Agaty to ona jest moją stylistką i doradza. Oparłam się paru ciuchom w tym koronkowej zielonej sukience. Mój ulubiony kolor, zajebisty materiał, ale dla mnie za krótka. Po za tym jednak zawsze mi podpowie i doradzi i kupię coś, co normalnie bm w sklepie pominęła. oczywiście starym zwyczajem robiłam minę w stylu „brrr to nie dla mnie” po czym okazywało się, że wyglądam świetnie.

 

Wyzwaniem było tylko dotarganie tej torby do domu, ale miałam rower, dało się to wpakować i prowadzić. Od razu poczułam się lepiej 🙂

 

Dzisiaj dla odmiany zakupiłam sobie pakiety Wyborcza Premium na kwartał, żeby dopieścić mój intelekt. Zobaczyłam bowiem ile ona ma książek i zrobiło mi się wstyd, że nic nie czytam. Czas zainwestować w Kindle…



Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Przyjechałam do domu, lekko nieżywa. Po pierwsze 12-godzinna podróż busem nie należy do przyjemności, po drugie jeden ze współtowarzyszy pił po drodze, gadał chyba najarany i został w końcu wysadzony przed polską granicą, a po trzecie lekko zmarzłam,bo wyleciałam z domu bez kurtki, a w nocy było lekko zimno. 


Kot mnie powitał ozięble, a brat ciepło, a spodziewałam się, że będzie na odwrót. Od czasu wyjścia na jaw moich długów jakoś nasze kontakty były niezbyt dobre, ale chyba mu przeszło. Kot potrzebuje czasu, ale jak już się namyśli, że jednak mnie lubi to ja już będę musiała wyjeżdżać…


W każdym razie cieszę się na te 2 tygodnie, choć i tak ciągle myślę o Nim… znowu. Ze źródeł zbliżonych do kimś, kto z nim mieszka wiem, że przed przyjściem do mnie był bardzo zdenerwowany i ponoć czesał się i przebierał kilka razy. Zależało mu, aby dobrze wyglądać. Oj jak dobrze mieć szpiegów 😉



Sen

Daniel śnił mi się w nocy. I to bardzo realistycznie. Był moim supervisorem, a ja chciałam rzucić listą czy coś takiego. Pierwszy raz mi się śnił. Znaczy w ogóle rzadko pamiętam swoje sny. Ten był taki wyrazisty, że chciałam mu wysłać smsa, ale po chwili przypomniałam sobie, że przecież Daniel mnie rzucił i nie mogę do niego pisać.


Potem pojechałam do pracy i było mnóstwo pokoi do sprzątnięcia. Na przerwę zeszłam na 14, pomijając tę na lunch. Daniel był na kantynie, uśmiechnięty jak nie on. Jeszcze przed południem Wiolka mi się pytała, co on taki zły ostatnio chodzi. Nie wiem czemu mnie? Zażartowałam, że C. miała wrócić, nie wraca, więc pewnie tęskni. A tutaj humorek wrócił. Ostatnio od tej nieszczęsnej imprezy unikał nas jak ognia. No i zagadywał do mnie, jak gdyby nigdy nic. Wiola do mnie, że pewnie liczy jednak na zaproszenie na moje imieniny. Teraz to już by było i tak niezbyt zręcznie z mojej strony. Może C jednak wraca?

 

Powinnam się oglądać raczej za takimi facetami jak ten gość co mu dzisiaj sprzątałam pokój. Koło 50tki, szpakowaty, ale zadbany. VIP. W białej koszuli wyszedł na korytarz, więc grzecznie się przywitałam. Od razu wyczuć można było tę klasę i swobodę, której Daniel nigdy mieć nie będzie. Gość z nonszalancją odpowiedział na moje powitanie, zapytał się jak się mam oraz jak mam na imię. Mam nadzieję, że nie po to, aby na mnie skargę złożyć.

 

Pomyślałam sobie, że gdyby on mnie rzucał to na pewno zrobiłby to inaczej, otwarcie mówiąc wprost i na pewno nie chowałby się przede mną po kątach. Tylko do takich facetów to się ustawiają kolejki młodszych i zgrabniejszych, a poza tym na pewno ma już jakąś żonę i to nie jedną.

 

Mi tylko zostają sny…

Dylematy mieszkaniowe

Mam nową współlokatorkę w pokoju. Rumunka. Znowu ani słowa po angielsku. Wygląda na miłą, ale już się odzwyczaiłam od współlokatorek. W dodatku mam dziwne zmiany, bo często wracam po 22 albo wstaję o 5 i to jest kłopotliwe nie tylko dla mnie, ale i dla nich. Zastanawiam się, czy jednak nie zmienić pokoju na jednoosobowy albo czy po prostu nie poszukać sobie czegoś własnego. Ciągle myślę o zmianie pracy, ale nie wiem czy to dobry pomysł teraz. W dodatku ciągle zastanawiam się nad operacją i usunięciem macicy. Muszę to sobie dobrze rozegrać, aby nie zostać na lodzie. M łatwo powiedzieć: zdrowie najważniejsze. Tylko, że ona ma etat i umowę na czas nieokreślony. Ja mam tylko kontrakt na 6 miesięcy i w razie kłopotów zdrowotnych po prostu mi go nie przedłużą. Wprawdzie mogę liczyć na holenderski zasiłek dla bezrobotnych, ale co potem? Po takiej operacji mogę kilka miesięcy nie móc tak ciężko pracować jak teraz.


Wynajęcie pokoju na wolnym rynku poza tym jest dość drogie, trzeba wpłacić kaucję. Opłaca się wynająć pokój parze, bo taniej. Ewentualnie w kilka osób domek, czy mieszkanie. Nie mam pary, ani kilku osób które chciały by coś wynająć razem. Mieszkanie agencyjne kosztowo jednak wychodzi najtaniej…

Zakupy dobre na wszystko

Jak sobie może kobieta poprawić humor, jeśli nie może liczyć akurat na żadnego faceta, który ją pocieszy? Na zakupach. Wiem, że to trywialne, ale lubię sobie sprawić coś ładnego. A trudno mnie zadowolić, bo jak sobie coś wyobrażę i nie mogę znaleźć to rezygnuję z zakupów. Albo namyślam się tak długo, że potem już nie ma tego modelu.

 

Ponieważ ostatnio zarobiłam w hotelu dodatkową oficjalną kasę (taki tip ekstra) i to całe 44 euro, postanowiłam zaszaleć. Kupiłam sobie cudne sandałki w kwiatuszki w Primarku za całe 8 euro i piżamkę za 10. Ale jak już kupiłam buty to stwierdziłam, że mi żadna torebka do tych sandałów nie pasuje. Poszłam więc do C&A i nabyłam torebkę do kompletu, z kwiatkiem. Teraz tylko czekać lata, aby to wszystko nosić. 

 

Poza tym niedługo jadę do Polski na urlop, już jestem umówiona ze znajomą i pewnie przywiozę następną walizkę ciuchów.

Ciekawa jestem gdzie ja to wszystko będę nosić??

 

O facetach boję się tu pisać, bo co napiszę to okazuje się, że właśnie zrobiłam coś nie tak. Chyba do tego celu wrócę do mojego tradycyjnego pamiętnika. Papier jest cierpliwy i wszystko zniesie…