Humor

Miałam taką dziwną zmianę: od 11 do 19. Cały dzień w plecy, ale za to nie miałam sprzątania pokojów, tylko jestem oczko wyżej i byłam powiedzmy asystentką supervisora czyli taką przynieś wynieś i sprawdź. Nalatałam się jednak nie gorzej niż na pokojach. Za to miałam klucze do wszystkich prawie pomieszczeń, telefon i mogłam sobie kawę z ekspresu w biurze zrobić. Oraz odmówiłam zostania po godzinach. Tak dobrze mam 😉

 

Skończyłam po 19, poszłam się przebrać, a potem jeszcze weszłam do kantyny się czegoś napić przed drogą. W kantynie siedział Ernest, lat 22. Spokojnie mógłby być moim synem. Bardzo go lubię, chociaż pokoje robi beznadziejnie. Na mój widok powiedział: jak ty dziwnie wyglądasz. Jak to dziwnie, zjeżyłam się. Normalnie.  A jemu się oczy zaświeciły i powiedział: no wiesz o co mi chodzi. Powinnaś tak chodzić 7 dni w tygodniu 24 godziny na dobę. 

 

A ja tylko rozpuściłam włosy, bo w pracy musimy mieć spięte, zrzuciłam służbowe ciuchy, ubrałam buty na obcasie i obcisła bluzkę, włożyłam biżuterię i stwierdziłam, że nie będę poprawiać makijażu, bo szkoda zachodu. Różnica może delikatna, ale dla Ernesta szokująca, bo jeszcze mnie takiej nie widział. Czyli po cywilnemu.

 

Nie powiem, od razu mi się humor poprawił jeszcze bardziej.

 

No dobrze, wiedziałam, że on siedzi na kantynie, specjalnie tam weszłam 😉

Samochwała w kącie stała

Skończyłam 42 lata, ale wyglądam kilka lat młodziej. 35 góra. Jak się wyśpię, dobrze umaluję i ładnie ubiorę nikt mi nie daje więcej. Odkąd schudłam to wyglądam całkiem całkiem, zwłaszcza w ubraniu. Bez ubrania też. Ten Nikt nie narzekał tylko ciągle powtarzał, jakie to mam cudowne ciało. Skończyłam dobre studia, wprawdzie humanistyczne, ale w latach 90-tych, kiedy to siłą jeszcze rozpędu trzymały one poziom. Państwowa uczelnia, jedna z czołowych w kraju. Zrobiłam takie podyplomowe studia dziennikarskie. Znam angielski i francuski oraz łacinę, hebrajski i czytam w gotyku. Gotyk to nie tylko taki styl w sztuce, ale rodzaj pisma jakiego używały kraje kręgu niemieckojęzycznego do początku XX wieku. A nie znam niemieckiego, bo chociaż uczyłam się go 2 lata to jak już dotarłam na studia to niewiele pamiętałam. Czytajcie sobie teraz np. po rosyjsku wprawdzie znając litery, ale ni w ząb nie rozumiejąc języka. A ja miałam z tego piątkę… Pracę magisterską obroniłam na szóstkę, pół roku siedziałam w archiwach i ręcznie sobie robiłam fiszki, które mam zresztą  do tej pory… Prowadziłam strony na Facebooku oraz pisałam artykuły. Niedużo, ale jednak. Piszę wiersze, przeczytałam chyba tysiące książek i nawet B. uważa mnie nie tylko za seksowną, ale inteligentną. Pracowałam w biurze, prowadziłam strony internetowe i różne takie tam rzeczy robiłam w życiu. Lubię komputer i zawsze to ja wszystko wszystkim instalowałam i drukowałam. Obecnie wprawdzie wykonuję pracę poniżej moich możliwości, ale za to zagranicą, z obcymi językowo ludzi w odmiennie kulturowym kraju.


Czy nie powinnam trochę wyżej celować jeśli chodzi o facetów? Zawsze trzymałam poziom w tym zakresie, pewnie dlatego ciągle jestem sama. Nie uważałam się za coś lepszego, tylko sądziłam, że facet powinien być mi pod tym względem równy. Z Danielem przymknęłam oko, że jest „tylko” kucharzem, bo mój młodszy brat też jest kucharzem, świetnym zresztą, a starszy „tylko” stolarzem, który odnawia zabytkowe meble.  Tutaj pracuję z ludźmi w różnym wieku, z różnym kraju i o różnym pochodzeniu, więc zupełnie straciło na znaczeniu to, czego tak kurczowo się trzymałam w kraju. 


I ciągle czuję, ze to co najlepsze, zawodowo przynajmniej, przede mną jeszcze… Czy ja jestem samochowała?

Gry miłosne

Pracowałam sobie wczoraj na popołudniową zmianę, kiedy podeszła do mnie koleżanka. Ot taka karma: niedziela w pracy, za to poniedziałek wolny. Pogadałyśmy chwilę, ja o imprezie i rzuciłam coś o Danielu. Raczej z przyzwyczajenia. Wcale nie chciałam o nim rozmawiać. Ona rzuciła na to, że był u niej wczoraj, zapytała czy wie, że tamta ma męża i dziecko. Daniel ponoć odpowiedział, że dziecko owszem ma, ale męża nie. W sumie nie powiedział nic, o czym i ja bym nie wiedziała. Ma partnera. Pal licho. Zdenerwowałam się, po co ona mi to mówiła? Już byłam całkiem spokojna. Ona sobie poszła, a ja zostałam z moimi palpitacjami. W ogóle nie mogłam się skupić na pracy. Po co oni mi to wszystko mówią? Tamta nie wraca. Potem, że wraca. Dzisiaj znowuż, że jednak nie wraca, zostaje w swoim kraju. 

 

Co to ma za znaczenie? Wszystko jedno są ze sobą, czy nie. Stuknął ją, tamtą czy jeszcze inną. Mnie tylko takie gadanie boli. Jakby to powiedziała specjalnie.

 

Dzisiaj lepiej, ale mam wrażenie, że rzeczywiście jakaś gra toczy się wokół mnie, gra której nie rozumiem i w którą nie chcę grać. 

 

Dupek cd

Napisałam do dupka smsa. Na swoje usprawiedliwienie tylko powiem, że to chodziło o rower, który zostawił u mnie 3 miesiące temu i na który powoli nie mogłam patrzeć. Rower był popsuty, miał go naprawić czy sprzedać czy coś, ale ciągle mu coś stało na przeszkodzie. No i Marysia dzisiaj mi się pyta jak długo ten rupieć będzie tu stał. Ona oczywiście pewnie się domyśla, bo głupia nie jest, że coś tam było, a nie jest, bo przestał przychodzić, Powiedziałam do niej tylko, że dupek. To wyjaśnia wszystko. Zmiękczyłam się winem, nałożyłam maseczkę i napisałam smsa, czy by go nie mógł zabrać do piątku. Do piątku nie może. Jak mi przeszkadza to mam go wystawić. I żebym do niego nie pisała. Ja do niego! Odpisałam to samo co on mi ostatnio: pfff. 

 

Zrobiłam więc tak jak napisał: wystawiłam rower na śmietnik. Skoro zakazał mi pisać do siebie to nie mogę napisać na który. 


W ogóle ma w pracy taką minę jakby był głęboko nieszczęśliwy i jakbym to ja mu coś zrobiła. Raz mi powiedział cześć (chyba przez pomyłkę), a tak to ciągle udaje, że mnie nie ma i nie istnieję. Powinnam się chyba cieszyć, że łaskawie mi odpisał, abym do niego nie pisała.

 

No i oczywiście na pewno dojdzie do niego, że mam za jakiś czas imieniny, zaprosiłam wszystkich znajomych oprócz niego… 

Dlaczego kobiety wolą drani?

Lekko zmęczona, jestem, bo ostatnio u nas dużo roboty. Ludzie nawalają, przychodzą i odchodzą, zgłaszają sicki, ci nowi nie dostają tylu pokoi i my jesteśmy wykorzystywani jak te woły robocze. W zeszłym tygodniu przepracowałam prawie 50 godzin. A nie jestem rekordzistką, ktoś tam miał 64. Dzisiaj więc odmówiłam wcześniejszego przyjścia do pracy. Muszę odpocząć, nie mówiąc o tym, że skończyły mi się czyste skarpetki i muszę się uprać. Zjeść czasami też coś trzeba i poleżeć po prostu. Wprawdzie wolałabym leżeć z kimś, ale ten ktoś udaje, że mnie nie zna (i chyba lepiej, że tak jest), ale zawsze to jakiś odpoczynek. Nie można żyć ciągle pracą. Ja wiem, że my tu funkcjonujemy trochę na innych zasadach, bo większość ma jakieś tam rodziny i znajomych w Polsce, a tu jest tylko tymczasem, dla pieniędzy. Czasami ten tymczas trwa 6 lat, ale zawsze to jednak okres, po którym planuje się wrócić. 


Znajomy, któremu pożaliłam się na perypetie z Danielem postanowił mnie wyswatać ze swoim kolegą. Kolega od razu zaprosił mnie do znajomych na FB, pisał rano dzień dobry, wieczorem dobranoc, donosił gdzie jest i co robi. Sprawia wrażenie miłego faceta. 3 lata starszy, po rozwodzie, ma córkę, bardzo rodzinny tylko mu z żoną nie wyszło. Wszystko fajnie, ale dlaczego mnie jakoś on średnio pociąga, chociaż jeszcze go nie poznałam osobiście, bo do Polski jadę dopiero w maju? Czemu jest tak, że kobiety wolą drani?

Poniedziałek Wielkanocny

Wyspałam się. Wczoraj wreszcie się popłakałam. To chyba gorsze od samego bólu: nie móc płakać. Musiałam się zmiękczyć winem, aby puściło. Rano jednak wcale nie obudziłam się świeża jak skowronek. Za dużo pracy, aby przeszło od razu. Poleżałam trochę w łóżku, odpaliłam laptopa i dopiero potem zeszłam na śniadanie. Marysia poszła do pracy, jestem sama w domu. Upiekłam sobie bułeczki, wyciągnęłam serek biały, żółty, sałatkę łososiową, pokroiłam pomidorki i rzodkiewki. Zrobiłam sobie kawę. Lubię tak siedzieć w kuchni, leniwie jeść i nigdzie się nie spieszyć. Wczoraj na śniadanie miałam musli, więc to jest jakby świąteczne. Oglądam sobie seriale i myślę, że teraz to musi być tylko lepiej. Może po południu wybiorę się na jakiś spacerek, chociaż pogoda nie nastraja do ruchu, bo pada. Tylko, że tutaj często pada. Albo wieje. A najczęściej i pada i wieje, ale jestem przyzwyczajona. Znajdę jakąś parasolkę i przewietrzę się trochę. Jutro niestety znowu do pracy…

Życie jest silniejsze niż śmierć

Święta spędziłam pracowicie, w hotelu. Dużo brudnych pokoi. Teraz siedzę sobie przy czekoladowych jajkach i czerwonym winie. Dziwnie się trochę czuję czytając te wszystkie życzenia, które dostałam. Wiadomo przecież, że święta nie będą ani wesołe, ani spokojne, ani tym bardziej rodzinne, bo rodziny nie mam. Siedzę sama i jest mi tym bardziej ciężko, że bez Daniela. Staram się o nim ze wszelkich sił zapomnieć, ale to nie jest łatwe. Serce nie sługa… nie da się ot tak rozkazać i nie myśleć. Ciężko jest więc bardzo. Właściwie się cieszę, że poszłam dzisiaj do pracy, bo mogłam chociaż przez chwilę wyłączyć mózg. A i tak między pokojami zastanawiałam się co On robi. I tak jestem dzielna, bo od tamtego piątku w ogóle do niego nie piszę, nie dzwonię i unikam kontaktu. A kusi aby napisać, oj kusi.


Nic więc nikomu nie życzę, zacytuję tylko papieża Benedykta XVI:


Życie jest silniejsze niż śmierć. 
Dobro jest silniejsze niż zło. 
Miłość jest silniejsza niż nienawiść.
Prawda jest silniejsza od kłamstwa.

Zmiany

Właśnie wróciłam z popołudniowej zmiany do domu. Ciężko, zwłaszcza że ludzie się wykruszają. Przychodzą i odchodzą jak w kalejdoskopie. To moja czwarta popołudniowa zmiana, ale dobrze, bo nie widuję Daniela. Jak przychodzę to powinien jeszcze być, ale wybieram drogę omijającą kuchnię. I dobrze, bo nie wiem jakby zareagowała. On też nie próbuje się ze mną kontaktować. W końcu się pewnie kiedyś spotkamy, ale mam zamiar udawać, że się w ogóle nie znamy. Nie wiadomo zresztą jak długo w hotelu popracuję, bo narasta konflikt z agencją i jakieś spotkanie na szczycie ma być w przyszłym tygodniu. Chcą nas stąd zabrać. Ja w maju planowałam urlop, nie wyobrażam sobie zmiany hotelu w tej sytuacji. Na pewno w nowym miejscu nie dostanę przecież urlopu. W sumie wolałabym zostać, mimo Daniela, ale tak to jest jak się umowę ma nie bezpośrednio z pracodawcą. Nie wybierasz ani miejsca pracy, ani miejsca zamieszkania. Zastanawiam się co będę robić jak szefowie obu firm nie załatwią sprawy polubownie. Mam zamiar do urlopu pracować tylko na tzw skoczka to jest nie wiązać się z żadnym hotelem, a potem się zobaczy. Może w ogóle rzucę agencję? Znajdę jakąś pracę z wolnymi weekendami… Sama nie wiem.

Pokojówka w Amsterdamie

Wypiłam wczoraj lampkę czerwonego wina. No może dwie. Dobrze przyznaję: więcej. Czerwone wino ponoć dobre na serce. I na sen. Wyspałam się nareszcie. Pogoda ładna, ja nie idę do pracy to pomyślałam sobie, że pojadę do kościoła, tak dawno nie byłam. Najpierw jedną soczewkę przez pomyłkę wrzuciłam do zlewu. Spokojnie, pomyślałam, może w drodze powrotnej wstąpię do Kruidvatu i kupię. Potem weszłam na stronę karty autobusowej, by sprawdzić saldo i doładować. Strona nie działa, a taka specjalna maszynka w Albercie od kilku dni zepsuta, wątpię, aby ją naprawili w niedzielę. Nie jadę! Włączyłam sobie polską tv i co leci? Pokojówka na Manhattanie. Coś dla mnie. Przynajmniej jakieś dobre zakończenie. Nie to co pokojówka w Amsterdamie…

Dzień wolny

Dzień wolny. Jedyny w tygodniu. Nie mogłam sobie pozwolić na leniuchowanie, bo na 11 byłam umówiona do fryzjera i kosmetyczki. Czyli pani Justyny w jednej osobie. Jutro impreza w hotelu, a włosy miały odrost kilometrowy, nie mówiąc o moich paznokciach w stanie tragicznym. Postanowiłam przestać myśleć o Danielu, a trochę pomyśleć o sobie. Teraz są już w stanie mniej tragicznym, za 3 tygodnie muszę powtórzyć zabieg. Włosy zwykle farbowałam sama, ale efekt nie był zadowalający. Przyjechałam z własną farbą. Za całość: podcięcie końcówek, farbowanie oraz paznokcie zapłaciłam 30 euro. Nie przeliczajcie na złotówki. Jak na tutejsze warunki to tanio… 

 

Pani Justyna to rewelacyjna dziewczyna, którą poznałam za pośrednictwem koleżanki z pracy. jak byłam u niej pierwszy raz od razu orzekła, że wcale nie mam słabych włosów, tylko były przez lata źle obcinane. Nie powinno się bowiem stosować degażówek- takich specjalnych nożyczek do cieniowania. Osłabia to bowiem włos, który jest cięty z ukosa. A ja biedna myślałam, że one na końcach tak się szybko niszczą, bo są takie słabe. A to tylko nożyczki. Dzisiaj za to powiedziała oglądając moje paznokcie, że brak mi magnezu i witamin. Trudno się dziwić skoro czasami żyję pizzą i piwem. Magnez kupiłam sobie już jakiś czas temu w chwili natchnienia jak się okazuje, a teraz czas na jakieś witaminki. Nie rzucę przecież pizzy 😉 A tak serio muszę sobie opracować jakąś sensowną dietę…


Poza tym wyprałam ciuchy, posprzątałam chatę, bo to mój tydzień, ugotowałam sobie obiad i już po dniu wolnym. Udało mi się nie myśleć. Może jeszcze trochę i zapomnę…