Miałam taką dziwną zmianę: od 11 do 19. Cały dzień w plecy, ale za to nie miałam sprzątania pokojów, tylko jestem oczko wyżej i byłam powiedzmy asystentką supervisora czyli taką przynieś wynieś i sprawdź. Nalatałam się jednak nie gorzej niż na pokojach. Za to miałam klucze do wszystkich prawie pomieszczeń, telefon i mogłam sobie kawę z ekspresu w biurze zrobić. Oraz odmówiłam zostania po godzinach. Tak dobrze mam 😉
Skończyłam po 19, poszłam się przebrać, a potem jeszcze weszłam do kantyny się czegoś napić przed drogą. W kantynie siedział Ernest, lat 22. Spokojnie mógłby być moim synem. Bardzo go lubię, chociaż pokoje robi beznadziejnie. Na mój widok powiedział: jak ty dziwnie wyglądasz. Jak to dziwnie, zjeżyłam się. Normalnie. A jemu się oczy zaświeciły i powiedział: no wiesz o co mi chodzi. Powinnaś tak chodzić 7 dni w tygodniu 24 godziny na dobę.
A ja tylko rozpuściłam włosy, bo w pracy musimy mieć spięte, zrzuciłam służbowe ciuchy, ubrałam buty na obcasie i obcisła bluzkę, włożyłam biżuterię i stwierdziłam, że nie będę poprawiać makijażu, bo szkoda zachodu. Różnica może delikatna, ale dla Ernesta szokująca, bo jeszcze mnie takiej nie widział. Czyli po cywilnemu.
Nie powiem, od razu mi się humor poprawił jeszcze bardziej.
No dobrze, wiedziałam, że on siedzi na kantynie, specjalnie tam weszłam 😉