Niedziela. Na szczęście do pracy na popołudnie, nie na rano. W przyszłym tygodniu mam 6 dni pracujących, bo ludzie się wykruszają: pracuje stara ekipa, a nowi przychodzą i odchodzą. I bardzo dobrze, będę zmęczona, nie będę mieć sił to może nie będę tyle o Nim myśleć. Zadzwoniłam w czwartek i piątek do Daniela. Chciałam sprawy wyjaśnić, uporządkować i zamknąć. A może miałam nadzieję, że jednak coś z tego będzie? Nie wiem. Niestety on nie odebrał ode mnie telefonów, pisał najpierw, że nie ma czasu rozmawiać, czy coś się stało, potem, że nie chce gadać z nikim. Miałam wielką ochotę napisać mu, że się mi okres spóźnia. Chociaż to nieprawda, bo od naszego ostatniego razu upłynął przeszło miesiąc. Dowiedziałam się ponadto, że się wyprowadził do innego domku, dalej ode mnie. Zrobiło mi się przykro, że wiem to nie od niego tylko od osób trzecich. W końcu byliśmy przyjaciółmi? byliśmy to chyba dobre słowo.
W każdym razie trochę czasu upłynie zanim się wyleczę z tej dziwnej miłości…