Nie mam czasu

Niedziela. Na szczęście do pracy na popołudnie, nie na rano. W przyszłym tygodniu mam 6 dni pracujących, bo ludzie się wykruszają: pracuje stara ekipa, a nowi przychodzą i odchodzą. I bardzo dobrze, będę zmęczona, nie będę mieć sił to może nie będę tyle o Nim myśleć. Zadzwoniłam w czwartek i piątek do Daniela. Chciałam sprawy wyjaśnić, uporządkować i zamknąć. A może miałam nadzieję, że jednak coś z tego będzie? Nie wiem. Niestety on nie odebrał ode mnie telefonów, pisał najpierw, że nie ma czasu rozmawiać, czy coś się stało, potem, że nie chce gadać z nikim. Miałam wielką ochotę napisać mu, że się mi okres spóźnia. Chociaż to nieprawda, bo od naszego ostatniego razu upłynął przeszło miesiąc. Dowiedziałam się ponadto, że się wyprowadził do innego domku, dalej ode mnie. Zrobiło mi się przykro, że wiem to nie od niego tylko od osób trzecich. W końcu byliśmy przyjaciółmi? byliśmy to chyba dobre słowo.

 

W każdym razie trochę czasu upłynie zanim się wyleczę z tej dziwnej miłości…

Oparzenie

Oparzyłam się w piątek, kiedy piekłam w naszym piekarniku bułeczki. Chleba tutejszego nie da się bowiem zjeść i powinni go jako pokutę zadawać. Kupuję zatem takie półsurowe bułeczki, też chemiczne świństwo, ale za to gorące i chrupiące. No i wkładając je do piekarnika dotknęłam ręka rozgrzanego do 220 stopni metalu. Oj zabolało. Wsadziłam od razu rękę pod zimną wodę, ale to chyba się powinno trzymać 20 minut, a ja potrzymałam może ze 20 sekund. Zrobiła się brzydka blizna, ale niczym nie posmarowałam, bo z leków mam paracetamol i rutinoskorbin, nawet plasterki z opatrunkiem mi się skończyły. Było dobrze dopóki dzisiaj nie poszłam do pracy i nie podrażniłam tej świeżo zabliźnionej rany. Zaczęło się brzydko czerwienić. Poszłam ze Zbyszkiem do palarni, nie żebym paliła, ale tam zawsze można było w spokoju pogadać i żalę się na tę rękę. Zbyszek poradził mi smalec, ale to chyba nie jest dobry pomysł. Wtedy Daniel, który też tam siedział, bo on pali, zerwał się i powiedział, że mi coś przyniesie. W ogóle nie zwracałam się do niego, a tu taki rycerz heh. Wprawdzie jak zobaczyłam, że tam siedzi chciałam się cofnąć, ale nie chciałam dać plamy przed kolegą i weszłam całkowicie go ignorując. Przyniósł mi rzeczywiście taki żel chłodzący na oparzenia z drzewa herbacianego. Niestety to chyba działa od razu po oparzeniu, a nie po trzech dniach. Trochę mi się tego produktu ulalo, ale resztką smaruję, bo i tak nic innego nie mam. Kolega ze służby zdrowia po konsultacji online poradził mi opatrunki hydrożelowe, ale dogadaj się tutaj w aptece. Poza tym podejrzewam, że i tak będą koszmarnie drogie. Zwykłe wkładki do uszu, za które w Polsce płaciłam złotówkę, tutaj kosztowały 15 euro. Wzięłam takie za 5 z marketu.

 

Poproszę może jutro Daniela, aby dał mi jeszcze jedną saszetkę, nic innego mi nie pozostaje. Wypłata dopiero w czwartek.  Następnym razem jak będę w Polsce muszę apteczkę uzupełnić, bo nie mam nawet kropli na żołądek.

Weekend

Mam trzy dni wolnego. Specjalnie takie żądanie do grafików złożylam. Zostałam zaproszona przez znajomą parę jednopłciową na ich urodziny i idziemy do pubu. Zabieram moją kieckę, w której wyglądam nie jak jeden, a jak dwa miliony dolarów i mam zamiar się bardzo dobrze bawić. Oczywiście już jestem spóźniona, ale wczoraj jeszcze kupowałam bilety na pociąg w promocji (24 euro zamiast 48) i w sumie poszłam bardzo późno spać, a dzisiaj się jeszcze pakowałam, bo wczoraj już nie zdążyłam.

Wracam jutro, a w poniedziałek mam zamiar poleżeć w wannie tudzież na kanapie i nic nie robić.

Terapia zakupowa

Pobuszowałąm sobie na Zalando. Nie, nic nie kupiłam. Dodałam sobie tylko do listy życzeń starannie dobrane buty, torebki i sukienki. Wszystko przemyślane. Na razie nic nie kupię, nie stać mnie, ale lista życzeń sobie zostanie. Co miesiąc, jak już spłacę najważniejsze długi, sobie będę coś kupować. Od razu mi to postanowienie poprawiło humor. Ponadto udało mi się wytrwać i przez 3 dni z rzędu ćwiczyłam moje pośladki. Powinnam dostać jakąś nagrodę, bo po tak ciężkiej pracy jak moja naprawdę czasami pójście do siebie na górę to wyzwanie. 


Daniel za to przestał udawać już we wtorek, że mnie nie zna. Spotkaliśmy się nawet parę razy, ale tylko w drodze do pracy albo do domu. I w pracy. Rozmawialiśmy nawet normalnie. Nawet ja głupia rzuciłam, że może by wpadł. Nie zareagował pozytywnie. Nie bijcie mnie proszę, oduczenie się Go będzie trochę trwać…

 

Jeszcze 2 dni pracy i mam wolny weekend. Nie zamierzam siedzieć w domu i się zamartwiać. Jadę do znajomych i idziemy na urodziny obydwu do pubu. Zamierzam się dobrze bawić. Może poznam kogoś fajnego?

Torebka dobra na wszystko

W zeszłym tygodniu przepracowałam 47 godzin. Ciężko w dodatku. W sobotę z powodu złej pogody nie odleciały samoloty, a ponieważ parę osób było na urlopie, a inni odmówili przyjścia to ja byłam w pracy prawie 12 godzin. Do domu wróciłam nieżywa. Poszłam sobie poleżeć z Ojcem Mateuszem, ale  oczy mi się zamykały same. W końcu nie wiem, kto kogo zabił. Poszłam spać ale wcale nie wstałam wypoczęta. Niestety ponieważ chciałam mieć wolny weekend (impreza urodzinowa) to będę pracować do piątku włącznie. Coś za coś. 

 

Niestety nikt mnie nie przytulił, nie pocieszył i nie wymasował. Nawet ten nikt nie zadzwonił zapytać się, czy żyję. A dzisiaj ten nikt udawał, że mnie nie zna… Wobec tego odezwałam się do pana B. Niech i ja mam coś z życia. Pan B zachował się jak rasowy facet: zamerdał ogonkiem gotowy na wszystko. I to jemu pożaliłam się na ciężką pracę, niewdzięcznych gości i ciężki los i to on mnie wspierał, o tempora…

 

Za to dziś okazało się, że zostały mi jakieś pieniądze pojechałam na zakupy. Nic tak nie pociesza kobiety jak ciuchy. Albo nowa torebka. Nabyłam więc w Primarku ciemnozieloną torebkę za całe 10 euro i wróciłam zachwycona do domu, bo okazało się, że świetnie się ją wozi na rowerze. W ogóle jakoś ostatnio pieniądze mi się bardziej trzymają, to chyba dobrze wróży. 

 

Teraz czas na ćwiczenia pośladków. Zainstalowałam sobie świetną aplikację ćwiczącą i robię drugie podejście. Trzymajcie za mnie kciuki 😉

Kto nie ma szczęścia w miłości…

..ten ma szczęście w pieniądzach. A może w kartach to było? Grunt, że z facetami to mi nie za bardzo wychodzi. Co do Daniela to macie oczywiście rację. Krzyżyk na drogę. Trudno powiedzieć, że jesteśmy chociażby kochankami. Za rzadko się to odbywa. Ot jak mu najdzie ochota to sobie przypomni i wpadnie na piwo, ale generalnie ma mnie w pompce. 


Za to jeśli chodzi o kasę troszkę się jakby poprawiło. Trzy dni z rzędu dostaję napiwki: przedwczoraj przeszło 20 euro za noszenie bagażu, wczoraj 15 funtów mi kobitka na korytarzu wręczyła, a dziś było 4 euro. Mogłoby tak codziennie być. Odkryłam też, że agencja mnie chciała oszwabić 10 centów na godzinie, więc będą mi musieli wyrównanie dać. 

 

Oby tak dalej to może w końcu wyjdę na prostą. Z facetami dam sobie spokój. Tyle lat byłam sama to i dalej mogę. Trudno: nie wszystko można w życiu mieć.

Histeryczka

Jak już powiesiłam na nim wszystkie psy z okolicy oraz podzieliłam każdy włos na czworo na mojej głowie to on sobie wczoraj zadzwonił co robię, bo stoi pod drzwiami. Okazało się, że w niedzielę po prostu zaspał o czym bym się dowiedziała, gdybym zadzwoniła. Ma jakiś zastępczy telefon i nie umiał z niego wysłać smsa. Powinien zadzwonić, powiedziałam, że go następnym razem zabiję. Właściwie to on powinien zadzwonić. No i był u lekarza, dostał antybiotyk, jest na zwolnieniu i w pracy też nie był. A ja zdążyłam przeanalizować sprawę ze znajomą, która go zna, bo pracowała ze mną w hotelu. Oczywiście byłam w połowie pewna, że to moja wina, bo znowu coś zrobiłam nie tak. W drugiej połowie za to, że jemu coś odbiło.


Dobrze, że on o tym wszystkim nie wiedział. Widać to ja jednak mam jakiś problem ze sobą, że przywiązuję wagę do takich głupot to po pierwsze. Po drugie powinnam podejść do tej znajomości na luzie: owszem spotykamy się od czasu do czasu, on mi coś tam po przyjacielsku naprawi czy doradzi, ale pary z nas nie ma, nie będzie i nie mam co się przejmować, że się nie odzywa, W końcu nic mi nie obiecywał. Może będzie, ale moja postawa i tak nic nie zmieni, los pokaże…

 

Ja za to powinnam zająć się sobą. Języki, podróże, gimnastyka. Chociaż znajoma, która jest po psychologii powiedziała, że to jest tylko chwilowe rozwiązanie, rodzaj ucieczki. Problem bowiem zostaje… Zachowuję się jak gimnazjalistka. Albo histeryczka. Mam za małą pewność siebie. To też znajoma mi powiedziała w ramach terapii na Messengerze. Tylko jak ją podbudować?

Ma mnie w dupie

Fajnie tak rano wstać, w trzaskającym jak na Holandię mrozie (-4C) i się przespacerować. Musiałam odprowadzić koleżance rower, który mi pożyczyła podczas swojej nieobecności i wracałam pieszo. Mój został naprawiony i jeździ, więc nie zostałam bez środka komunikacji. Podczas takiego spaceru od razu życie staje się mniej bolesne, zwłaszcza, że słońce świeci bardzo ostro i jest bardzo jasno. 

 

Rower naprawił D, w sobotę. Miał wrócić, miała być kolacja ze śniadaniem, ale zdzwonił, że źle się czuje i wpadnie rano na śniadanie. Ustalimy koszty serwisu 😉 Nie przyszedł, nie zadzwonił, nie odpisał i generalnie ma mnie gdzieś. Mam nadzieję, że co najmniej umarł, bo tylko to go usprawiedliwia. Wiem, wiem, że jestem głupia. Obiecałam sobie, że to ostatni raz tak na niego czekam… Skoro nie zasługuję nawet na jeden głupi SMS? 

 

Powinnam sobie co rano powtarzać jako afirmację: ma mnie w dupie, ma mnie w dupie, ma mnie w dupie…

Męskie gacie

Podczas sprzątania w hotelu można różne rzeczy pozostawione przez gości znaleźć. Bieliznę osobistą czystą i brudną. Zagubione skarpetki, pojedyncze albo w parach. Ubrania wierzchnie, a nawet buty. Raz nawet takie buty mi się skapnęły, bo pani kupiła, przymierzyła, stwierdziła, że za ciasne i zostawiła z karteczką, że możemy sobie zabrać, bo ona nie chce. Można też znaleźć biżuterię, ale częściej znajduje się torby po zakupach i puste butelki. Nawet skrętów nie zostawiają, skąpcy. Napiwki to najrzadsze co się w hotelu znajduje, choć ostatnio bardzo przyjemna japońska wycieczka zostawiła mi 19 euro i 2 dolary. Japończycy to najbardziej ulubieni hotelowi goście, bo oni ręczniczki po sobie złożą, łóżko pościelą, śmieci zgarną do woreczka, kubki po sobie umyją i zostawią napiwek. Zawsze. 


Jednak to co znalazłyśmy podczas piątkowego sprzątania nawet mnie zadziwiło. Robiłyśmy tzw deep cleaning czyli sprząta się to co zazwyczaj się pomija. Wybebesza się łóżko i pierze wszystkie narzuty, poduszki, kołdry, firanki, czyści sejfy i szuflady. Szczoteczką do zębów. Myje się wszystkie półki, drzwi, ściany i sufity. Zaczyna się właśnie od łóżek, bo kolega przychodzi z urządzeniem i pierze wszystkie dywany. Podniosłyśmy więc duży materac w jednym z pokojów i co zobaczyłyśmy? Zwinięte w kłębek męskie gacie, paczkę papierosów i zapalniczkę. Żeby to tam wsadzić gość musiał wywalić kołdrę, zdjąć prześcieradło, podnieść cięzki materac i położyć to na samym środku łóżka. Na pewno nie dał rady to zrobić, jak sobie tak leżał. Nie wiem co to miało być? Zostawił sobie zapasy na potem, czy to jakiś talizman miał być? Uśmiałyśmy się jak cholera 🙂

 

Na szczęście w innym pokoju był napiwek, 3 euro do podziału. Ja wzięłam te papierosy, niedobre bardzo zreszta, a koleżanka suszarkę, którą Japończycy wyrzucili. Zawsze jakiś zysk 🙂