Zazdrość

Weronika to jedna z moich koleżanek, młodsza ode mnie ze 20 lat. Starannie do mnie mówi : proszę pani, mimo że tu wszyscy są do siebie po imieniu. Dziwna trocha, nie wiem, czy brak jej dwóch klepek, czy może coś bierze, a może to pokolenie Z czy jakoś tak, urodzone ze smartfonem w ręku? Nie wiem, jakaś taka bezpłciowa…

 

No ale ma jedną zaletę: ma 21 lat i jest młoda. Usłyszałam dzisiaj wymianę zdań między nią i Danielem i cały mój spokój odszedł w siną dal. On obiecał jej napisać, ona mu przypominała, żeby się postarał. Zupełnie niepotrzebnie zepsuło mi to cały dzień. 

 

Trochę dlatego, że ja go o coś zapytałam przed południem i nie odpowiedział. Weronice na pewno nie zapomni napisać…

 

 

Czy to przyjaźń czy kochanie?

Odbyłam z Danielem 2-godzinną rozmowę. Odbyła się ona na jego prośbę. Stwierdził, że musimy sobie wyjaśnić sytuację z zeszłego poniedziałku. Myślałam, że to pożegnanie, zwłaszcza, że on odchodzi z pracy. Kupiłam jego ulubione wino. Nie przyszedł jednak, bo w Holandii nastąpiła katastrofa narodowa, czyli spadło jakieś pół milimetra śniegu i nie dojechał.  Najpierw przełożyliśmy spotkanie na następny dzień, a potem zadzwonił.  Zapytał mnie od razu na wstępie, czego oczekuję.  „Niczego”: chciałam rzucić fochem. Powiedziałam jednak, że chcę wiedzieć na czym stoję: jesteśmy razem czy nie jesteśmy i mogę się czuć swobodnie? Przeprosił mnie za swoje zachowanie z niedzieli, stwierdził, że on już taki jest. Ja na to, że poczułam się bardzo źle. Zaproponował przyjaźń. Ale nie taką przyjaźń, jaką ci oferuje były już facet w nadziei, że dasz już mu spokój. To ma być przyjaźń, aby się lepiej poznać. On nadal boi się sytuacji, w której jak się będzie starał to potem i tak z tego nic nie wyniknie. Trochę go rozumiem, ale dla mnie to nadal wymówka. 

 

Daniel zaproponował, że mam mu założyć konto oszczędnościowe i on będzie mi wpłacał pieniądze z przeznaczeniem na leczenie zębów. Po czym w sobotę przelał mi 50 euro.  Mam mu nie wypłacać pod żadnym pozorem. Zapytał też, czy pójdę z nim do tego dentysty. Ja mu się z kolei przyznałam ile mam długów i ile spłaciłam. Głupio mi, że to wszystko to moja głupota, bo poszła na spłatę poprzednich kredytów, a on spłacał ciężką pracą komornika, którego miała jego zmarła mama.

 

Teraz nie wiem, czy dobrze zrobiłam, ale zgodziłam się na tę przyjaźń.  Przyjaźń nie będzie podejrzewam czysto platoniczna, bo już usłyszałam, że seks ze mną jest fantastyczny i w łóżku jestem zajebista. Kurcze, chociaż w czymś jestem niezła ;)

Jutro

Dzisiaj zrobiłam sobie dzień leniuszka i cały dzień wygrzewałam się w łóżku w piżamce, bez makijażu i w okularach. Byłam zmęczona po pracowitej bardzo niedzieli, obolała i zmęczona. W dodatku czułam, że zbliża się przeziębienie. M. poczęstowała mnie czymś mocnym na rozgrzewkę, bo na gorący prysznic nie ma co u nas liczyć. Znaczy woda jest, nawet bardzo gorąca, ale tylko chwilę. Da się od biedy umyć, ale wygrzać już nie. 


Jutro niestety trzeba będzie już pójść do pracy. Niestety, bo spotkam Daniela. Z tego co mówił, jego widok będzie mnie męczył jeszcze jakieś 2 tygodnie. Potem kończy mu się umowa z agencją i nie zamierza jej przedłużać. Nie wiem: udawać, że go nie widzę, czy grać obrażoną księżniczkę? Ja chyba ciągle w głębi serca liczę, że on zmądrzeje i do mnie wróci. Rozsądnie jednak tłumaczę sobie, że on tego nie chce, woli być sam, a po ostatniej akcji stracił do mnie zaufanie. Ciągle mi przecież powtarzał, że trudno mu zaufać. Może i dobrze, że się zwalnia, bo ja na razie niestety nie mogę sobie na to pozwolić. Muszę sobie odłożyć na jakiś pokój, a to nastąpi jak spłacę przeterminowane długi. Mam wypowiedzianą kartę kredytową, 3 raty kredytu, nieopłacone rachunki za polski telefon, z którego i tak nie korzystam i takie tam różne zobowiązania. Może w kwietniu wyjdę na prostą. A i tak najpierw muszę oddać dług bratu. Chciałam sobie dorobić i ogłosiłam się na lokalnym serwisie, że chętnie komuś prywatnie posprzątam mieszkanie, ale poza facetem, który chciał mi zapłacić 50 euro za godzinę masowania nikt się nie odezwał. Szkoda, bo znajoma M. dorabia ponoć w ten sposób 100-120 euro dziennie. Parę takich dniówek i byłabym do przodu.

 

Szkoda tym bardziej, że miałabym czym zająć umysł w wolne dni. Poza internetem nie mam tu żadnej rozrywki. Ciągle sobie obiecuję, że będę się uczyć języków, ale jakoś zapał mi mija po paru razach. Nie czytam też prawie wcale, bo nie mam tu za wiele książek. Może jak stanę na nogi kupię sobie Kindle… Aż wstyd jak się tu zapuściłam. Uchodziłam kiedyś za inteligentną. A gdzie wylądowałam? Myję kible w jakimś hotelu zagranicą. To oczywiście wszystko moja wina, to ja narobiłam tych długów. 

 

kiedy poznałam Daniela myślałam, że spotkałam kogoś w kim znajdę oparcie. Któremu będę się mogła zwierzyć. Są takie sprawy, o których nikt nie wie. Niestety źle wycelowałam… Znowu jestem sama… To boli…

 

Jak zapomnieć?

Jak zapomnieć? Da się? Przetłumaczyć sobie rozsądnie, że z tego i tak by nic nie było. że lepiej teraz niż później? Nie da się głupiemu sercu wyjaśnić. Ono się wyrywa i tęskni. Do tych silnych ramion, w których było tak dobrze. Co z tego, że tak krótko? 

Nie nadążam

Niedzielę spędziłam pracowicie- zmieniłam ileś tam dziesiąt łóżek, wróciłam o wpół do jedenastej wieczorem i taka byłam zmęczona, że w poniedziałek wstałam dopiero o dziesiątej. Nie było zbytnio czasu na myślenie. Poniedziałek miałam wolny. Smażyłyśmy z M pączki. Znaczy M smażyła, ja asystowałam. Piłyśmy wino, gadałyśmy i w ogóle było bardzo przyjemnie. Prawie już zapomniałam o Danielu kiedy właśnie zadzwonił. Najpierw pomyślałam, że mu się przez pomyłkę coś włączyło i nie odebrałam. Zadzwonił drugi raz, więc wyciszyłam telefon. W sumie dzwonił sześć razy, potem napisał, że mam oddzwonić. A kij mu w oko! Zaczął więc dzwonić via Messenger. Trzy razy. Nie odebrałam. Napisał, że koniecznie musimy porozmawiać, jeśli nie odbiorę to przyjedzie. Nie uwierzyłam i słusznie. Role się odwróciły, teraz to ja nie chciałam z nim rozmawiać. To nie był foch. Chciał abym mu się nie narzucała? Tylko zapomniał dodać, że to działa w jedną stronę i on może się narzucać mi. Znowu nocka nieprzespana, bo zastanawiałam się co takiego chce mi powiedzieć. 


Zaczęłam się w końcu łamać i napisałam smsa, bo bałam się faktycznie przyjedzie i narobi rabanu, ale nie dowiedziałam się nic ponad to, że on wie o czym chce rozmawiać i że i tak mi powie, tylko później. 

 

Dlaczego nie chce mnie zostawić w spokoju?

 

Ps: może zacznę pisać scenariusze do telenoweli? Byłby hit heh

Pierwszy dzień reszty mojego życia

Wstałam dzisiaj w znacznie lepszym nastroju, choć nadal nie czuję się zbyt dobrze. Chyba jednak jakoś przeżyję tę znajomość. Agonia jednak trwała trochę dłużej, bo tego samego wieczoru, kiedy zarzucił mi kłamstwo o północy napisał, że chce się spotkać i wyjaśnić. Rozmowa w cztery oczy to jednak nie to samo co na FB. Ok, choć na początku się żachnęłam; chce rozmawiać z kłamczuchą, o czym? Przyjechał w końcu po 2 dniach. Wyglądał na bardzo, ale to bardzo zmęczonego. Tm bardziej doceniłam, że jednak się chciało mu do mnie jechać. Powiedział do mnie czule „ty krętaczko”, porozmawialiśmy i zaproponował, że przyjedzie do mnie nazajutrz. OK. Porozmawiamy. Nazajutrz jednak okazało się, że to nie jest zmęczenie tylko ma grypę. Wszystko było normalnie dopóki wieczorem nie napisałam mu wiadomości jak się czuje. No i zaczęło się. Chce być sam i nie chce aby się ktoś o nie go martwił. OK. Dobił moje serce i napisałam mu żegnaj. Tym razem będę konsekwentna. Został tylko popiół i nauczka…

 

Kiedy więc rano wstałam na śniadanie dziwiłam się, że aż tak dobrze zniosłam ostatnie dni. Zaczęłyśmy wyrzucać z M. produkty które zostały w lodówce po poprzednich lokatorach. Poprzednio pozbyłyśmy się towarów, które zalegały na mikrofali oraz kosmetyków i ręczników z łazienki. Nie rozumiem ludzi, którzy wyprowadzając się nie zabierają wszystkich swoich rzeczy. Potem nie wiadomo czyje co jest i tak zalega miesiącami. W jednym słoiku odkryłyśmy koperek, na pewno po przodkach. Był też ser, z którego pleśni rosło trzecie już chyba pokolenie. Zabrałam się za mycie tych półek z takim zapałem, że aż M. mi się zapytała co mi się stało.Trzeba czym zająć umysł. Następna będzie szafa u mnie w pokoju, bo znowu mam tam groch z kapustą.

 

Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty mojego życia. Mam zamiar dobrze te życie spędzić. Ze sobą. Na razie wyleczyłam się z wszystkich facetów. 

This is the end

To jednak koniec. Taki prawdziwy. Nawet nie chce mi się pisać, o co poszło. Zarzucił mi kłamstwo. On był szczery, a ja kłamię. Zagroził, że mnie zablokuje, więc obiecałam, mu więcej do niego nie pisać. Wyszło mi bokami pisanie z różnymi ludźmi, dostałam nauczkę. Postanowienie noworoczne: jak najszybciej wynoszę się z tego hotelu. Spłacę najpilniejsze potrzeby, odłożę na swój pokój i zmienię pracę.

Głupota wrodzona

Przeprosił. Ponoć prosto ode mnie pojechał do jakiś znajomych na urodzinowego drinka. Drink okazał się być z extazy i wyłączyło go to na resztę wieczoru. Nie był w stanie odpisać, a naprawdę miał zamiar wrócić. Zapytał, czy może podjechać po książkę, bo ma zamiar przeczytać. Ponoć był w lekkim szoku na jaki temat był, bo zapomniał, że mi mówił. Ja takich rzeczy nie zapominam. Pozwoliłam. Wyciągnęłam książkę ze śmieci, zapakowałam na nowo. W końcu książka niewinna. Przyjechał. Znowu się nie wyspaliśmy… i bądź tu kobieto twarda. Tym razem zostawił u mnie plecak, ładowarkę, koszulkę i szczoteczkę do zębów. Rozmawialiśmy. Powiedział mi, że nie może mi się oprzeć…


Głupia się urodziłam i głupia umrę chyba. Może jednak tak od razu nie przejmować się każdą głupotą? I więcej egoizmu. 

Samotność

Hmmm Daniel był u mnie. Przyniósł wino. Przyszła potem moja współlokatorka, więc to nie była randka. Prezent jaki mu kupiłam obejrzał, stwierdził pół żartem, że wolałby ebooka, bo ma za dużo książek i na końcu go zostawił. Niby, że wróci jeszcze. Nie wrócił. Znowu pewnie mu dwa słowa napisałam potem za dużo, bo teraz cały dzień milczy. Znowu się wystraszył plotek czy coś. Taka byłam zła, że książkę wyrzuciłam w nocy do śmieci. Mam zamiar się do niego nie odzywać. Na razie chyba dam sobie spokój z facetami, bo to nie jest coś co mi wychodzi. Muszę zająć się pracą i zarabianiem, bo banki do mnie piszą, firmy wzywają do zapłaty, ciągle z czymś zalegam i o tym powinnam myśleć. Tylko o tym.

 

Znowu się jednak okazało, że zrezygnowałam z czegoś dla niego, ale oczywiście niepotrzebnie. Wczoraj bowiem była u nas impreza integracyjna dla całego zespołu i wyszłam wcześniej, aby się z nim spotkać. Trzeba go było olać.

 

Następnym razem jak mi się zapyta, czy mam ibuprom powiem, że to nie apteka. Trzeba o sobie myśleć, bo nikt więcej się o mnie nie zatroszczy taka jest prawda.

Temperatura wzrosła

Jak już ustaliłam sama ze sobą, że z Danielem to tylko przyjaźń akurat zadzwonił. Oglądałam sobie Ojca Mateusza i właściwie powinnam iść spać, bo już było po północy, ale jakoś tak cieplutko było i ten Mateusz taki mądry 😉 Co z tego, że następnego dnia na ósmą do pracy? Daniel zadzwonił i zapytał, czy nadal mam ten ibuprom. Mam. To on podjedzie. Okazało się, że go nadal ząb boli, do dentysty na razie nie poszedł. Niestety wszystko w tym kraju piękne, ale dentysta drogi, a nasze ubezpieczenie agencyjne nie pokrywa wydatków z tym związanych.

 

Przyjechał, choć już myślałam, że coś się stało, bo mieszkamy naprawdę blisko siebie. Pogoda jednak w tym kraju wietrzna, a ostatnie dni wieje bardziej. Widać było, że cierpi, dostał ibuprom, potem drugi i siedziałam z nim przy stole w kuchni o pierwszej. Widziałam jak zwija się  bólu, a nie wiedziałam jak mu pomóc 😦 Nawet powiedział, że jak chcę iść spać to on sobie pójdzie. Akurat! W takim stanie? Ja i tak bym nie usnęła wiedząc, że go boli. Potem wyraził życzenie, że chce się ze mną położyć. Poszliśmy na górę do mnie i tak nie spaliśmy sobie całą noc, bo weź tu się wyśpij we dwoje na wąskim łóżeczku.

 

Ja nie jestem pewna, czy tak przytulają się przyjaciele 😉 Nawet kołdra nam nie była potrzebna taka byłam gorąca. Dosłownie 😉 Nic więcej nie było, potem o piątej zadzwonił budzik (jego) i koniec spania. Dostałam potem smsa, że jednak nie jedzie do pracy. Po walce z sobą stwierdziłam, że ja też. Wieje tak, że na rowerze bym nie ujechała, na karcie nic nie mam, aby autobusem pojechać i wrócić, a wypłata dopiero wieczorem. Fajnie tu jest, że po prostu zgłaszasz „sicka” i nic o cię nie pyta. A pracować naprawdę nie byłam w stanie po nieprzespanej nocy.