Temperatura opadła

Z Danielem nastąpiło wyraźne ostudzenie temperatury. To znaczy generalnie nie spotykamy się, chociaż jesteśmy w ciągłym kontakcie. Nie ma dnia, abyśmy nie rozmawiali albo na Messengerze albo nie pisali smsów albo nie dzwonili, spotykali się w pracy albo u wspólnych znajomych czy na kawie. Ciągle mi się zwierza, że akurat przyszedł do domu albo wyszedł do pracy. Piecze bułki. Boli go ząb i mu organizuję ibuprom. Oglądam dziurę w kurtce, którą sobie kupił. Pożyczam mu 4 euro, kupuję papierosy i dostaję buziaczki. Najczęściej wirtualne. Jak mnie widzi oczy mu się śmieją, ale nie chce jakoś rzucić się na mnie niestety. Zachęcam go jak mogę, ale skoro nie chce to nic na siłę. Wszystko zmierza chyba raczej ku temu, abyśmy zostali przyjaciółmi. A ja już byłam gotowa szukać lekarza, aby mi pigułki zapisał, ale skoro nawet nie będziemy kochankami to po co się mam niepotrzebnie truć?

 

Szkoda, że nie można mieć akurat tego faceta, który ci się podoba. Zawsze jakoś jest na odwrót: chcą cię ci, których ty nie chcesz. Mariusz by chciał, ale odkąd go ochrzaniłam za te 5 telefonów nie odzywa się. I bardzo dobrze. Z B. nic nie będzie, stwierdziłam, że jednorazowe numerki jednak nie dla mnie. Nie jestem seks maszyną. 

 

Wracając do Daniela to zamówiłam mu prezent na urodziny, które ma w piątek. Książkę z dziedziny, którą się interesuje. Mam nadzieję, że mu się spodoba. Przyjaciele mogą sobie przecież robić prezenty?

Ojboli

Ponoć Blue Monday dzisiaj jest, najbardziej depresyjny dzień w roku. Ja tam akurat z tego powodu żadnej depresji nie odczuwam. Stresuję się tylko sytuacją z Danielem, bo co staram się sobie wytłumaczyć, że nic z tego nie będzie to akurat on się odzywa. Powiedzmy jednak, że to są całkiem przyjemne kłopoty, bo od czasów Młodego z nikim nie byłam. Trudno nawet powiedzieć, że z Młodym tworzyłam jakiś związek. Znaczy jest postęp jeśli chodzi o relacje z facetami.


Nie stresuję się nawet faktem, że jest poniedziałek, a ja muszę iść do pracy. Po wolnym weekendzie to może być faktycznie mocno przygnębiające. Z tym, że ja nie miałam wolnego weekendu, a do pracy idę dopiero w środę. Na popołudniu. Urządziłam sobie wobec tego poranek SPA. Wanna z solą i pianką, Maska na włosy. Maska na twarz. Depilacja tu i ówdzie. Od pewnego czasu zwłaszcza ówdzie. Balsam do mojego boskiego ciała. Pedicure. Lakier sobie wybrałam morski. Albo turkusowy? Cholera wie. Jak już się cała zrobiłam na bóstwo i zaczęłam alkoholizować winem czerwonym zostawionym przez współlokatorów, którzy się właśnie rankiem wyprowadzili i ubrałam w końcu to Daniel zadzwonił, czy mam ibuprom, bo coś tam go boli. Mam. Wobec tego przybędzie.


Każdy pretekst dobry, choć z doświadczenia wiem, że bolący ząb nie skłania do pieszczot, a raczej do tego, aby kogoś zabić. Byleby tylko przestało boleć 😉

Myślenie ma przyszłość

Wczoraj kończę wieczorną zmianę, schodzę do szatni i co widzę na telefonie? Pięć nieodebranych połączeń. Myślę sobie: Daniel, coś się w domu stało, choć brat do mnie ostatnio raczej nie dzwoni. Patrzę a to Mariusz, z którym byłam ostatnio na piwie w zeszłą sobotę. Może chciał mnie znowu zaprosić, przez cały tydzień zagadywał, a w piątek się koło mnie kręcił. ja mu się nawet nie dziwię, bo fajna ze mnie laska 😉 Ale dzwonić pięć razy do kobiety, z którą się było raz na piwie i parę razy gadało w pracy? Napisałam, że to przegięcie. Nie odpisał.


Daniel też się nie odzywa, myśli teraz znowu. Na kawie był, po godzinie wyszedł, bo coś tam musiał odebrać, dostałam buziaka i tyle go widziałam. Zastanawiam się jak nastolatka: odezwać się pierwsza, czy dać mu czas? Naciskanie w jego przypadku nic nie da. Musze liczyć na to, że się namyśli jednak 😉

Zawał

Dzisiaj bym dziada zabiła. Albo zeszła na zawał. Albo jedno i drugie. Wyszliśmy z pracy razem i myślałam, że będziemy razem wracać. Oglądam się: nie ma go. To już nawet nie chce ze mną wracać rowerem? Całą drogę przez moją głowę przebijały się różne myśli: zabiję go, rzucę fochem, napiszę, że mi zrobił przykrość, nic nie napiszę, zwalniam się z hotelu, będę udawać, że go nie znam. Serce waliło we mnie jak salone. 

 

Kiedy doszłam już do wniosku, że jednak zaraz zejdę na zawał, dogonił mnie. I pyta, gdzie mu uciekłam i że całą drogę mnie gonił. A to ładnie!

 

Chociaż może dobrze mu zrobiło, że musiał mnie gonić, bo zaraz zapytał, czy pijemy dzisiaj kawę. I że przyjdzie. 

 

Z tym, że zawał nie od razu ze mnie zszedł. Będzie mi musiał to wynagrodzić, oj będzie!

Otwarte drzwi

Od soboty codziennie z kimś innym się upijam. W sobotę byłam na piwie z Mariuszem. Było całkiem sympatycznie, ale dla mnie to tylko kolega. On chyba niestety ma nadzieję na coś więcej. Ja nie. Jakoś nie czułam chemii między nami, no trochę dziwny jak dla mnie. Możemy pójść na jakąś wspólną imprezę, ale to wszystko. W niedzielę miałam wolne, poszłam do Eweliny, z którą pracuję w hotelu. Było bardzo fajnie, ale wypiłyśmy na spółkę 2 wina i napoczęłyśmy trzecie, więc już nie byłam zdolna pojechać na następny dzień do B, tak jak planowałam. Po południu zgadałam się z Marcinem, który przeprowadził się w pobliże moje i pojechałam na wino i muzykę:


Nie minęła chwila i puka ktoś do drzwi… Daniel. Potem przyszedł jeszcze Dawid, też z kuchni i para, która mieszka z Marcinem w domku. No i chłopaki poszli po wino, potem po następne i rozkręciła się niezła imprezka.


Najlepsze było jednak to, że w trakcie imprezy Daniel wyszedł, jak to on, mówiąc, że może wróci. Pewnie by nie wrócił jak go znam. Napisałam mu więc smsa, że ma przyjść, bo ktoś musi mnie odprowadzić. Wprawdzie Marcin mieszka 5 minut rowerem ode mnie, ale w tej Holandii te domki wszystkie takie podobne, zwłaszcza po ciemku. Wrócił więc, odprowadził, tłumaczył się i przepraszał. I całował. Mówił, że mu trudno zaufać. Słabo się jednak bronił 😉

 

Zostawiam mu więc otwarte drzwi, ale nadal mam zamiar żyć. W razie czego wie gdzie mnie znaleźć.

Klin

Postanowiłam nie czekać jak tak wdowa na to aż Daniel się jednak namyśli i zacząć żyć. umówiłam się na dzisiaj na piwo z Mariuszem, któremu już raz obiecałam spotkanie po czym zgubiłam numer telefonu. Jutro z kolei idę do koleżanki z pracy na wino, sałatkę i plotki. Zwłaszcza plotki 😉 W poniedziałek idę do B, który ma być moim klinem.

Powiem jednak szczerze, że jakby teraz do mnie Daniel napisał, że tęskni to bym się nie zastanawiała ani chwili… takam głupia.

Przejdzie mi mam nadzieję.

Rozdział zamknięty

Spędziliśmy razem fajnego Sylwestra we dwoje. Pożegnaliśmy się normalnie, jak ludzie. 3 dni pisaliśmy do siebie. Dzisiaj dowiedziałam się, że jednak chce być sam, nie chce się starać, a wszystko zmierza w tą stronę.

OK, skoro tak ma być to facet nie jest dla mnie. Rozdział zamknięty.

Powrót

Wróciłam do Holandii. Podróż nie przebiegała bez problemów. Najpierw okazało się, że źle zrozumiałam faceta od busa i zaszło nieporozumienie co do godziny odjazdu. W związku z tym na gwałt musiałam szukać przejazdu autobusowego prawie pewna, że nic nie znajdę. Na szczęście w związku z dużym zapotrzebowaniem odjeżdżały dwa a nie jeden autokar. Potem na punkcie przesiadkowym już mieliśmy odjeżdżać kiedy okazało się, że pan bagażowy szukał właściciela zielonej walizki. Okazało się oczywiście, że to była moja walizka i to najważniejsza, bo z laptopem. Całą drogę zastanawiałam się, czy pozostałe dwie torby dobrze odprawili. Potem musiałam te walizki tachać na dworzec i na autobus, a potem do domu. Zorientowałam się, że zostawiłam kawiarkę w Polsce. Nie wyobrażam sobie kawy bez kawiarki! Oko mnie całą podróż swędziało i teraz mam czerwone i podrażnione. Musiałam wydać prawie 10 euro na jakieś krople, ale nie wiem czy dobre. Mam wrażenie, że typowo holenderskie.

 

Potem jak już zatachałam trzy walizki do domu to przekonałam się, że ogrzewania nadal nie ma. Już drugi tydzień. Nie mogą się dogadać z właścicielem domu. Koleżanka z domku wraca jutro, więc pożyczyłam od niej grzejnik. Nie wiem co będzie jak już wróci. Chyba zadzwonię do agencji z awanturą.

 

Potem już było lepiej. Daniel po ostatniej jeździe w dół jaką mi zafundował zrobił się do rany przyłóż. Niepotrzebnie brałam to osobiście, chciał mi się po prostu wyżalić. Postanowiłam się niczym nie przejmować i żyć chwilą. Na nic więcej przecież i tak nie mam wpływu. Daniel za to pisze mi teraz, że oto przeprasza, nie odpisał, bo usnął. Albo właśnie wychodzi do domu. Albo musi telefon oddać do naprawy, nie będzie mógł dzwonić, czy mogę wysłać mu jeszcze raz numer telefonu?

 

Przyszedł dzisiaj na kawę, potem poszliśmy do mnie na górę, ale głównie przytulaliśmy się. W ogóle przeczytałam dzisiaj, że człowiek powinien przytulać się cztery razy dziennie, ale nie wiem jak długo to przytulanie ma trwać. Mam wrażenie, że odrobiliśmy dzisiaj normę za kilka par 😉 Hotel na Sylwestra wybrany, z Polski przywiozłam zajebistą kieckę, szampan już kupiony i już się nie mogę doczekać niedzieli. Natomiast nie wiem jak poruszyć sprawę wyznań, które robił mi na Messengerze, może poczekać aż się jednak otworzy sam?

Kalejdoskop

Już miałam B odsyłać do narożnika. Już się cieszyłam na tego Sylwestra. Chyba za wcześnie. Chyba, bo z Danielem wszystko jest niepewne. Wczoraj jeszcze mi się pytał co bym chciała na tego Sylwestra, ja mu obiecałam pończoszki, a dzisiaj wstał lewą nogą. Współlokatorzy go obudzili rano, a potem pokłócił się z bratem. W związku z tym woli być sam. Nie chce nikomu ufać, nie musi nikomu odpisywać, stara się i też nikt go nie zawiedzie. Nie wiedziałam co mu napisać, ciężko takie rozmowy na odległość się prowadzi. No i znowu mnie zablokował na FB, choć tym razem nic mu nie zrobiłam. Chyba, że dowiedział się o B?


Nie wiem teraz czy mam go sobie odpuścić, czy może jednak zmusić, aby mi to w oczy powiedział? Jak go przekonać, że może mi ufać skoro ja sama nie wiem, czy można?


W każdym razie życie mi nie szczędzi niespodzianek, a z Danielem to jak w kalejdoskopie. Góra dół. Kusi mnie jednak, aby się też więcej nie odezwać, zmienić pracę od stycznia oraz numer i niech się martwi sam o siebie. Nie tylko z jego powodu, przecież dawno chciałam zmienić pracę na lepszą.

 

Może jednak nie dać mu spokoju? Czuję, że jest nieszczęśliwy…

Wigilia, noc cudów

Wigilia, noc cudów. Zwierzęta mówią ludzkim głosem. Szkoda, że nie ludzie. Przynajmniej nie wszyscy. Choć mój brat się przełamał, odzywa się do mnie, dostałam nawet od niego 2 słoiki grzybów suszonych. Reszta bez zmian. Dziwnie się czuje, choć może i dobrze, że nie  składamy sobie nieszczerych życzeń przy suto zastawionym stole, przed którym nie można uciec.

 

Daniel w nocy do mnie z pracy pisał. Sama nie wiem co mam o tym myśleć. Sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie. Po spędzonym wspólnie wieczorze we wtorek właściwie myślałam, że będzie mnie unikał jak poprzednio. Odezwał się. Zaproponował wspólnego Sylwestra, choć myślałam, że raczej będzie udawał, że nic się nie stało i że możemy być przyjaciółmi. Tylko.

 

Potem pogodziłam się z myślą, że będziemy kochankami. Choć pewnie ciut innymi niż to co mi proponował B. czyli czysto techniczną sex date. Daniel chciał ze mną spędzić czas. Miło bardzo.

 

Teraz pisze mi, że musimy poważnie porozmawiać. Czy chciałabym, aby to między nami było oficjalnie? Zaskoczył mnie jak cholera. Nie wiem. Boję się. Jestem starsza, oprócz tego różni nas wszystko. Pochodzenie, wykształcenie, sposób na życie. A jednocześnie tyle łączy. Nie rozumiem jednak tego wszystkiego. Dlaczego najpierw czaił się, potem przede mną uciekał, a teraz pyta mi się, czy chciałabym związku? Napisałam mu, że nie wiem, ale że mi na nim zależy. Nie chcę aby się wystraszył, nie chcę naciskać, ale to on wyszedł z inicjatywą. Może mnie sonduje? Niemożliwe przecież, abym mu się podobała aż tak. On mi odpisał, że też nie wie. Nic nie rozumiem.

 

Może jednak to był powód dla którego on wtedy na moją półżartobliwą uwagę tak ostro? Zależało mu na mnie i zabolało go wtedy moje odezwanie?

 

Wigilia, noc cudów?