Z Danielem nastąpiło wyraźne ostudzenie temperatury. To znaczy generalnie nie spotykamy się, chociaż jesteśmy w ciągłym kontakcie. Nie ma dnia, abyśmy nie rozmawiali albo na Messengerze albo nie pisali smsów albo nie dzwonili, spotykali się w pracy albo u wspólnych znajomych czy na kawie. Ciągle mi się zwierza, że akurat przyszedł do domu albo wyszedł do pracy. Piecze bułki. Boli go ząb i mu organizuję ibuprom. Oglądam dziurę w kurtce, którą sobie kupił. Pożyczam mu 4 euro, kupuję papierosy i dostaję buziaczki. Najczęściej wirtualne. Jak mnie widzi oczy mu się śmieją, ale nie chce jakoś rzucić się na mnie niestety. Zachęcam go jak mogę, ale skoro nie chce to nic na siłę. Wszystko zmierza chyba raczej ku temu, abyśmy zostali przyjaciółmi. A ja już byłam gotowa szukać lekarza, aby mi pigułki zapisał, ale skoro nawet nie będziemy kochankami to po co się mam niepotrzebnie truć?
Szkoda, że nie można mieć akurat tego faceta, który ci się podoba. Zawsze jakoś jest na odwrót: chcą cię ci, których ty nie chcesz. Mariusz by chciał, ale odkąd go ochrzaniłam za te 5 telefonów nie odzywa się. I bardzo dobrze. Z B. nic nie będzie, stwierdziłam, że jednorazowe numerki jednak nie dla mnie. Nie jestem seks maszyną.
Wracając do Daniela to zamówiłam mu prezent na urodziny, które ma w piątek. Książkę z dziedziny, którą się interesuje. Mam nadzieję, że mu się spodoba. Przyjaciele mogą sobie przecież robić prezenty?