Miałam wczoraj urodziny. Czterdzieste szóste! Jak ten czas szybko leci, jeszcze wczoraj pierwszy raz szłam do szkoły, a już jutro będę sobie wybierać laskę. Spędziłam moje urodziny właściwie samotnie, bo wprawdzie dostałam masę życzeń, Artur to nawet najpierw pisał potem dzwonił, a prezent (francuskie perfumy) dał mi już w niedzielę, ale imprezę robię dopiero w piątek. Poza tym dziadek sobie pojechał na wakacje do Polski i akurat baluje we Wrocławiu. Samochodem pojechał wyobrażacie sobie? Ciągle mi wysyła fotki z podróży na zmianę z foliarskimi newsami.
Wieczorkiem więc otworzyłam winko i samej sobie powinszowałam. Myślałam, że może Artur domyśli się mi zrobić niespodziankę, ale to tylko facet i w dodatku Holender. Jak zaprosiłam go na piątek to będzie w piątek. Trudno być o to złym. Ja też na ogół jestem poukładana. Może powinnam mu powiedzieć, że ma mi zrobić niespodziankę? Ale wtedy nie byłoby zaskoczenia.
Patrzę sobie w lustro i nie widzę tych czterdziestu sześciu lat. Czasami oglądam jakieś kobiety w telewizjach i zastanawiam się jak to jest możliwe, że one są młodsze, a wyglądają gorzej? Geny? Też pewnie, bo mama nawet po 30 wyglądała na nastolatkę. Potem życie jej dokopało: nieudane małżeństwo, niepełnosprawny syn, jego śmierć, matka umierająca na raka… Ja nie dorobiłam się męża, nie mam dzieci, choć moja matka też umierała na raka… Staram się dbać o siebie, od lat używam regularnie kosmetyków i zdrowo się odżywiam (na ogół hehe) Czuję jednak czasem, że zdrowie już nie to, bo tu boli, tam strzyka i czasami wstaję połamana.
Co zrobić, czasu nie da się cofnąć, można tylko przyjąć co los da. A los ostatnio dla mnie łaskawy. Najlepszym prezentem urodzinowym była mina Artura po miesiącu rozłąki. Rozradowana twarz i uśmiech od ucha do ucha.
To był naprawdę udany weekend. Pogoda była przepiękna- świeciło słońce, nie padało, nie wiało jak w Holandii. Jednego dnia chodziłam jedynie w t-shircie, tak było gorąco. Przypiekłam się tego dnia troszkę nawet, bo nie spodziewałam się, że może aż tak świecić słońce. To jednak góry. Może nie tatry, ale Ardeny też całkiem wysokie. Prawie w ogóle nie było turystów. Spotkaliśmy trochę ludzi na szlakach, ale generalnie pusto. Co oczywiście ma też swoje minusy- dla właścicieli małych hoteli, pensjonatów czy restauracji. Właściciele hotelu, w którym się zatrzymaliśmy kupili go półtora roku temu. To zresztą Holendrzy. Będą musieli zamknąć interes, bo nawet gdyby nagle otwarto wszystko to ich już to nie uratuje. Stracili pewnie oszczędności życia. Mogą liczyć tylko na turystów, bo miejscowość niewielka, kilkanaście domów.
Rano klient do mnie napisał, że dziękuje bardzo, ale już mnie nie będzie potrzebował. Zdarza się, choć nie spodziewałam się tego i to w dodatku przed samymi świętami. Jakiś czas temu wprowadziła się do niego dziewczyna, może to ona będzie mu teraz sprzątać? Raczej nie wyglądała mi na taką co to lubi sprzątać. Zawsze jak u nich byłam to nie wyglądało specjalnie czysto, delikatnie mówiąc.