Weekend był bardzo przyjemny, ale intensywny. Artur przeczołgał mnie po okolicy, a ja dawno tyle nie chodziłam. Teraz cierpię, bo kolanka mi tego nie darują i bolą. Ostatniej nocy musiałam wstać i smarować się maścią. Mam nadzieję, że koleżanka przywiezie mi z Polski nowy świeży zestaw apteczny, bo tu można nabyć podobną maść, ale słabszą i cztery razy droższą. Oraz paracetamol. Jak już jesteś umierająca to może ci poradzą wziąć ibuprom…
Dziadek wkurza mnie coraz bardziej i zaczęłam szukać mieszkania. Właściwie nic nowego się nie dzieje, wszystko to są ciągle te same sprawy. Dziadek się nie zmienił, to ja się zmieniłam. To na co przymykałam oko, biorąc to za cenę mieszkania w jednoosobowym pokoju okazuje się kosztem dodanym. Znajomi się pytają chyba się z nim aż tak źle nie mieszka i mówią, że przesadzam, że on chce być taki pomocny. No ale to ja muszę tolerować ciągle otwieranie i wchodzenie do mojego pokoju. Ostatnio była u niego córka na kawie i podziwiała mój stanik, którego nie zdążyłam schować i który wisiał sobie na krześle. potrafi mi wysłać na raz kilkanaście wiadomości czy maili. Dlatego go na Whatsuppie wyciszyłam a maile usuwam bez czytania. Nie to, że tam są jakieś obsceniczne propozycje, po prostu jest tego tyle, że nie mam czasu. Poza tym on ma inne poglądy niż ja i czuję się jak zwolenniczka PO, którą bombarduje zwolennik PiS.
Problem w tym, że sama jestem sobie winna. Od początku się na to zapowiadało, jeszcze zanim spotkaliśmy się w rzeczywistości dziadek mi wysyłał masowo wiadomości na Whatsuppie. Systematycznie naruszał moją przestrzeń osobistą. Wchodzenie do pokoju bez pukania też mu się zdarzało. Nie kiedy drzwi były zamknięte, ale jak już tylko przymknięte to owszem. Nie potrafiłam mu powiedzieć, że sobie nie życzę. Jak typowa kobieta sądziłam, że sam się domyśli…
I już teraz wiem, jaki popełniam błąd w relacjach z facetami. Znaczy jeden, bo pewnie inne też są: akceptuję milcząco coś, a potem się okazuje, że to mi się nie podoba. Powinnam dziadkowi/facetowi/koleżankom mówić: dziękuję za propozycję, zastanowię się, rozważę i ci odpowiem. Albo dziękuję, zastanowię się, jak będę zainteresowana dam ci znać. A ja mówię: no może faktycznie to dobry pomysł.
I Arturowi tak powinnam była powiedzieć: dziękuję za propozycję, zastanowię się. Wykurować kolana i powiedzieć, że lubię zwiedzać, ale nie mogę chodzić tyle kilometrów bez przygotowania, bo będę cierpieć. I chociaż widoki były ładne, a Artur sympatyczny, to teraz wydaje mi się, że za szybko się zgodziłam na wyjazd.