Artur dzisiaj przychodzi do nie na kolację. To znaczy pierwszy raz do mnie, bo do tej pory spotykaliśmy się u niego. Jakoś mi się nie uśmiechały randki we troje z dziadkiem, który jest w dodatku zaciekłym foliarzem, anty-Rutte (premier Holandii) i mogłoby dojść do małego spięcia. Dziadek jednak w końcu jedzie sobie gdzieś na dwa dni i mam wolną chatę. W związku z tym od wczoraj sprzątam. Wiecie jak to jest: zawodowo się sprząta, a prywatnie raz na jakiś czas. To nie jest moja pasja, że się tak wyrażę. Głównie mam artystyczny nieład, tu ciuchy, tam książki albo ekspres do kawy, który kupiłam okazyjnie. Wczoraj po holenderskim zaczęłam układać to co leżało na wierzchu, a dzisiaj po powrocie z pracy zabrałam się za gruntowne porządki. Czego się nie dało sprzątnąć albo wyrzucić upchnęłam. Musi chyba częściej przychodzić, bo wtedy będę miała w miarę czysto. Byleby nie chciał zaglądać do szafy 😉
Szkoda, że nie mam swojego mieszkania, bo wtedy mógłby przychodzićczęściej. Od niego z pracy pociągiem tu jest może 20 minut. No ale małe studio w dobrej cenie w Holandii to marzenie ściętej głowy. Na socjalne czeka się latami. Prędzej się Artur oświadczy niż ja to mieszkanie znajdę.
Znamy się dopiero cztery miesiące, więc nie powinnam tak żartować chyba, ale w sumie dobrze nam ze sobą. Nie opierałabym się 😉
💓😊
PolubieniePolubienie
No właśnie ! i dlatego wywal z głowy tę głupią wróżbę 🙂
PolubieniePolubienie
…
PolubieniePolubienie