Foch

Nie wiem, czy nie przesadziłam z fochem, bo Artur zaniepokojny moim milczeniem dzwonił w niedzielę trzy razy, a wczoraj aż pięć. W końcu odebrałam i powiedziałam, że jestem po prostu zmęczona. To też była prawda, ale nie chciałam z nim rozmawiać, bo się na niego trochę gniewam. Oczywiście jak to facet, nie zauważył, że się na niego gniewam, tylko jak to pisał „zaczął się trochę martwić”. W końcu poczułam się osaczona, bo dwa razy mu odpisałam, i w niedzielę i w poniedziałek, trochę chłodno, ale nie umarłam przecież. Mogę nie mieć humoru, czy mieć gorszy dzień? Wiem, że powinnam mu od razu powiedzieć, co mi leży na wątrobie, ale jakoś nie umiałam. Bo jeśli to są tylko moje omamy?

W każdym razie w tę niedzielę nie jadę do niego. Jak chce to może przyjechać tutaj. Pójdziemy na spacer, niedaleko jest piękne jezioro, możemy wziąć lunch ze sobą, albo pójść do knajpki. Potem on sobie pojedzie oglądać Formułę 1, a ja będę miała popołudnie dla mnie. Raz u mnie raz u niego, czy to nie będzie sprawiedliwie?

Dodaj komentarz