Karma

Fala upałów ledwo Holandię omiata. Bliskość morza powoduje, że wieje i nie jest aż tak bardzo gorąco. Upalnych tak naprawdę było tylko kilka dni, temperatura maksymalnie wynosiła 32 stopnie. Jeden dzień był fatalny, musiałam skrócić pracę u jednego klienta, bo z trudem to znosiłam. Poza tym nie jest źle.

Diety się trzymam, ale na siłownię jeszcze nie dotarłam. Mam zamiar wystartować od jutra, we wtorek jestem umówiona na trening z trenerem personalnym. W lodówce same zdrowe rzeczy, nie mieszczą mi się już na półkach. To jest ta słaba strona diet. Np dziś na lunch miałam sałatkę z połową gruszki. Co zrobić z drugą połową? Nie mam dzieci czy faceta, żeby ich namówić na zjedzenie resztek. Zrobiłoby się sałatkę z całą gruszką i ktoś by to na pewno zjadł. A tak nawet psa nie mam.

Na facetów w ogóle się nie nastawiam jakby ktoś pytał. Nie mówię, że nie, ale specjalnie nie szukam i nie zachęcam. I nie, nie wierzę już w to, że ktoś tam czeka za rogiem i poznam kogoś przypadkiem i to będzie to. Już 20 lat tak czekam na taki przypadek i same robaczywki się mi trafiają. Pamiętam taką lekcję religii, na której ksiądz powiedział, że są trzy rodzaje powołań. Do życia w kapłaństwie, do życia w rodzinie i do życia w samotności. Mi się trafiło to ostatnie i tak już musi widać być. Zostaje mi adoptować psa, żeby ktoś się cieszył na mój widok jak wracam z pracy. Taka karma mi się trafiła, trudno.

Upały

Do Holandii zbliża się fala upałów. Wcale się z tego powodu nie cieszę. Bardzo mi się przyjemnie do tej pory żyło. Czasem padało, czasem wiało, temperatury były umiarkowane. Dzisiaj ma być 28 stopni, potem będzie tylko gorzej. Nawet nie wyobrażam sobie, jak będę pracować w tym upale. Co innego jak sobie siedzisz przy biurku, w klimatyzowanym biurze. W hotelu w zeszłe lato było okres, że obowiązywało zaciemnienie. Nie powiem, było trochę chłodniej, ale bez cudów.

Jedye dobre w tym, że będę mogła zacząć nosić letnie ciuchy. Niestety znowu przytyłam i niektóre są mi trochę za ciasne. Lustro też nie pozostawia wątpliwości. Postanowiłam więc, że muszę schudnąć. Jak to ja, czasami mi zajmuje to dużo czasu, ale jak już się zdecyduję to podchodzę metodycznie. Wyciągnęłam starą dietę, zrobiłam listę zakupów i wykreślam sobie kolejne produkty. Zapisałam się też na siłownię. Mam bowiem matę, ciężarki i jakieś programy Chodakowskiej, ale od dłuższego czasu mata się tylko kurzy. Mam nadzieję, że mobilizacja w postaci rocznego abonamentu podziała. I powiedzmy sobie, że te 20 euro na miesiąc to ja oszczędzę na chipsach, ciastkach, piwie i innych niezdrowych rzeczach, więc jakoś to nie uderzy w mój budżet.

No i może poznam kogoś fajnego 😉

Czerwone paski

Dzisiaj zakończenie roku szkolnego. Na Facebooku wysyp świadectw z czerwonym paskiem. Tak a propos dlaczego zakończenie jest tak wcześnie? Wydawało mi się, że to zawsze jest jakoś po 20-stym, ale ja dosyć dawno chodziłam do szkoły, własnych dzieci, a mama nauczycielka nie żyje od 7 lat i nie jestem na bieżąco…

Trochę mnie to śmieszy, ale ja osobiście nigdy nie miałam świadectwa z czerwonym paskiem, moja mama zresztą nie przywiązywała do tego aż takiej wagi. Lubiłam czytać, byłam dobra z historii, z matematyki opanowałam dodawanie, odejmowanie oraz ułamki i procenty. Już przy cosinusach odpadłam, a całki mnie całkiem dobiły. Tylko w ósmej klasie zmobilizowałam się, aby mieć piątki w drugim semestrze z matematyki z fizyki, chemii i matematyki, tak aby wyrównały się z trójami z pierwsze semestru i powstały piękne okrągłe czwórki. W szkole średniej było różnie, z polskiego pisałam piękne wypracowania, ale nudziła mnie gramatyka i inne takie. Studia skończyłam z najwyższą oceną. Zawsze nadrabiałam ładnym stylem pisania, wszyscy mi to mówili i może wybaczali inne mankamenty. Byłam po prostu leniwa i nie chciało mi się uczyć z góry do dołu wszystkiego jak leci. Wiecie jak to jest… kto jest dobry z wszystkiego ten jest dobry z niczego.

Ale oczywiście nie napisze tego wszystkiego na Facebooku, bo wszystkie kuzynki, znajome i przyjaciółki chwalące się świadectwami swoich pociech śmiertelnie się na mnie obrażą. Uważam, że to bez sensu i że polska szkoła tak naprawdę generalnie reprezentuje słaby poziom. Zabija w dzieciach ciekawość świata, bazuje na uprzedzeniach, zrzuca na ich barki strasznie dużo materiału pamięciowego i nie przygotowuje do życia.

Nauczyciele zaś nie cieszą się ani szacunkiem społeczeństwa, ani wysoką pensją, nie są poważani ani przez rodziców, ani przez uczniów, a w szkole co najwyżej mogą dostać zawału tak jak w tej placówce, co to dyrekcja ich poczęstowała szkoleniem antyterrorystycznym.

Sobota

Bardzo, ale to bardzo nie chciało mi się wstać dzisiaj. Wczoraj byłam na grillu u znajomych Rumunów i wprawdzie nie wróciłam późno, ale wcześniej miałam trzech klientów, wstałam wcześnie, napracowałam się, potem wypiłam ze 3 piwa… Jak wróciłam do domu to stwierdziłam, że jak się położę to już nie wstanę. To ostatnio moja ulubiona rozrywka. Nie położylam się, tylko nastawiłam pranie. Posprzątałam u siebie w pokoju, co wymaga zachodu, bo mam zabytkowe meble, które lubią się kurzyć i które mają różne zdobienia. ładnie to wygląda, mam pokój bardzo stylowy, ale sprzątać tu nie lubię. Poszłam na zakupy, Odebrałam dziadkowi zamówienie. Obok jest fryzjer, weszłam i już wsiąkłam. Pani wprawdzie wyglądała jakby pracowała za karę, cena była dosyć wysoka, ale jak już nałożyłam sobie farbę i ułożyłam włosy doceniłam cięcie. Ostatnio u fryzjera byłam w grudniu, a farbowałam się przed samą Wielkanocą, w domu. Lubię dobrze wyglądać, a po za tym bizneswoman jestem 😉

Teraz mam czas chwilę odsapnąć, przed angielskim. Jutro niedziela, to sobie odpocznę. Dziadek baluje w Pradze to mam chatę dla siebie. Nie robię imprezy, nie zapraszam nikogo, zamierzam się po prostu wyspać….

Zielone Świątki

Zrobiłam sobie aż dwa dni wolnego. Czysta rozpusta, bo na ogół musi mi wystarczyć niedziela. Soboty nie wliczam, bo na ogół pracuję do południa, a zdarza się, że i po południu. Skorzystałam jednak z okazji, że tutaj obchodzi się aż dwa dni Zielonych Świątek, jedna klientka odwołała moje sprzątanie, to odwołałam drugą. Stwierdziłam, czemu mam się zabijać dla paru euro, też mi się należy wolne. Niestety nie mam etatu, więc w taki dzień wolny nie zarabiam. Nie mam funduszu wakacyjnego, ani urlopowego, tak jak to tutaj jest, kiedy się ma kontrakt z agencją czy jakąś firmą. Powinnam może sobie odkładać z zysków, ale na razie koncentruję się, aby płacić zobowiązania, teraz już na bieżąco. Trochę klientów odpadnie mi w wakacje, bo najpierw oni wyjeżdżają, potem ja wyjeżdżam. Takie są minusy pracy „na swoim”. Ale wiecie, ponieważ moje walory intelektualne są równie ułomne jak moja figura, pewnie to moja wina, że nie potrafię gospodarować pieniędzmi. Gdybym umiała, pewnie bym nie wylądowała na obczyźnie odrabiając polskie długi. Zdaję sobie jednak sprawę, że w kraju nigdy bym tego wszystkiego nie spłaciła, bo przyszedł taki moment, że miesięczne zobowiązania przekraczały moje zarobki.

Wczoraj sobie po prostu poleżałam, pojechałam nad jeziorko, ale bez żadnego kąpania , bo pogoda tutaj pochmurno-deszczowa. Nie ma upałów, poza tym jednym, jedynym dniem. Może to i dobrze, bo nie pracuje się dobrze, kiedy tak gorąco. Dzisiaj odwiedziła mnie koleżanka, której obiecałam mój stary rower. Pojechałyśmy do Primarku, bo u niej nie ma. Ja nic nie kupiłam, bo po pierwsze czekam, aż mi przelewy spłyną, bo zapłaciłam czynsz, a po drugie dawno stwierdziłam, że tam to tylko szmaty wiszą i nie warto wydawać ciężko zarobionych pieniędzy, na coś, co rozpadnie się po dwóch praniach. Pogadałyśmy, wypiła kawkę i pojechała. Mam nadzieję, że żyje, bo do domu kawałek ma, a rower nie był najnowszy. W dodatku postał sobie trochę na powietrzu, co mu na pewno dobrze nie zrobiło.

Jutro znowu dzień pracy. I tak do śmierci… Na emeryturę nie mam co liczyć, ani tu ani tam. Nie chciałabym chorować długo i boleśnie. Chciałabym odejść nagle i szybko. Nie cierpieć. Dosyć się napatrzyłam na szpitale , kiedy mama chorowała. Od pobytu tam można być tylko bardziej chorym.

Warto było

Pojechałam w niedzielę nad to morze, droga była przyjemna, plaża wspaniała i nawet nie zauważyłam, kiedy się trochę przypiekłam. Teraz cierpię 😦 Ubrałam się w sukienkę, ale i tak słońce mnie dopadło. Może za karę, bo nie wzięłam stroju, pomna na mój cellulitis i nadwagę. Na plaży widziałam panią z taką nadwagą i takim cellulitem, że moim bym nie zrobiła wrażenia. Dwie panie leżały nawet z gołym cycem, ale żaden nie robił wrażenia. Jedna miała ze 30 kilo nadwagi, a druga anoreksję i dwa pryszcze. Nie wiem czym tu się chwalić…

Spłaciłam dzisiaj kolejne zobowiązanie. Od początku pobytu tutaj spłaciłam już przeszło 38 tysięcy złotych. Miałam trudne chwile, zdrowie mi wysiada, nogi czasami bolą i czuję, że te 2,5 roku dały mi w kość. Gdybym jednak miała wybierać drugi raz to bym przyjechała ponownie. Warto było!

Party

Wybieram się na imprezę urodzinową. Do przyjaciółek z hotelu. Pogoda akurat zrobiła się znakomita, więc ubrałam moją kieckę do ziemi, udając, że wcale mi tyłek za bardzo nie wystaje. U fryzjera byłam ostatnio w grudniu, grzywkę sobie podcinałam sama, bo raz szkoda kasy, dwa nie ma czasu, moja polska fryzjerka zjechała, a do tutejszych trochę się boję chodzić. Jest wprawdzie taki salon centrum, którego główną zaletą jest to, e nie trzeba się wcześniej umawiać, ale coraz to inna mnie strzygła. Wolałabym taką co mnie zna, moje włosy też zna i wie że nie lubię cięcia degażówkami.

Impreza miała być nocowaniem, chociaż to jeden przystanek autobusem. Uznałam jednak że co własne łóżko to co innego. Zrobię sobie rano śniadanko do łóżka, włączę jakąś francuską telewizję, a potem pojadę sobie rowerem nad morze. Tylko 15 km. Kupiłam bowiem ten elektryczny rower i to był strzał w 10. Oprócz tego spłaciłam jednego brata, drugiemu też bym coś wysłała, ale klienci płacą z opóźnieniem. Nie wszyscy oczywiście. Gotówka po sprzątaniu ma swoje zalety, ale księgowy woli przelew, do banków też muszę przelewy i potem jechałam wpłacić tę gotówkę na konto.

Pogoda na wyprawę idealna, bo ma być jutro około 29 stopni. Przejadę się, poleżę na plaży, wypiję piwko, zamoczę nogi i wrócę. A tak po imprezie wstawałam nie u siebie, nie chcieli mnie nigdy wypuścić, wracałam późnym popołudniem do domu i cały dzień zmarnowany. A tak może zacznę powtarzać ten francuski. Książki wyciągnęłam i nabierają mocy urzędowej. Z angielskim łatwiej, bo mam umówione lekcje i nie ma zmiłuj.

Życzcie mi przyjemności. Patrze w lustro i wprawdzie tyłek za duży, ale reszta OK. Myślałam, żeby zapisać się na siłownię, koszt nieduży, ale czy to ja będę chodzić? Wczoraj po całym dniu jeżdżenia i sprzątania o 22 nadawałam się tylko do łóżka. Oczy mi się same zamykały…

Paris, Paris

W pracy coraz lepiej, więc postawiłam, że pojadę w tym roku na jakiś urlop. Już w zeszłym roku myślałam o Paryżu, ale nie wyszło, bo hotel mi nie dał urlopu, a Marcel nawalił. Tym razem pojadę z przyjaciółkami. Pięć kobiet w Paryżu, na 3 dni, wiecie co się będzie działo? Oczywiście to ja wzięłam na siebie organizację całości, to jest szukanie pokoju, transportu i rozrywek, bo znam francuski. Znam to za dużo powiedziane, uczyłam się w liceum, potem miałam na studiach, ale dawno nie używałam. Dziewczyny mi jednak zaufały, przelały kasę na hotel i nawet znalazłam fajny apartament w cenie 144 euro za osobę. Wychodzi po 48 euro od osoby. Pojedziemy pociągiem, bo z Amsterdamu kursują fajne połączenia kolejowe.

Przedtem jest 25-lecie matury. Znaczy to lecie będzie teraz jakoś w maju, ale obchodzone będzie we wrześniu. Na początku w ogóle nie brałam takiej możliwości, ale koleżanki z klasy się odezwały i jadę. Miałam jechać do domu w lipcu, ale w takim razie wezmę sobie 2 tygodnie urlopu we wrześniu, a do tego czasu będę ciężko pracować. Nie jadę żadnymi busami: do PL zarezerwuję sobie lot. Należy mi się chyba?

Teraz muszę zacząć powtarzać ten francuski, skoro powiedziałam, że znam. Ograniczyło się to do wyciągnięcia książek…

Co dalej

Zrobiłam sobie administrację, wystawiłam fakturki, powpisywałam wydatki i dochody do obu budżetów, zaplanowałam na co wydam kasę w przyszłym tygodniu (księgowy, angielski, brat, żadnych butów) i mam nadzieję, że przyjemniej spędzacie niedzielne wieczory. Osobiście też wolałabym w czyichś ramionach, ale co zrobić. Musi mi wystarczyć wino. Patrzę w lustro i widzę fajną laskę, z twarzy. Gorzej z resztą, ale w sumie co to za różnica, kilo w tę, czy 9 kilo w tamtą 😉 Inteligentną. Oczytaną. Wspierającą. Ciepłą. Mogę nawet te koszule prasować, bo umiem. Gotuję, nikt się nie otruł jeszcze. Lubię dzieci i zwierzęta. Mecze mogę też oglądać, na piwo puszczę. Brudnych skarpetek nie będę prać, ostrzegam. Sprzątać generalnie nie lubię, wolę artystyczny bałagan. Co zrobić, jak nie ma dla kogo prasować tych koszul. Będę prasować dla siebie 😉

Liczę dochody w maju i wychodzi mi ponad 2000 brutto. Właściwie jaka jest różnica między dochodami, a przychodami? Netto będzie więcej niż miałam w hotelu. Jak dobrze pójdzie, to za półtora roku będę całkowicie czysta i oddłużona. Pytanie: co dalej?

Nie wierz nigdy mężczyźnie

Ogól nogi. Następnie załóż spodnie, tak aby nie było widać, że te nogi ogoliłaś. Nie ogól pach. Następnie załóż bluzkę bez rękawów, tak aby było widać, że owych pach nie ogoliłaś. Tak wiem, 100 lat temu kobiety się nie goliły. Tak wiem, że to zmowa firm produkujących maszynki do golenia i kremy, tak aby zbić na nas kasę. Tak wiem, że to narzędzie ucisku kobiet. Powinnam śmiało tę pachę wystawić w autobusie, tak aby połączyć się w niemej walce z moim siostrami. Czułam się niestety tylko głupio, pocąc się w kurtce, mimo że ładna pogoda.

Poza tym u mnie praca praca praca. Jutro mam dwóch klientów, jednego stałego drugiego ekstra. W niedzielę idę ekstra do stałych klientów, którzy sprzedają dom i potrzebują sprzątania, bo w poniedziałek przychodzi potencjalny nabywca. Płacą 20 euro za godzinę, więc pójdę, bo mi się pieniądze rozchodzą na boki i nie na to co miałam zaplanowane w budżecie. Znaczy budżet źle skonstruowałam, bo nie przewidziałam np. zakupu pasty do zębów, ale i różnych zachcianek. Może nie powinnam nosić przy sobie kasy ani kart płatniczych?

No i B nie oddał reszty kasy. Chyba powinnam potraktować to jako nauczkę i zapomnieć. Nie wierz nigdy mężczyźnie…