Nieważne kupony

Klientka dzisiaj powiedziała, że była niezadowolona z ostatniego sprzątania i prasowania. To było tydzień temu, a ja dopiero dziś dostałam feedback. Potem całe 4 godziny myślałam, czy wszystko dobrze zrobiłam. U niej mam akurat dużo prasowania i to utrudnia wszystko. Ja prywatnie nie prasuję. Znaczy prasuję, ale przed wyjściem albo przed zużyciem, pościeli na przykład. Ja dziś prasowałam te koszulki z Primarku za 3 euro i już wiedziałam, że wyjmą je pogniecione. Dlatego nie lubię prasować wszystkiego na zapas. Po co skoro i tak trzeba to zrobić na nowo?

Rozmawiałam też dzisiaj z koleżanką, która też prowadzi taki biznes i która jest moją inspiracją. Poradziła mi co zrobić z klientami serwisu: przejąć! Ona tak robi. Najdalej na drugim spotkaniu mówi, że jak chcą więcej to bezpośrednio. Jak się nie zgodzą to bierze następnych. Ślubu przecież z nimi nie brałaś-mówi mi. A ja się tu męczę z nimi od grudnia, bo chce być taka super uczciwa…

Żeby było śmieszniej serwis przysłał mi dzisiaj kopertę, a w niej koszulkę firmową, rękawiczki i kupony zniżkowe na produkty sprzątające ważne do… 31 grudnia zeszłego roku…

600 gram

Żyje, żyję tylko jak już przyjdę do domu wieczorem i uplaszczę tyłek przed telewizorem to nie mam siły włączać laptopa i pisać. Teraz zrobiłam administrację tj wystawiłam i wysłałam faktury, wpisałam spotkania w kaledarz dla Urzędu Skarbowego, zobaczyłam co mnie czeka w nastepnym tygodniu i zmusiłam się, aby napisać.

Udało mi się schudnąć całe 600 gram. Dlatego tak mało, bo trochę się opuściłam i odpuściłam sobie. Nie zawsze mam czas przyszykować sobie coś na drogę, biorę kanapkę i jabłko, ale okazuje, że to za mało i jestem głodna. Potem nadrabiam wieczorami. I tak powstrzymuje mnie obecność dziadka, aby nie chodzić do lodówki i nie wyżerać wieczorami. Nie mam ostatnio siły ćwiczyć, ale jak dzisiaj zrobiłam gdzieś z godzinę z hakiem na rowerze plus praca 8 godzin to się liczy jakbym ten fitness zrobiła. Co innego jakbym siedziała za biurkiem, a ja się ruszam. Tylko muszę się pilnować z jedzeniem.

Poza tym tylko pracuję i liczę kasę, bo niestety nie jestem na bieżąco. Już mi niedużo brakuje, ale potem Wielkanoc, planuję przyjazd do Polski i …znowu w plecy. Muszę sobie chyba odłożyć na ten wyjazd, bo tydzień bez pracy to ładna dziura w moim budżecie. Co zrobić jednak skoro ciągle wszystka kasa rozchodzi się w mgnieniu oka? Trzeba więcej pracować, a raczej znaleźć więcej bezpośrednich klientów. Przy 3 godzinach tracę przeszło 10 euro… w miesiącu uzbiera się ładny grosz. Choć na razie serwis ratuje mój budżet, ale na dłuższą metę jest nieopłacalny…

Sen telefoniczny

Wczoraj dla odmiany miałam sen telefoniczny. Śniło mi się, że zalałam i potłukłam swój telefon. Mam na tym tle traumę, bo utopiłam ze trzy telefony i staram się unikać kontaktów typu telefon-woda. Obudziłam się nad ranem, nie całkiem przytomna spojrzałam na aparat, aby sprawdzić godzinę tego neie daj Boże proroczego snu. Akurat włączyła się jakaś aktualizacja i kazało mi wpisać PIN. Nie całkiem przytomna wpisałam trzy razy źle i byłam smuszona wstać o czwartej rano w poszukiwaniu kodu PUK… Także ten, teges wyspana to ja raczej nie byłam.


Teraz siedzę z farbą na głowie, bo mam straszliwe odrosty. Normalnie to tragedia dla kobiey, ale ja mam siwe. Zaczęłam siwieć na studiach i od tego czasu nieustannie farbuję. Ostatnio robiłam to w domu, przed świętami, bo w domu dysponuję wanną, gdzie swobodnie mogę spłukać brunatne potoki  mojej głowy. Dziadek ma tylko prysznic niestety. Do fryzjera nie poszłam, sama sobie ucięłam wczoraj grzywkę i wyglądam nieco jak średniowieczny paź, ale nie stać mnie na fryzjera. Nawet ta farba to luksus. B. ciągle mi wisi 260 euro i ciągle obiecuje, a to że wpłaci, a to że jutro, że już wysłał. Wkurzona napisałam mu wczoraj, że na tym biznesie nie dość, że się nie dorobiłam to straciłam. Niestety te 260 euro chyba trzeba uznać za bezpowrotnie przepadłe. Chyba żeby uznać, że to cena za naukę.


Kasa by mi się przydała, bo wszyscy wołają ode mnie pieniędzy: brat starszy, bo rura w łazience pękła. Brat młodszy, bo mu dziecko choruje. Bank jeden, pożyczka druga i trzecia, a jeszcze zalegam za ubezpieczenie holenderskie. Zapomniałaby o czynszu: zapłaciłam na razie połowę, ale dziadek jako jedyny wierzyciel sam takie rozwiązanie zaproponował. Z moich obliczeń wynika, że do marca jakoś się wygrzebię, w dodatku w dalszej perspektywie przysługuje mi zwrot podatku i dofinansowanie do ubezpieczenia (jakieś 1000 euro w sumie). Co zrobić jak wszyscy chcą na już?


Na 11 jadę na ekstra prasowanko do klienta w centrum. Przy okazji wstąpię do Dirka po flszkę, bo jutro Walentynki. Nie, nie będę się upijać z rozpaczy w samotności. Organizujemy z dziewczynami babskie Walentynki. W tym gronie pięciu bab tylko dwie wprawdzie to prawdziwe singielki, ale liczy się okazja do imprezy. Po tym wydarzeniu zamierzam gwałtownie rzucić alkohol. Skoro to odchudzanie mi tak dobrze idzie… Ostatnio majteczki mi spadają. Do dżinsów mogę ubrać pasek, co zrobić z rozciągniętymi gaciami?

 

Szanowna głowo, następnym razem poproszę o jakiś sen z brunetem.

Zwariowałam

Wczoraj napisała do mnie klienta, że wszystko było czyste, tylko zapomniałam odkurzyć fitnessu. Mają bieżnię, chyba to miała na myśli. Bardzo miła para, 4 godziny tygodniowo z prasowaniem. Lubię prasować. W sumie w domu raczej czysto, nie mają dzieci, kotów, psów i się specjalnie nie zmęczyłam. Nie tak jak u klientów z rana, u których wprawdzie nie ma psów i kotów, ale jest trójka dzieci. Chyba jednak wolę psy, są zdecydowanie grzeczniejsze. Kręcili się mi wszyscy pod nogami, a to jedli śniadanie, a to siedzieli na kanapie. Wolę jak się mi wszyscy wyniosą, jeśli nie z domu to chociaż na inne piętro.


Rano chciałam przeczytać jeszcze raz dokładnie wiadomość. Sprawdziłam wiadomości na komórce. Nie ma. Sprawdziłam Whatsuppa. Nie ma. Na Facebooku jej nie mam, a na tym portalu ogłoszeniowym też nic nie było.


To oznacza jedno: że zwariowałam, bo klientka wcale do mnie nic nie pisała, a mi się to jedynie zdawało. Przecież oni pod koniec pracy wrócili do domu i siedzieli sobie w tym biurze z bieżnią, a w dodatku od razu na początku wyraźnie kobitka powiedziała, że tych dwóch pokojów na pierwszym piętrze nie muszę sprzątać za każdym razem. Są na ogół nieużywane.


Dlaczego nie mogę mieć przyjemniejszych snów??

2 kilogramy mniej

Zważyłam się wczoraj i sukces: w ciągu 2 tygodni schudłam 2 kilogramy! Posłuchałam wszystkich dobrych rad, zaczęłam jeść regularnie, co 3 godziny. zrezygnowałam ze słodyczy, ograniczyłam niezdrowe jedzenie i alkohol. Tylko raz skusiłam się na pizzę, ale to dlatego, że wróciłam bardzo późno do domu, nic nie jadłam cały dzień i było mi wszystko jedno. Staram się brać ze sobą kanapkę, jabłko i wodę, a często jakąś sałatkę robioną własnoręcznie i jeść w międzyczasie. Ćwiczyłam też regularnie i pierwsze efekty są.


Dzisiaj zrobiłam zrobiłam na rowerze 26 kilometrów, bo zapomniałam kluczy do domu klienta i musiałam się cofnąć zamiast pojechać bezpośrednio. Czuję jak chudnę. mam nadzieję, że mi nogi jutro nie odpadną…

Ciężki tydzień

Tydzień był dosyć ciężki, bo przepracowałam 41 godzin. byłoby 43, ale jeden z klientów odwołał spotkanie. Najpierw jednorazowo, potem odwołał w ogóle. To był mój pierwszy klient w ogóle, miałam u niego tylko dwie godziny, ale zawsze. Jego żona zmarła na raka i uznał, że teraz, jak się nie musi nią opiekować może sprzątać sam. Poza tym we wtorek spadł śnieg, który pokrzyżował mi plany, bo nie mogłam dotrzeć na czas w parę miejsc, musiałam poprzesuwać spotkania. Na końcu wysiadły mi kolana i trzeszczą. Doczytałam, że to brak kolagenu i innych takich. Muszę zrezygować na razie z ćwiczeń na nogi i zacząć coś brać. Smarowanie maściami niestety nie pomaga.

 

Miałam w planach przeleżeć w łóżku w piżamce cały dzień, ale może pójdę  do Kruidvatu zobaczyć jakie mają suplementy. Może też na jakiś spacer. Pogoda nie jest niestety zachęcająca do spacerów. Kolana mnie bolą. Stara jestem. Buty mi przemakają. Nikt mnie nie kocha. Klienci za to zadowoleni i przybywają.

 

Jedną panią z soboty popołudnia przerzuciłam na inny dzień, w ten sposób co drugi weekend będę mieć 1,5 dnia wolnego. Lepsze to niż nic. W końcu po to zrezygnowałam z pracy w hotelu aby mieć wolne weekendy.



Dieta cud: cud będzie jak schudnę

Byłam wczoraju klientki i wykorzystałam fakt, że miała w sypialni wagę i zważyłam się. Nie schudłam niestety ani kilograma. Trochę ćwiczyłam, ale więcej nie, chciałam rozsądnie jeść ale ulegam słodyczom i niestety piwkiem mnie dziadek ciągle kusi. Miałam się zabrać za siebie, ale wczoraj mi się udało jeść zdrowo, nie jeść słodyczy i wytrzymać bez piwka, ale dzisiaj spadł śnieg i taka styrana wróciłam do domu, że sięgnęłam po słodycze. Muszę chyba sobie narzucić ścisły reżim wg diety, którą kiedyś mi zapisała dietetyczka, inaczej nie wyjdę na prostą. Celem jest minus 9 kilogramów do kwietnia, konkretnie do Wielkanocy. 

Wczoraj i dzisiaj ćwiczyłam wprawdzie, ale obawiam się, że bez diety daleko nie zajadę 😦

Optymistyczny luty

Mam wolną niedzielę. W hotelu zawsze to był luksus, w ostatnim marzenie ściętej głowy. Wolne niedziele były dla wybranych. Z grafiku wynika, że na razie tylko niedziele mam wolne. Chciałąm wprawdzie wolnych weekendów, ale po pierwsze nie mam ich z kim spędzać, a po drugie muszę się odkuć za te słabsze finansowo tygodnie. Jak już się odkuję to może jeden weekend w miesiącu zrobię sobie wolny i będę gdzieś sobie jeździć. Paryż, Londyn, Berlin, Franfurkt, Rzym… W Paryżu byłam raz, jako nastolatka, w Berlinie raz jako studentka w archiwum, w pozostałych miastach nie byłam wcale. Do Paryża na przykład jest bardzo przyjemne połączenie kolejowe, tańsze od samolotu.


W przyszłym tygodniu zrobiły mi się 43 godziny pracy w tym 31 bezpośrednio. Jeden klient płąci mi za 6 godzin, ale de facto jestem tam 4. Reszta godzin przez serwis. Od 3 lutego zamiast 3 godzin przez serwis będę mieć 4 godziny bezpośrednio i bliżej. Żeby nie było tak różowo to następny tydzień to tylko 24 godziny. Wynika to z tego, że niektórzy klienci chcą co 2 tygodnie. Cel na następne dni to zdobyć klientów na tygodnie nieparzyste. W dalszej perspektywie: zrobić sobie chociaż połowę soboty wolnej przerzucając klientów z soboty popołudnia na inny dzień.

 

Luty w każdym razie zapowiada się optymistycznie.

Człowiek uczy się na błędach

Wracając do spraw nieważnych na tym świecie, czyli mojej firmy i klientów to zaczyna mi brakować miejsc w kalendarzu. Dotychczas przyjmowałam wszystkie zlecenia, które mi pasowały pod względem odległości, ale chyba czas zacząć je filtrować. Część klientów mam ciągle z serwisu, ale on bierze prowizję 15%. Jedna klientka już mi zaproponowała, że jak skończy się jej 3-miesięczna umowa to zatrudni mnie bezpośrednio. Dwóch klientów  powiedziało, że dali mój numer swoim znajomym, jedna osoba już się do mnie odezwała. Odezwała się do mnie moja była szefowa z pierwszego hotelu, że po pierwsze mnie będzie polecać, a po drugie sama kogoś szuka, bo wprawdzie ma jakąś dziewczynę, ale nie jest z niej zadowolona. Zastanawiam się, czy wypowiedzieć umowę z serwisem, ale nie chcę tracić tych klientów, czy może też odczekać trzy miesiące i np podnieść ceny? Chciałabym grafik ułożyć po swojemu, a niektóre terminy zostały mi narzucone z góry. zrezygnuję z klienta w Hadze, bo koleżanka mi odstąpi mi swojego klienta, którego ma tu u mnie, a ona jest właśnie w Hadze. Nawet myślałam, czy by w zamian nie odstąpić jej swojego, ale ona ma znowu komplet zleceń. Poza tym gość jest hmm dziwny. Nie wdając się w szczegóły nie czuję się u niego komfortowo. Jeździłam tam, bo po prostu płacił dobrze, ale z ulgą zrezygnuję.


Kręci się, kręci znaczy się i z tego się bardzo, bardzo cieszę. Teraz już wiem, że popełniłam bląd, bo najpierw powinnam odłożyć kasę na co najmniej trzy miesiące życia i nastawić się, że tyle mniej więcej potrwa rozkręcanie biznesu. Gdybym wiedziała to wcześniej, to już w październiku szukałabym klientów przez helpling i wszystko by wystartowało w grudniu łatwiej. Człowiek uczy się na błędach 🙂

Czas przyszykować taczki

„Najpierw są nienawistne napisy, potem bicie, a na końcu zabijanie” Marek Edelman.


Politycy PiS wylewają krokodyle łzy. Policja nagle więła się za aresztowanie siewców nienawiści w internecie. Na forach na Adamowicza i Orkiestrę Owsiaka wylewa się jednak ciągle wiadro pomyj. Odszedł Owsiak? Niedobrze, bo tchórz, bo matacz, bo kradł. Nie odszedłby mówiliby to samo. Ja rozumiem, że sposób bycia Owsiaka mógł niektórych drażnić, zwłaszcza świętoszkowatych, dupościsnych zazdrośników, którym zawsze ci inni przeszkadzają. Prawdą jest, że ostatnimi czasy mowa nienawiści, w której jesteśmy dobrzy jak mało kto, znalazła pożywkę i narzędzia, bo dzięki nowym metodom komunikacji każdy idiota mógł napisać w internecie co mu ślina na język przyniesie.

 

Słusznie Jacek Dehnel zauważył, że choroba może wynikać z przyczyn naturalnych, ale treść naszych halucynacji jest kulturowa. Kiedyś ludzie bali się wilkołaków i czarownic, potem kosmitów i tajnych agentów, a obecnie promieni wysyłanych przez telefony komórkowe czy z nadajnika na szczycie Pałacu Kultury. Nożownik z Gdańska znalazł pożywkę w nienawiści sączonej każdego dnia przez media należące do obecnej władzy. Słuchał sobie polityków PiS z tym najmniejszym na czele, którzy mówili o drugim sorcie, mordach zdradzieckich, czy potrzebie zamknięcia ust Adamowiczowi. Taki dobiazg jak to, że prezydent Gdańska właściwie nie był kandydatem PO w ostatnich  wyborach samorządowych, uszedł jego uwagi. W tej atmosferze wyrósł i wykarmił potwora, który uderzył w dniu, który powinien być wyjątkowy.

 

Długo byłam daleka od tego, co robili moi znajomi na FB: otwarcie wzywali do samousunięcia się z grona osób znajomych, którzy są bardzo na prawo. Uważałam, że to przesada. Trzeba rozmawiać. Nadstawiać drugi policzek, ustąpić głupszemu, z którym nie sposób dyskutować na rozsądne argumenty. Pokojowo protestować, składać podpisy, czy milcząco blokować. Niestety ten czas już minął. Teraz trzeba przyszykować taczki i zacząć od wywiezienia wszystkich z Woronicza. Czas dyskusji minął w dniu, w którym zamordowano Pawła Adamowicza.