Fryzjer

Byłam wczoraj u fryzjera. Zapragnęłam powrotu do ciemnych włosów, po przeszło roku w blondzie. Pomyślałam, że ciemny brąz plus jasne refleksy typu sun kiss to lepsze niż jasne siano na głowie. Wiem, że siwieję, wiem, że blondynkom łatwiej ukryć siwiznę i rozczarowałam fryzjera, który usiłował mnie namówić na pozostanie przy jasnych włosach. Nieugięcie postawiłam na swoim. Dlaczego ci wszyscy fryzjerzy mnie terroryzują? Poprzedni nie chciał słyszeć o innej fryzurze niż bardzo krótkiej z wygolonym tyłem. Fryzura była owszem fajna, bardzo praktyczna, łatwo się ją układało, ale na wygolonym tyle siwiznę było widać jeszcze szybciej, niż przy ciemnych.

Dostałam to co chciałam, włosy wyszły ciemniejsze niż sądziłam, ale blondy chyba szybciej łapią kolor. Umyje się parę razy i kolor zrobi się trochę łatwiejszy. Następnym razem dołożę sobie te jasne refleksy i będzie fajnie.

Przy okazji pomyślałam sobie, że może zmienię fryzjera na gdzieś bliżej, bo teraz mam do niego 2 godziny drogi komunikacją publiczną. Artur powiedział mi na to, że przecież chodzę do tego fryzjera co 6 tygodni? Co 2 miesiące, więc nie jest to aż takie utrapienie. A znalezienie dobrego fryzjera w Holandii wcale nie jest takie proste. Są tu polskie fryzjerki, ale bez samochodu dojazd wszędzie trudny. Z tego powodu nie chodzę tutaj na paznokcie: jakoś usług słaba i nie sterylizują narzędzi.

Kalendarz adwentowy czterdziestki

Grudniowo leniuchowo

Pogoda szarobura, pada i wieje/ Dni krótkie, szybko robi się ciemno. Za nic nie mogę się zmobilizować do jakiejś aktywności. Teraz rozumiem te wszystkie XIX wieczne hrabiny, które na zimę jeździły do Włoszech. Chociaż wtedy to jeszcze śnieg mógł rozjaśnić tą ponurą rzeczywistość za oknem. Przynajmniej tutaj nie ma śniegu, nie zanosi się, a jeśli w ogóle pada to najwyżej jakieś 3 dni.

Oczywiście zapraszam na mój Kalendarz Adwentowy. Uzupełniłam kilka najbliższych dni.

Jedna pani drugiej pani

Odezwała się do mnie koleżanka, z którą pracowałam w pierwszym hotelu tutaj w Holandii. Obrotna dziewczyna, ma kilka firm, jakieś mieszkanie/mieszkania na wynajem, a sama z chłopakiem zjechała do Polski.

Pyta się, czy znam XY. No znam, nawet dobrze, bo spotykamy się regularnie, choć ostatni rok jakoś rzadziej i to całkowicie nie z mojej winy. Pyta się, czy ją zwolnili z hotelu, mówię, że nie. Z tego co wiem, po ciąży i macierzyńskim nie chciała wracać i otworzyła swoją firmę sprzątającą, taką jak moja. Tyle, że system pracy miała inny, bo sprzątała z eks-mężem, który po drugim dziecku się na nią wypiął i wyprowadził. Alimentów nie płaci, pieluchy jej łaskawie kupił…

No i moja znajoma mówi, że są na tą drugą skargi. Źle sprząta, wychodzi za wcześnie i ona jest niezadowolona ze współpracy. Chciała jej dać ileś tam godzin w tygodniu, ale chyba rozwiąże umowę, bo się nie sprawdziła.

Zrobiło mi się głupio, choć przecież jej akurat tam nie polecałam. Sprzątała u dziadka i oddałam jej kilku swoich klientów, całkiem gratis, jakoś nie doszło do rozliczenia. Nie słyszałam jakiś skarg, choć, po efektach sprzątania u dziadka stwierdziłam, że ja to robię lepiej, ale zostawiłam to dla siebie. Może zrobiłam błąd? Ja rozumiem, że przechodzi ciężkie chwile w życiu, ale nikogo to nie obchodzi w pracy… Warto też zawsze pracować dobrze, bo nigdy nie wiadomo do kogo to dojdzie.

Trochę się dziwę, bo ona przecież wiedziała, że się znamy…

Nowa praca

Zaczęłam nową pracę 11 listopada. Trochę dziwnie się czuję wiedząc, że to Artur mi ją „załatwił”. Mąż jego znajomej szukał kogoś do swojego sklepu online. Byłam na 2 rozmowach i zostałam przyjęta. Dostałam już nawet pierwszą wypłatę, ale do tej pory nie doczekałam się swojego egzemplarza umowy o pracę. Pani, która się tym zajmuje przychodzi raz na tydzień. Gość ma kilka spółek i dużo spraw na głowie… jutro powinna też przyjść, więc się w końcu upomnę. Normalnie przecież najpierw podpisujesz umowę, a potem zaczynasz pracę. A co jak mi się coś odwidzi i powiem, że nie podpiszę? Kasę za 3 tygodnie grudnia już dostałam, będą mnie potem ścigać sądownie??

Praca ok, polega na pakowaniu i wysyłce towarów ze sklepu internetowego dla zwierząt. Sama praca spoko, bo blisko. Mogę dojeżdżać rowerem albo autobusem jak jest brzydka pogoda. Natomiast nie widzę się w niej na stałe, bo część tego towaru to duże, 12 i 20 kg worki z karmą dla psów i kotów. A jeszcze zdarza się, że ktoś zamawia np 2x 12 kg. Po drugie tam już pracuje dwoje ludzi, litewskie małżeństwo i poza poniedziałkami, kiedy to spływają zamówienia z weekendu, nie ma aż tyle pracy dla trzech osób. No ale szef widać ma jakieś swoje rozrachunki. Ja dostałam ( a właściwie nie dostałam) umowę na pół roku i jeśli w międzyczasie trafi się coś innego to nie zamierzam dźwigać tych worów dłużej.

Zastanawiam się dlaczego właściwie nie zatrudnili jakiegoś faceta?

Wracam

Zawsze lubiłam pisać. Dlaczego tego zaniechałam? Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Za to wiele do opowiedzenia. Do napisania. Dużo się zmieniło i jednocześnie nic się nie zmieniło. Głównie ja pozostałam taka sama. Zmieniają się okoliczności, czas, miejsce, ale ja ciągle popełniam te same błędy. Ale zamierzam to zmienić. Zamierzam popełniać całkiem nowe błędy. Pomożecie?

Wieści różnej treści

Zastanawiam się o czym pisałam na trzydziestce prawie codziennie. Niestety blog przepadł, nie umiałam go reaktywować z pliku, który dostałam po zamknięciu usługi blogów na gazeta.pl. Jakoś tak miałam pomysły na częstsze wpisy.

Dzisiaj idziemy na urodziny do jakiejś jego znajomej, wynajęła foodtrucka blisko stadionu w Amsterdamie. Przedtem dostaliśmy mailem zapytanie, co będziemy jeść. To takie typowo holenderskie, może komuś się wydać śmieszne, ale z drugiej strony narobisz kotletów schabowych i szarlotki, a potem połowowa do wyrzucenia. Chyba lepiej wiedzieć wcześniej co goście lubią. Ze względu na mnie wybraliśmy menu wegetariańskie. Czy jakiś inny facet byłby się w stanie tak poświęcić?

Będzie na pewno wspólne oglądanie meczu, bo dzisiaj Holandia gra z Turcją. Zastanawiam się, czy nie będzie jakiś zamieszek, bo tu sporo Turków mieszka. Wczoraj oglądałam mecz Hiszpanii z Niemcami i pierwszą połówkę meczu Portugalia – Francja. Potem odpadłam, jednak zmęczenie daje znać o sobie. Z wiekiem czuję, że tracę siły, kiedyś mogłam siedzieć do trzeciej w nocy i nic mi nie było, a teraz?

Szukanie pracy idzie opornie, bo jak zawężę wyszukiwania do trzech kryteriów: że ma być do 10 km, jedna zmiana najlepiej od 8 oraz od poniedziałku do piątku to nie zostaje wiele ofert. Czuję, że to długo potrwa jednak, dłużej niż myślałam wcześniej…

4 dniowy tydzień pracy

Postanowiłam, że jednak się nie zwalniam ani w poniedziałek ani w piątek. Zamiast tego przeszłam na 4-dniowy tydzień pracy, co oznacza mniej pracy, ale też i mniej pracy. Stwierdziłam, że utnę wydatki i dam radę, ale zyskam: więcej odpoczynku, czas na szukanie nowej pracy, naukę i czytanie. Jeśliby jednak kasy było przymało to zawsze mogę sobie znaleźć ekstra sprzątanie, aby dorobić.

To jest popularne rozwiązanie w Holandii i wiele kobiet pracuje tylko dwa albo trzy dni w tygodniu, na ogół dlatego, że mają rodziny i dzieci i chcą jakoś to pogodzić. Firma jest zadowolona, bo ktoś przychodzi, one zadowolone, bo nie siedzą cały czas w domu, mają swój dochód, a dzieci są zaopiekowane. Nie zawsze też w firmie jest potrzeba kogoś na cały etat, czasami np. tylko na rano, na kilka godzin albo tylko na weekendy. Pod tym względem holenderski rynek pracy jest bardziej elastyczny od polskiego.

Pracuje tak nawet siostra Artura, mimo że jest samotną singielką z kotem. Kasa jest na tyle wystarczająca, że daje radę się sama utrzymać, a nawet chce zamienić swoje mieszkanie na inne. Gdyby moje relacje z Arturem byłyby inne mi też by to pewnie wystarczało, a tak brak paru stówek w portfelu będzie jednak odczuwalny. Mam nadzieję, że to przejściowa sytuacja.

Rozważałam ostatnio powrót do housekeepingu, ale nie po to aby tam utknąć, ale aby odbić się w kierunku np supervisora i dalej do biura. Jednak nie uśmiecha mi się powrót do sprzątania, w tym roku kończę 49 lat, ja bym chciała jednak mniej fizycznie wymagającą pracę…

Wakacje w Zakopanem

Wróciłam właśnie z wakacji w Polsce z dwiema koleżankami – jedną z czasów studiów, a drugą jej znajomą z pracy. Byłam zadowolona z wypadu, chociaż zdziwiło mnie, jak udało mi się dostać na Czarny Staw przez wodospad Siklawica. Mimo to byłam dumna z siebie i już rozważam kolejną wyprawę, chociaż kwatera była nieco zaniedbana, dlatego szukam polecenia na przyszłość.

Tylko pomysł, aby przy okazji pozwiedzać Kraków nie wypalił do końca. Wymyśliłam sobie, że przylecę, spędzę noc w Krakowie, coś zobaczę, wrócę, znowu noc i znowu coś zobaczę. W jedną stronę to nawet zadziałało, byłam połazić i w takim fajnym muzeum pod Sukiennicami. W drugą stronę byłam już tak zmęczona, że ledwo dotarłam do hotelu i zakopałam się do łóżka, a następnego dnia połaziłam trochę po Galerii Krakowskiej, wydałam trochę kasy i pojechałam wcześniej na lotnisko. Lepiej spędzić 3 dni w Krakowie, a potem jechać w góry.

Najważniejsze, że mogłam przewietrzyć głowę i w ogóle nie myśleć o pracy. Byłam zmęczona, ale to był zupełnie inny rodzaj zmęczenia. I nagle mnie olśniło: zwalniam się. Po kiego grzyba ja się tam męczę z tymi dojazdami, a oni widzą tylko moje błędy? Znajdę coś blisko, a potem jak mi się nie spodoba to zmienię na coś innego, to nie ślub.

Zawsze się można przecież rozwieść.

Rozmowa dyscyplinująca

Ani się obejrzałam jak minęło pół roku przeprowadzki do Artura. Nie jest idealnie, ale jakoś się dogadujemy, choć mam wrażenie, że traktuje mnie bardziej jak współlokatorkę, niż kobietę swego życia, ale on dla mnie też nie jest ideałem. W codziennym życiu nieco upierdliwy, lubi też rządzić i stawiać na swoim, ale generalnie mogę na niego liczyć. Ostatnio zaczął przebąkiwać o kupnie nowej szafy do sypialni, co oznacza, że nie planuje mnie jakoś na dniach wyrzucać. Nie mam specjalnie alternatywy, bo sytuacja mieszkaniowa w Holandii zmienia się tylko na gorsze…

W pracy niestety mocne tak sobie, bo jak się wstaje o 4.30, aby dojechać na 7 to nie jest się świeżym i wypoczętym jak skowronek, ale myślałam, że daję radę i jakoś się przemęczę. Innego zdania są najwidoczniej moi przełożeni, bo miałam w piątek rozmowę, na której wytknięto mi błędy, oczywiście pod płaszczykiem troski o mnie i z fałszywym pytaniem „czy coś się dzieje” i „czy mogą mi jakoś pomóc”. Musiałam przyznać, że jestem zmęczona, ale w sumie nie czuję się jakbym jakieś duże zbrodnie popełniła. Na kogoś jednak winę trzeba zwalić, choć w naszej pracy trudno do końca stwierdzić, która co robiła, czy pakowała i która jakiś konkretny błąd zrobiła.

Zasugerowano mi 4 dniowy tydzień pracy albo szukanie nowej, ale tak naprawdę nie mogą mi nic zrobić, ani nic nakazać. Zwolnienie pracownika ze stałą umową nie jest takie proste i w naszej firmie zdarzyło się właściwie tylko raz, po wielkiej awanturze, kiedy sprawa się otarła o dyrektora zakładu. Laska robiła masowo błędy, w dodatku okazując duże lekceważenie, bo była znajomą szefowej i mogła sobie na to pozwolić.

O zmianie pracy i tak myślałam, ale w Holandii jest tak samo jak w Polsce: jak się szuka czegoś fajnego, za rozsądne pieniądze, z umową bezpośrednią, a nie agencyjną i jeszcze w ciągu tygodnia, a nie na zmiany, nocki i w weekendy to już nie jest takie proste. Może jednak Artur ma rację, że najważniejsze, aby praca była blisko, a potem można szukać dalej, jeśli się nie spodoba.

Nie chciałam wracać do hotelu, w każdym razie nie do sprzątania, ale wysłałam w sobotę CV na stanowisko front office medewerker czyli recepcjonista i dostałam nawet pozytywny odzew. Jeśli uda się dogadać, abym nie musiała pracować w nocy to ostatecznie przez jakiś czas mogę się przemęczyć i pracować w weekendy i popołudniami, a po 6 miesiącach można się przenieść na podobne stanowisko, ale już od poniedziałku do piątku w jakimś biurowcu np.

W każdym razie doszłam do wniosku, że czas coś zmienić, bo łatwiej jednak znaleźć tu nową pracę, niż nowe mieszkanie, a w dodatku teraz wydatki dzielimy na dwa i jest jakoś lżej.