Byłam wczoraj u fryzjera. Zapragnęłam powrotu do ciemnych włosów, po przeszło roku w blondzie. Pomyślałam, że ciemny brąz plus jasne refleksy typu sun kiss to lepsze niż jasne siano na głowie. Wiem, że siwieję, wiem, że blondynkom łatwiej ukryć siwiznę i rozczarowałam fryzjera, który usiłował mnie namówić na pozostanie przy jasnych włosach. Nieugięcie postawiłam na swoim. Dlaczego ci wszyscy fryzjerzy mnie terroryzują? Poprzedni nie chciał słyszeć o innej fryzurze niż bardzo krótkiej z wygolonym tyłem. Fryzura była owszem fajna, bardzo praktyczna, łatwo się ją układało, ale na wygolonym tyle siwiznę było widać jeszcze szybciej, niż przy ciemnych.
Dostałam to co chciałam, włosy wyszły ciemniejsze niż sądziłam, ale blondy chyba szybciej łapią kolor. Umyje się parę razy i kolor zrobi się trochę łatwiejszy. Następnym razem dołożę sobie te jasne refleksy i będzie fajnie.
Przy okazji pomyślałam sobie, że może zmienię fryzjera na gdzieś bliżej, bo teraz mam do niego 2 godziny drogi komunikacją publiczną. Artur powiedział mi na to, że przecież chodzę do tego fryzjera co 6 tygodni? Co 2 miesiące, więc nie jest to aż takie utrapienie. A znalezienie dobrego fryzjera w Holandii wcale nie jest takie proste. Są tu polskie fryzjerki, ale bez samochodu dojazd wszędzie trudny. Z tego powodu nie chodzę tutaj na paznokcie: jakoś usług słaba i nie sterylizują narzędzi.
Zastanawiam się o czym pisałam na trzydziestce prawie codziennie. Niestety blog przepadł, nie umiałam go reaktywować z pliku, który dostałam po zamknięciu usługi blogów na gazeta.pl. Jakoś tak miałam pomysły na częstsze wpisy.
Wróciłam właśnie z wakacji w Polsce z dwiema koleżankami – jedną z czasów studiów, a drugą jej znajomą z pracy. Byłam zadowolona z wypadu, chociaż zdziwiło mnie, jak udało mi się dostać na Czarny Staw przez wodospad Siklawica. Mimo to byłam dumna z siebie i już rozważam kolejną wyprawę, chociaż kwatera była nieco zaniedbana, dlatego szukam polecenia na przyszłość.
Ani się obejrzałam jak minęło pół roku przeprowadzki do Artura. Nie jest idealnie, ale jakoś się dogadujemy, choć mam wrażenie, że traktuje mnie bardziej jak współlokatorkę, niż kobietę swego życia, ale on dla mnie też nie jest ideałem. W codziennym życiu nieco upierdliwy, lubi też rządzić i stawiać na swoim, ale generalnie mogę na niego liczyć. Ostatnio zaczął przebąkiwać o kupnie nowej szafy do sypialni, co oznacza, że nie planuje mnie jakoś na dniach wyrzucać. Nie mam specjalnie alternatywy, bo sytuacja mieszkaniowa w Holandii zmienia się tylko na gorsze…