Byłam dzisiaj w Amsterdamie na wystawie malarza z Haarlem1, Fransa Halsa. Wystawa jest do czerwca w Rijksmuseum i jak ktoś będzie to serdecznie polecam i samo muzeum i wystawę też. Po wystawie pojechałam do de Bijenkorf, takiego luksusowego domu towarowego, z zamiarem kupienia jakiś mazideł, ale laski na stanowisku Chanel olały mnie i wyszłam. Za kasę, której nie wydałam kupiłam sobie nowe szczoteczki do zębów i nową szminkę Loreala. Chyba nie nadaję się do luksusów. Mijałam po drodze ekskluzywne sklepy Diora, Louis Vitton i Tifanny i zastanawiałam się jak można stać w kolejce do Gucci np. Może i bym zaszalała, gdybym miała za co, ale tak długo kupowałam wszystko online, że nie umiem się odnaleźć przy zwykłych zakupach i uciekam.
Potem w ramach lunchu zjadłam w okolicy Placu Dam wegetarianską lazanię w knajpie 2nieopodal i nie polecam, bo kasę robią chyba tylko dzięki położeniu. Obsługa jakaś zmęczona, popędzali klientów, którzy już zjedli, stoliki tak ciasno ułożone, że prawie zaglądałam do talerza angielskiej parze obok. Nie dałam napiwku.
Potem właściwie chciałam od razu wrócić do domu, ale Artura miał odwiedzić jakiś przyjaciel audiofil i mieli razem słuchać muzyki. Nie bardzo miałam ochotę ukrywać się w sypialni, a słuchanie z nimi też mnie nie bardzo pasjonowało. Ja tam generalnie jestem osobą bardzo lubiącą muzykę, ale tak naprawdę wystarcza mi youtube. Mówię to w sensie, że jak jakość nagrania jest OK to mi to wystarcza i nie słyszę tych różnic, których oni słyszą. Dla mnie adapter za 50 euro i 5000 euro nie ma dużej różnicy. Może gdybym zaczęła się w to wsłuchiwać to byłoby inaczej, ale tak nie jest i dlatego nie chciałam im psuć zabawy swoim uchem.
Na koniec szminka nie spełniła moich oczekiwań. Jakaś taka sucha i nie wiem, czy to wina samej szminki, czy tego, że była już po prostu zleżała. Macie jakieś fajne szminki, nawilżające, ale trwałe, w wielu kolorach do wyboru? Ponoć Chanel ma taką, w odcieniu starego różu, ale no nie dane mi było wypróbować. Wszelkie maty wykluczone, ale nie przepadam też za szminkami w rodzaju winylowego Maybellina. Ma być z umiarem.
Spędzam cudowną samotną i deszczową środę, bo Artur jest na kolacji u mamusi. Jak zwykle zresztą w środę. Mnie nie zaproszono, więc musiałam się pocieszyć gotowymi tortelinni z keczupem. Do naszych pierogów jednak dużo im brakuje, ale przynajmniej nie jestem głodna. Nie wiem, czy mogę włączyć telewizję, bo na kuchence zastałam kartkę, że mam uważać z gazem. 