Dziwnie się dzisiaj poczułam i w sumie nie wiem, czy słusznie mam lekką pretensję do Artura. Może coś mądrego doradzicie.
Otóż spotykamy się głównie w weekendy, najczęściej w niedzielę, czasami przyjeżdżam w sobotę, a czasami zostaję do poniedziałku. Poszliśmy dzisiaj na spacer z pieskami ze schroniska, było bardzo przyjemnie. Potem było oczywiście oglądanie TV i Formuła 1 (choć w zeszłym tygodniu obiecał, że nie będzie), bo startuje Holender Max Vestappen i tak mu kibicujemy oboje. Choć ja to raczej kibicuję jako osoba towarzysząca. Tym razem ja miałam kolację przygotować i planowałam ją na 18.30 ale on chciał szybciej. Potem mówi taki ładny dzień (rzeczywiście jak na Holandię wyjątkowo pogodnie) szkoda siedzieć w domu, jeszcze się przejdziemy. No i dopiero w pociągu zdałam sobie sprawę co się stało. Pozbył się mnie szybko z domu, pod pretekstem spaceru, wsadził do pociągu i poszedł sobie. Przedtem tłumaczył się, że bardzo wcześnie się obudził, o ósmej już był w sklepie i jest trochę zmęczony. Ale w końcu nie widzieliśmy się tydzień, jest dosyć jasno i mogłam spokojnie godzinkę jeszcze zostać. A teraz pisze do mnie, czy dojechałam do domu i mam ochotę go olać.
Przedtem jak koleżanka mi mówiła, że jej mój związek weekendowy wydaje się dziwny, ale mnie jej też nie wydaje się stuprocentowo idealny, bo jej facet z kolei strasznie narzeka. Taki marud, mnie on męczy jak się widzimy raz na ruski rok, co dopiero na codzień. Ale nie o tym, nie ma ideałów. Z Arturem już spotykam się siedem miesięcy i jak dla mnie to rekord. Jego mamę poznałam przelotnie, siostry mi nie przedstawił i chyba nie zamierza. Nie będzie to pewnie nic na stałe. Ale co jest stałego w tym życiu? Staram się nie myśleć za dużo i nie analizować, a brać co dają. Bardzo nad sobą pracuję i staram się nie wymyślać, ale dzisiaj poczułam się jak ktoś zbędny. Pewnie chciał sobie pooglądać telewizję, czy coś takiego, a ja mu stałam na przeszkodzie. A może inna miała dzwonić? Teraz dostałam sms-a czy dotarłam do domu i nie zamierzam odpisywać.
Czy ja może ciut przesadzam? Po prostu zrobiło mi się dziwnie przykro… Poza tym wcześniej sam mi się pytał, czy byśmy nie pojechali razem na weekend, już wybieraliśmy miejsca, mieliśmy dzisiaj porozmawiać, ale jak przyszło co do czego to mnie zbył.