Nowy Rok

Tak dawno nie pisałam, że w sumie nie wiem o czym, aby nie narobic bałaganu. Mam nadzieję, że spędziliście ten czas świąteczno-noworoczny przyjemnie, bez stresu i bez fajerwerków. W dosłownym sensie mam nadzieję, że nie strzelacie, a jak jeśli tak to następnym razem przestaniecie. Możemy się tak umówić?

U mnie nic się nie zmieniło i wszystko się zmieniło. Pogodziłam się z Arturem. To na następnym wpisie. Spędziliśmy razem Sylwestra. Byłam w Polsce. Nie zmieniłam pracy. Zaczęłam powolutku pracę nad sobą. Na pewno musze popracowac nad zarządzaniem czasem, bo tu mnie boli bardzo czasami. Zawiodłam się na jednej osobie. Na innych mogę polegać. Nie wiem jaki będzie ten rok. Może lepszy, może gorszy? Staram się brać co dają nie nie analizować zbytnio. Co ma być i tak będzie. A jak u Was?

Urodziny i po

Urodziny minęły i nawet się udały, chociaz na ucho powiedziałam Arturowi, że następnym razem spędzę je w Paryżu. Nawet nie chodzi, że trzeba stać przy garach oraz sprzątać przed i po, ale że nie można się tych gości do nocy pozbyć. Artur wyszedł kulturalnie o 23, a reszta siedziała mi na głowie do 3 w nocy. Wyszło taniej niż w restauracji, ale trochę to męczące. Oczywiście goście przynieśli whisky, choć planowałam tylko wino.

Plany na przyszłość

Korzystajac z chwili, że żaden facet nie zajmuje mi teraz czasu pomyślałam o przyszłości. A konkretnie o tym co chciałabym robić. Przecież nie będę wiecznie sprzątać, to miało być tylko zajęcie tymczasowe. Mówi się jednak, że rozwiązania tymczasowe najdłużej trwają. Myślałam, żeby zacząć się rozglądać za pracą w administracji, czymś co już przecież robiłam. Problem jest, że od przeszło 4 lat, a właściwie od prawie 5 lat komputera używam amatorsko. Piszę bloga (jak mi się zachce hehe), zaglądam na FB a służbowo wystawiam faktury i robię proste tabelki, żeby mi się klienci nie pomieszali. Straciłam kontakt i obycie. Trudno tak skoczyć na inny poziom. Pomyślałam, że zwrócę się do jakiejś agencji, np Randstad i poszukam czegoś na początek za ich pośrednictwem. Po roku mogę szukać już na własną rękę.

Aby jednak było to możliwe to muszę sobie podszkolić excela i inne programy biurowe, zabrać się poważnie za ten holenderski i podszlifować angielski. Znalazłam bezpłatne szkolenie z excela w necie, ale pomyślałam o czymś z certyfikatem i natrafiłam na promocję na udemy.com. Myślicie, że to dobre wydane pieniądze? Mają promocję za około 15 euro za kurs, a nie są to jakieś kosmiczne pieniądze. Myślałam o excelu właśnie i power poincie.

A poza tym Daniel do mnie pisze na Instagramie, B. do mnie pisze na Whastuppie, a Artur taktownie nie pisze. Czy oni wszyscy wyczuwają we mnie ofiarę? W sumie wszyscy faceci mi obrzydli, wszyscy są tacy sami.

Szansa?

Wieczorem, po wyjściu Artura zorientowałam się, że usiłował skontaktować się ze mną we wtorek, po otrzymaniu wiadomości z portalu randkowego, a potem jeszcze wieczorem po wyjściu ode mnie. Ponieważ jednak zablokowałam go to te połączenia zobaczyłam dopiero jak weszłam w wykaz. Zaczęłam co chwilę więc sprawdzać, czy aby nie zadzwonił i go w końcu odblokowałam, żeby nie siedzieć z nosem w telefonie. Nie pytajcie. Kobieca logika. Najpierw nie chciałam z nim rozmawiać, a potem byłam zła, że nie dzwoni. No ale przecież sama chciałam, nie?

Zadzwonił ponownie w piątek, ale nie odebrałam. Nie byłam pewna, czy chcę z nim rozmawiać. Poczekałam do rana i w sobotę napisałam mu, że nie jestem jeszcze gotowa na rozmowę i aby mi dał czas. Chcę z nim porozmawiać. Zapytać dlaczego to robił, czego oczekuje od związku, czego mu brakowało ze mną? potrzebuje nieustannych podniet, flirtu? Czy może to ja coś źle zinterpretowałam? Chcę wiedzieć.

Nie wiem, czy dam mu szansę, czy nie. Chcę jednak mu spojrzeć w oczy. Czy to dobrze, czy źle?

Jak w telenoweli

Wczoraj od razu Artura zablokowałam zaraz po napisaniu wiadomości na portalu randkowym. Poszłam spać dość późno i rano bolała mnie głowa, ale generalnie byłam bardzo spokojna. Nawet pomyślałam, że nie jestem bardzo zrozpaczona, może faktycznie i mnie nie zależało tak bardzo?

Kiedy jednak wróciłam do domu i zobaczyłam Artura siedzącego w fotelu i gawędzącego z dziadkiem to nogi się pode mną ugięły i ścisnęło mnie w żołądku. Zawsze mnie boli żołądek jak się stresuję… Nie wiedziałam co powiedzieć, więc poszłam do łazienki umyć ręce. Przyszedł tam za mną, ale nie chciałam z nim rozmawiać. Kazałam mu wyjść i dać spokój. Nie chciałam słuchać tłumaczeń, że to była tylko zabawa, że żadnej nie tknął. Co z tego? I tak bym mu już nie mogła zaufać. Powiedziałam tylko, że nawet nie jestem na niego zła, tylko bardzo rozczarowana, bo nie sądziłam, że mnie tak potraktuje. I że mam nadzieję, że to będzie dla niego lekcja. I nie, niech nie dzwoni. I poszedł…

A dziadek teraz chodzi na paluszkach, ale przecież to nie jego wina, że facet okazał się dupkiem.

I teraz do mnie dotarło, że to naprawdę koniec. I boli, bardzo boli…

Fałszywy profil

Nie zdecydowałam się na konfrontację z Arturem. Postanowiłam najpierw sprawdzić, co w trawie piszczy. Sam aktywny profil na portalu randkowym o niczym nie świadczy, ale dużo znaczy. Po to, że nie traktuje mnie poważnie…Może jednak się mylę?

Spotkaliśmy się w tę niedzielę, u niego, ale na moich warunkach. Długi spacer, restauracja, a potem to byłam tak zmęczona, że nadawałam się tylko do domu i do łóżka. Ale muszę się Wam do czegoś przyznać. Zajrzałam mu do telefonu… dużo się nie dowiedziałam, bo ma tam blokadę, ale wyświetliła się pierwsza wiadomość, akurat z Whatsuppa. I to nie była wiadomość ode mnie… Jakaś tam Anne pisała: love u … Siostra ma inaczej na imię, mamusia chyba byłaby też inaczej oznaczona. Poza tym chyba żadna z nich nie pisałaby po angielsku?

Założyłam więc całkiem porządny, fikcyjny profil na Tinderze. Ściągnęłam zdjęcie jakiejś laski z Internetu. Zrobiłam opis i czekałam…wczoraj nie, bo poszedł spać, ale może dzisiaj? Z każdą minutą miałam coraz bardziej nadzieję, że się jednak myliłam.

Niestety życie to nie bajka, właśnie odpisał mi na ten fałszywy profil. Już potem jak zaplanowaliśmy wspólny pobyt w Grecji. On zapłacił. Czy będzie wystarczającą karą jak poleci sobie sam?

Kropka

kropkaCiągle nie doszłam do siebie po niedzielnym wydarzeniu i zaczęłam być nagle podejrzliwa. Dlaczego w sumie nie poznałam jego siostry, a mamę tylko przelotnie i to przypadkiem? Dlaczego spotykamy się siedem miesięcy, ale ciągle nie mogę tego nazwać związkiem? Było fajnie dopóki właściwie na wszystko się zgadzałam i nie doszukiwałam drugiego dnia. Pewnie pomyśleliście, że jestem przewrażliwona, ale ja zaczęłam łączyć różne kropki.

Zarejestrowałam się więc ponownie na tę stronę randkową, przez którą się poznałam, zawęziłam wyszukiwanie i bingo- ciągle ma tam swój profil. I to wcale nie stary- był aktywny w ciągu ostatnich minut. To znaczy co? Tak sobie przegląda?

Może i z nikim się nie spotyka, ale szuka. I może dlatego wypchnął mnie z domu, bo ta druga miała dzwonić? Kto wie?

I naraz wszystkie te kropki połączyły się w jedną… czarną kropkę.

Foch

Nie wiem, czy nie przesadziłam z fochem, bo Artur zaniepokojny moim milczeniem dzwonił w niedzielę trzy razy, a wczoraj aż pięć. W końcu odebrałam i powiedziałam, że jestem po prostu zmęczona. To też była prawda, ale nie chciałam z nim rozmawiać, bo się na niego trochę gniewam. Oczywiście jak to facet, nie zauważył, że się na niego gniewam, tylko jak to pisał „zaczął się trochę martwić”. W końcu poczułam się osaczona, bo dwa razy mu odpisałam, i w niedzielę i w poniedziałek, trochę chłodno, ale nie umarłam przecież. Mogę nie mieć humoru, czy mieć gorszy dzień? Wiem, że powinnam mu od razu powiedzieć, co mi leży na wątrobie, ale jakoś nie umiałam. Bo jeśli to są tylko moje omamy?

W każdym razie w tę niedzielę nie jadę do niego. Jak chce to może przyjechać tutaj. Pójdziemy na spacer, niedaleko jest piękne jezioro, możemy wziąć lunch ze sobą, albo pójść do knajpki. Potem on sobie pojedzie oglądać Formułę 1, a ja będę miała popołudnie dla mnie. Raz u mnie raz u niego, czy to nie będzie sprawiedliwie?

Ta ostatnia niedziela

Dziwnie się dzisiaj poczułam i w sumie nie wiem, czy słusznie mam lekką pretensję do Artura. Może coś mądrego doradzicie.

Otóż spotykamy się głównie w weekendy, najczęściej w niedzielę, czasami przyjeżdżam w sobotę, a czasami zostaję do poniedziałku. Poszliśmy dzisiaj na spacer z pieskami ze schroniska, było bardzo przyjemnie. Potem było oczywiście oglądanie TV i Formuła 1 (choć w zeszłym tygodniu obiecał, że nie będzie), bo startuje Holender Max Vestappen i tak mu kibicujemy oboje. Choć ja to raczej kibicuję jako osoba towarzysząca. Tym razem ja miałam kolację przygotować i planowałam ją na 18.30 ale on chciał szybciej. Potem mówi taki ładny dzień (rzeczywiście jak na Holandię wyjątkowo pogodnie) szkoda siedzieć w domu, jeszcze się przejdziemy. No i dopiero w pociągu zdałam sobie sprawę co się stało. Pozbył się mnie szybko z domu, pod pretekstem spaceru, wsadził do pociągu i poszedł sobie. Przedtem tłumaczył się, że bardzo wcześnie się obudził, o ósmej już był w sklepie i jest trochę zmęczony. Ale w końcu nie widzieliśmy się tydzień, jest dosyć jasno i mogłam spokojnie godzinkę jeszcze zostać. A teraz pisze do mnie, czy dojechałam do domu i mam ochotę go olać.

Przedtem jak koleżanka mi mówiła, że jej mój związek weekendowy wydaje się dziwny, ale mnie jej też nie wydaje się stuprocentowo idealny, bo jej facet z kolei strasznie narzeka. Taki marud, mnie on męczy jak się widzimy raz na ruski rok, co dopiero na codzień. Ale nie o tym, nie ma ideałów. Z Arturem już spotykam się siedem miesięcy i jak dla mnie to rekord. Jego mamę poznałam przelotnie, siostry mi nie przedstawił i chyba nie zamierza. Nie będzie to pewnie nic na stałe. Ale co jest stałego w tym życiu? Staram się nie myśleć za dużo i nie analizować, a brać co dają. Bardzo nad sobą pracuję i staram się nie wymyślać, ale dzisiaj poczułam się jak ktoś zbędny. Pewnie chciał sobie pooglądać telewizję, czy coś takiego, a ja mu stałam na przeszkodzie. A może inna miała dzwonić? Teraz dostałam sms-a czy dotarłam do domu i nie zamierzam odpisywać.

Czy ja może ciut przesadzam? Po prostu zrobiło mi się dziwnie przykro… Poza tym wcześniej sam mi się pytał, czy byśmy nie pojechali razem na weekend, już wybieraliśmy miejsca, mieliśmy dzisiaj porozmawiać, ale jak przyszło co do czego to mnie zbył.