Odezwała się do mnie koleżanka, z którą pracowałam w pierwszym hotelu tutaj w Holandii. Obrotna dziewczyna, ma kilka firm, jakieś mieszkanie/mieszkania na wynajem, a sama z chłopakiem zjechała do Polski.
Pyta się, czy znam XY. No znam, nawet dobrze, bo spotykamy się regularnie, choć ostatni rok jakoś rzadziej i to całkowicie nie z mojej winy. Pyta się, czy ją zwolnili z hotelu, mówię, że nie. Z tego co wiem, po ciąży i macierzyńskim nie chciała wracać i otworzyła swoją firmę sprzątającą, taką jak moja. Tyle, że system pracy miała inny, bo sprzątała z eks-mężem, który po drugim dziecku się na nią wypiął i wyprowadził. Alimentów nie płaci, pieluchy jej łaskawie kupił…
No i moja znajoma mówi, że są na tą drugą skargi. Źle sprząta, wychodzi za wcześnie i ona jest niezadowolona ze współpracy. Chciała jej dać ileś tam godzin w tygodniu, ale chyba rozwiąże umowę, bo się nie sprawdziła.
Zrobiło mi się głupio, choć przecież jej akurat tam nie polecałam. Sprzątała u dziadka i oddałam jej kilku swoich klientów, całkiem gratis, jakoś nie doszło do rozliczenia. Nie słyszałam jakiś skarg, choć, po efektach sprzątania u dziadka stwierdziłam, że ja to robię lepiej, ale zostawiłam to dla siebie. Może zrobiłam błąd? Ja rozumiem, że przechodzi ciężkie chwile w życiu, ale nikogo to nie obchodzi w pracy… Warto też zawsze pracować dobrze, bo nigdy nie wiadomo do kogo to dojdzie.
Trochę się dziwę, bo ona przecież wiedziała, że się znamy…
Zastanawiam się o czym pisałam na trzydziestce prawie codziennie. Niestety blog przepadł, nie umiałam go reaktywować z pliku, który dostałam po zamknięciu usługi blogów na gazeta.pl. Jakoś tak miałam pomysły na częstsze wpisy.
Wróciłam właśnie z wakacji w Polsce z dwiema koleżankami – jedną z czasów studiów, a drugą jej znajomą z pracy. Byłam zadowolona z wypadu, chociaż zdziwiło mnie, jak udało mi się dostać na Czarny Staw przez wodospad Siklawica. Mimo to byłam dumna z siebie i już rozważam kolejną wyprawę, chociaż kwatera była nieco zaniedbana, dlatego szukam polecenia na przyszłość.
Ani się obejrzałam jak minęło pół roku przeprowadzki do Artura. Nie jest idealnie, ale jakoś się dogadujemy, choć mam wrażenie, że traktuje mnie bardziej jak współlokatorkę, niż kobietę swego życia, ale on dla mnie też nie jest ideałem. W codziennym życiu nieco upierdliwy, lubi też rządzić i stawiać na swoim, ale generalnie mogę na niego liczyć. Ostatnio zaczął przebąkiwać o kupnie nowej szafy do sypialni, co oznacza, że nie planuje mnie jakoś na dniach wyrzucać. Nie mam specjalnie alternatywy, bo sytuacja mieszkaniowa w Holandii zmienia się tylko na gorsze…